Być może zastanawiasz się teraz Drogi Rodzicu skąd taki początek, całkiem inny niż zazwyczaj? Być może jesteś ciekawy, czy teraz cofniemy się do czasów średniowiecznych, niczym oglądając serial 1670 i zaczniemy stosować metody zaczerpnięte bezpośrednio stamtąd? Pozostawię Cię chwilę w tej niewiedzy, zachęcając przy tym do przyjrzenia się własnym odczuciom. Wstęp napisany nieco inaczej sprawi, że będzie to kolejny tekst, który przejrzysz pobieżnie, bez głębszego zastanowienia, czy jednak czujesz choć odrobinę ciekawości, o co w tym chodzi?
Nowe ramy
Wspomniany przeze mnie serial „1670” to znakomity przykład pokazania jednego z najważniejszych narzędzi treningu mentalnego, a mianowicie: przeramowania poznawczego. To, co do tej pory było znanym schematem, obowiązującym wzorcem, nagle zostaje ubrane w całkiem nowe słowa i myśli. Idąc tym torem, doskonale wiemy, jak wygląda nasza rzeczywistość, jakie wady i zalety mamy jako naród i przekazujemy je z pokolenia na pokolenie, jak dbamy o ekologię, edukację, religię, czy naszą kulturę. Nie zawsze jest nam łatwo przejrzeć się w tym obrazie i przyznać do słabości. Jednocześnie, jeżeli wiedza o współczesnej Polsce została przeniesiona do czasów średniowiecza, okazuje się, że jest znacznie bardziej akceptowalna, a nawet potrafi nas rozśmieszyć, szczególnie, gdy w głównych bohaterach odnajdujemy nie siebie, ale naszych sąsiadów. Kiedy zatem pewne zastane słabości, wady, przywary, zostaną obudowane nową otoczką, zostaną inaczej nazwane i pokazane, okazują się nieco bardziej zrozumiałe i możliwe do zaakceptowania, a być może również do przepracowania.
I wszystko mogłoby być jasne, piękne i przyjemne, gdyby nie fakt, że „1670” to jednak serial dla dorosłych, a nie dla dzieci, a to przecież na nich chcemy się skupić jako rodzice… Okazuje się jednak, że kiedy zwracając się do dziecka, zrobimy to w nieco inny sposób, dodając trochę humoru, zmieniając formę, zmieniamy tym samym nasze zachowanie, a taki proces ma szanse wpłynąć na zachowanie naszego dziecka.
Każdego dnia wiele razy powtarzamy w kierunku naszego dziecka dokładnie te same zdania, które od dawna nie działają, ale my wciąż mamy nadzieję, że może jednak któregoś dnia coś zaskoczy?
“Posprzątaj pokój.” “Zjedz obiad/śniadanie.” “Wyłącz ten telefon.” “Ubierz się szybciej.” “Przestańcie się wreszcie kłócić.” Mówimy dwa razy, pięć, dziesięć, dwadzieścia i jedyne, co się zmienia, to ton naszego głosu, coraz bardziej zniecierpliwiony, sfrustrowany, a nawet rozczarowany i złośliwy. Kiedy jednak w nas rosną emocje, dziecko doskonale to wyczuwa i zaczyna reagować defensywnie.
Dodaj cukru łyżeczkę…
Już Mary Poppins uczyła nas (i swoich podopiecznych), że kiedy coś nie idzie, nie mamy na coś ochoty, wydaje nam się, że dana czynność będzie nudna, długotrwała i niepotrzebna, warto przypomnieć sobie słowa piosenki: „Dodaj cukru łyżeczkę, żeby smak lekarstwa znikł, smak lekarstwa znikł. Jedną cukru łyżeczkę, żeby smak lekarstwa znikł, ten najbardziej cierpki też…”
Oczywiście nie chodzi tu o dosłowne zastosowanie słów piosenki, ale bardziej o szukanie i znalezienie takiego sposobu podejścia do trudnej sytuacji, która pomoże ją rozbroić. Niejednokrotnie bowiem tak bardzo skupiamy się na problemach, że nawet kiedy pojawiają się możliwości zmiany, nawet nie próbujemy ich dostrzec.
Pamiętam biografię Jana Kobuszewskiego (aktora i kabareciarza), który wspominał, że kiedy bardzo się zdenerwował zachowaniem swojego dziecka, komentował to słowami: Panie Boże, ześlij tutaj swoją świętą nogę i kopnij to dziecko w tyłek…” Taki komentarz nie robił ani jemu, ani dziecku żadnej krzywdy, a jednak pozwalał obniżyć napięcie i oczyścić nieco głowę, szczególnie że posiadał jeszcze jeden atut, a mianowicie – był dowcipny.
Humor
Dowcip jest niezwykle ważnym elementem nie tylko przeramowania, ale w ogóle radzenia sobie z trudnymi sytuacjami.
W tym miejscu chciałabym przywołać historię opowiadaną kiedyś przez prekursora treningu mentalnego w Polsce, Jakuba B. Bączka, który będąc trenerem mentalnym naszych siatkarzy, stanął przed wyzwaniem wyprowadzenia swoich podopiecznych z „grupy śmierci”. Oczywiście, nie zrobił tego stając za nich przy siatce, czy wyręczając ich w inny sposób, ale skorzystał właśnie z przeramowania, dzięki któremu „grupa śmierci” zmieniła się w określenie: „grupa śmierdzi” – na czele z potężnymi (i mocno przepoconymi) Brazylijczykami, którzy wtedy byli postrachem naszych siatkarzy. Niby prosta rzecz, a przyniosła efekt, a turniej skończyliśmy z tytułem mistrzowskim.
A po co ten humor? Przede wszystkim, aby siebie wyrwać z autopilota i zmobilizować do wysiłku intelektualnego w celu znalezienia/ wymyślenia ciekawego tekstu. Dodatkowo nasze dziecko słyszy coś nowego, co już nie jest wyłącznie znanym i osłuchanym szumem w tle, ale komunikat, który dopiero może zostać skategoryzowany. Kolejną ważną rzeczą jest chwila lekkości, którą proponujemy naszemu dziecku, a dzięki temu ono nie czuje się atakowane. Na koniec, warto wspomnieć o wspólnym języku, pewnego rodzaju kodzie, który zbliża i tworzy połączenie niedostępne dla innych – niewtajemniczonych.
Czy w takim razie dasz się namówić Drogi Rodzicu na taką próbę?
Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.
Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”
Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.
Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!









