Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Ukraina/USA/Cztery lata wojny

Trump zapowiadał szybki koniec walk, ale jego starania nie przyniosły przełomu

Prezydent USA Donald Trump zapowiadał, że szybko zakończy wojnę Rosji przeciwko Ukrainie. Udało mu się doprowadzić do negocjacji między stronami, lecz rozmowy nie przyniosły dotąd przełomu, a rosyjskie rakiety i drony wciąż zabijają cywilów. Trump przyznaje, że zakończenie tej wojny jest trudniejsze, niż sądził.
Trump zapowiadał szybki koniec walk, ale jego starania nie przyniosły przełomu

Autor: PAP/EPA/JUSSI ESKOLA

Mimo kampanijnych obietnic Trumpa dotyczących szybkiego zakończenia wojny w Ukrainie, sytuacja Ukraińców w minionym roku pod wieloma względami pogorszyła się - ocenił „New York Times”. Bilans ofiar i rannych cywilów wzrósł, a w centra miast uderzyło więcej dronów i rakiet niż w poprzednich latach. Rosja zajęła też kolejne terytorium oraz praktycznie zniszczyła ukraińską sieć energetyczną w trakcie surowej zimy.

Trump po objęciu urzędu porzucił dotychczasową strategię działań dotyczących wojny, polegającą m.in. na izolowaniu Putina; wręcz przeciwnie, „zaleca się” do niego, a od Ukrainy dystansuje - podkreślił dziennik. Jednocześnie na arenie międzynarodowej słychać głosy, że jest on jedynym liderem, który może doprowadzić do zakończenia wojny. Takie przekonanie wyraził np. sekretarz generalny NATO Mark Rutte.

Trump często powtarza, że nie przekazuje już broni Ukrainie bezpośrednio, lecz sprzedaje ją Europejczykom, którzy następnie oddają ją Ukraińcom. Jak wyliczył Instytut Gospodarki Światowej w niemieckiej Kilonii, wielkość pomocy amerykańskiej dla Ukrainy zmniejszyła się w 2025 r. o 99 proc.

Prezydent USA wielokrotnie przyznawał, że nie spodziewał się, iż wojna w Ukrainie będzie tak trudna do zakończenia - w przeciwieństwie do innych konfliktów, których zakończeniem chwali się amerykański przywódca. Trump tłumaczy to m.in. nienawiścią między Władimirem Putinem i Wołodymyrem Zełenskim. Wiele razy mówił też, że gdyby to on był prezydentem w 2022 r., nie doszłoby do rosyjskiej inwazji.

Jednocześnie Trumpowi udało się doprowadzić do podjęcia przez Rosję i Ukrainę rozmów o warunkach zakończenia wojny, w tym w ramach bezpośrednich spotkań. Trump utrzymuje, że tradycyjna dyplomacja nie przyczyniła się do zakończenia wojny, dlatego odsunął ją na bok i postawił na to, by stronę amerykańską reprezentowali na rozmowach jego specjalny wysłannik, biznesmen Steve Witkoff i zięć Jared Kushner. Trump ma nadzieję, że ten sam duet, któremu udało się doprowadzić do porozumienia dotyczącego rozejmu w Strefie Gazy, pomoże też w wypracowaniu rozwiązania w Ukrainie.

Dotychczas jednak rozmowy nie przyniosły przełomu. Ambasadorka Ukrainy w USA Olha Stefaniszyna oceniła w poniedziałek, że wciąż istnieje ogromna przepaść między staraniami dyplomatycznymi mającymi na celu zakończenie wojny a rzeczywistą sytuacją na miejscu, w Ukrainie. - Dopóki ta przepaść się nie zmniejszy, jest zbyt wcześnie, by mówić o postępie - przyznała.

Trump utrzymuje, że Putin ma do niego „szacunek” i to - według niego - daje mu narzędzie wywierania wpływu na Kreml. On sam również z szacunkiem wypowiada się o Putinie i przekonuje, że rosyjski przywódca „chce pokoju”. Niedawno na jednej ze ścian w Białym Domu zawisło wspólne zdjęcie Trumpa z Putinem, które zrobiono podczas sierpniowego szczytu liderów na Alasce.

Putin wykorzystuje trwające negocjacje, by zyskać na czasie, i intensyfikuje swoje ataki - podkreślił nowojorski dziennik. Kreml nie zrezygnował też ze swoich maksymalistycznych żądań względem Ukrainy.

W ostatnim czasie Trump dwukrotnie powiedział, iż to Ukraina powinna pójść na ustępstwa w ramach negocjacji. Prezydent Zełenski ocenił, że to „nie jest sprawiedliwe”, iż Trump publicznie wzywa jego kraj, a nie Rosję do ustępstw. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt odpowiedziała z kolei, że cała ta sytuacja jest niesprawiedliwa, w tym dla amerykańskich podatników.

Co prawda prezydent ogłosił sankcje, mające na celu ograniczenie rosyjskich wpływów z eksportu ropy, lecz nie wykorzystał jeszcze pełnego zestawu dostępnych środków. Na przykład projekt współautorstwa senatora Lindseya Grahama, mimo poparcia większości członków Senatu USA, tkwi w senackiej komisji aż od kwietnia ubiegłego roku. Nieprocedowanie projektu jest efektem braku zgody Trumpa. Inicjatywa przewiduje dodatkowe sankcje na Rosję, w tym na firmy naftowe, sektor bankowy oraz flotę cieni, a także cła w wysokości do 500 proc. na towary z państw kupujących rosyjskie surowce.

Tymczasem według badania przeprowadzonego przez Ipsos i think tank Chicago Council on Global Affairs niemal sześciu na dziesięciu Amerykanów popiera dalszą pomoc wojskową dla Kijowa w czasie wojny (57 proc. - w porównaniu z 62 proc. w lipcu 2025 r.).

Z badania wynika też, że większość Amerykanów (67 proc.) jest przeciwnych temu, by pozwolić Rosji na utrzymanie terytorium, które obecnie okupują jej wojska, oraz oddaniu jej dodatkowego terytorium na wschodzie Ukrainy, będącego pod kontrolą ukraińskich sił (76 proc. uczestników badania uważa to za niedopuszczalne).

Jedynie połowa Amerykanów popiera udział USA w siłach pokojowych, które miałyby rozpocząć działanie po zawarciu porozumienia. Przeprowadzanie nalotów na Rosję w przypadku ataku na siły pokojowe popiera także 50 proc. badanych, a 48 proc. jest za udzieleniem Ukrainie długoterminowego wsparcia militarnego.

Amerykanie, uczestniczący w sobotę w Waszyngtonie w manifestacji z okazji czwartej rocznicy rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, powiedzieli PAP, że już pora, by administracja prezydenta Trumpa jednoznacznie stanęła po stronie Kijowa.

- Każdego dnia mam nadzieję, że Ukraina sobie poradzi - powiedział PAP 25-letni Henry. Amerykanin o ukraińskich korzeniach ocenił wysiłki podejmowane przez amerykańską administrację w celu zakończenia wojny jako „okropne”. - Sądzę, że to, co robimy, nie jest właściwe. To w zasadzie zdrada popełniana w dziwny i cyniczny sposób - kontynuował. Dodał jednocześnie, że jest „bardzo dumny” z działań takich krajów jak „Polska, Niemcy, państwa bałtyckie i Finlandia”. W jego ocenie Władimir Putin „nie chce negocjować, pozostaje przy swoich maksymalistycznych żądaniach, a jego pierwotnym celem jest zniszczenie Ukrainy”.

- Nie wiem, dlaczego więcej ludzi nie jest wdzięcznych Ukrainie. Postrzegają Ukrainę jako irytujący ciężar, ale bez Ukrainy rosyjskie czołgi szturmowałyby resztę Europy - ocenił Henry.

- Rosyjska inwazja na Ukrainę to najjaskrawszy przykład zła i łamania prawa międzynarodowego w moim życiu - powiedziała PAP Martha Drum z Wirginii. Dodała, że jest „zażenowana i zawstydzona” działaniami podejmowanymi przez amerykańską administrację w związku z wojną.

- Stany Zjednoczone powinny bez wahania stanąć po stronie Ukrainy i strasznie się wstydzę, że obecne władze mojego kraju zawodzą Ukrainę, która walczy o demokrację i o wolność - dodała. Wyraziła też przekonanie, że większość Amerykanów popiera zwiększenie pomocy dla Ukrainy. - Nie zgadzamy się w wielu kwestiach, ale nie w tej - przekonywała Amerykanka.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama