Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Trump: pięć państw wyśle siły stabilizacyjne i policyjne do Strefy Gazy

Pięć państw zadeklarowało wysłanie sił stabilizacyjnych i policyjnych do Strefy Gazy, zaś dziewięć zobowiązało się do wpłacenia łącznie 7 mld USD na pakiet pomocy humanitarnej dla tej palestyńskiej półenklawy - powiedział prezydent USA Donald Trump w czwartek na pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju.
Trump: pięć państw wyśle siły stabilizacyjne i policyjne do Strefy Gazy
Donald Trump

Autor: PAP/EPA/JIM LO SCALZO / POOL

Ogłosił też, że USA przeznaczą na rzecz Rady 10 mld USD.

Trump powiedział, że wojska i siły policyjne do Strefy Gazy wyślą: Indonezja, Maroko, Albania, Kosowo i Kazachstan. Wysiłki te mają wesprzeć też Egipt i Jordania poprzez „bardzo, bardzo znaczącą pomoc, wojska, szkolenie i wsparcie dla bardzo godnej zaufania palestyńskiej policji” - dodał.

Ponadto dziewięć krajów - Kazachstan, Azerbejdżan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Maroko, Bahrajn, Katar, Arabia Saudyjska, Uzbekistan i Kuwejt - zobowiązało się do przeznaczenia łącznie 7 mld USD na pomoc humanitarną.

Trump zapowiedział, że fundusze na pomoc Strefie Gazy zbierze też federacja piłkarska FIFA, a Norwegia zorganizuje kolejne spotkanie Rady Pokoju. Wspominając o tym, Trump przyznał, że miał nadzieję, że zapowiedź Oslo o spotkaniu dotyczy Nagrody Nobla dla niego, twierdząc, że został oszukany przez Komitet Noblowski.

Trump poruszył też kwestię negocjacji prowadzonych z Iranem oraz napięć w relacjach USA z tym krajem. Wyraził nadzieję, że uda się zawrzeć z Teheranem porozumienie na temat irańskiego programu jądrowego, i zapowiedział, że przekona się o tym „prawdopodobnie w ciągu najbliższych 10 dni”.

- Mamy trochę pracy do wykonania z Iranem. Nie mogą mieć broni jądrowej. To proste, inaczej nie będzie pokoju na Bliskim Wschodzie. Powiedziano im, że mają broń jądrową i nie mogą mieć broni jądrowej, powiedziano im to bardzo stanowczo - przekazał.

Amerykański prezydent wypowiedział się też o samej Radzie Pokoju, przedstawiając ją jako ciało wspierające i wręcz nadzorujące ONZ.

- Pewnego dnia mnie tu nie będzie. Myślę, że Organizacja Narodów Zjednoczonych będzie znacznie silniejsza. Rada Pokoju będzie niemal nadzorować Organizację Narodów Zjednoczonych i dbać o jej prawidłowe funkcjonowanie. Ale my wzmocnimy Organizację Narodów Zjednoczonych. Zadbamy o to, aby jej infrastruktura była dobra. Potrzebują pomocy, i to finansowej. Pomożemy im finansowo i zadbamy o to, aby Organizacja Narodów Zjednoczonych była w stanie działać - powiedział.

W chaotycznym i pełnym dygresji przemówieniu otwierającym posiedzenie Trump poruszył wiele tematów. Chwalił stan amerykańskiej gospodarki. Mówił o nazwaniu jego imieniem Instytutu Pokoju - w siedzibie tej organizacji non-profit w Waszyngtonie odbywało się spotkanie Rady Pokoju - twierdząc, że nie miał z tym nic wspólnego. Opowiadał o negocjacjach handlowych i pokojowych. Twierdził też, że był w stanie w ciągu kilkunastu godzin doprowadzić do zakończenia szeregu wojen i pojednania m.in. między przywódcami Azerbejdżanu i Armenii. Jak przyznał, spodziewał się, że zakończenie dziewiątej wojny - w Ukrainie - będzie łatwiejsze, lecz wyraził przekonanie, że i tę uda mu się zakończyć.

Trump przedstawił też 16 przywódców państw, którzy przyjechali na spotkanie w Waszyngtonie, przedstawiając Radę Pokoju jako „najważniejszą i najbardziej prestiżową organizację w historii”. Chwaląc wielu przywódców, wspomniał, że niektórym z nich - w tym prezydentowi Argentyny Javierowi Mileiowi i premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi - udzielił poparcia w wyborach, choć - jak przyznał - nie powinien tego robić.

- Ale popieram ich, kiedy ich lubię - zaznaczył. Przypomniał, że jego „całkowite i kompletne” poparcie Orbana nie spodobało się „wielu w Europie”.

Mówiąc o prezydencie Paragwaju Santiago Penii przyznał, że nie lubi młodych i przystojnych mężczyzn takich jak on, lecz zaznaczył, że zasada ta nie dotyczy kobiet. Wszyscy zebrani przywódcy otrzymali czerwone czapki z napisem USA.

Pochwalił sekretarza stanu USA Marka Rubia i jego niedawne wystąpienie na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, żartując, że był bliski zwolnienia go, bo przemówienie Rubia rodziło pytania o to, dlaczego sam Trump nie wygłasza takich wystąpień. Przekonywał, że „wszyscy uwielbiają” jego wysłannika Steve'a Witkoffa, w tym Ukraińcy i Rosjanie. Potępiał też swoich przeciwników politycznych, gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma i kongresmenkę Partii Demokratycznej Alexandrię Ocasio-Cortez.

Zaplanowane na 75 minut posiedzenie zgromadziło przedstawicieli 49 państw, w tym większość w charakterze obserwatora. Kilkanaście krajów było reprezentowanych na szczeblu głowy państwa lub szefa rządu, m.in.: Argentyna, Bahrajn, Katar, Kazachstan, Indonezja, Albania, Egipt, Węgry, Rumunia, Armenia i Kambodża.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama