Według stacji, która powołała się na cztery źródła znające szczegóły sprawy, dyrektor FBI Kash Patel nakazał zwolnienie niektórych swoich podwładnych, a także zarządził wszczęcie szerszego dochodzenia wewnętrznego. Decyzję ogłoszono zaledwie kilka godzin po tym, gdy Patel ujawnił agencji Reutera, że w ramach śledztwa ws. dokumentów w rezydencji Trumpa Mar-a-Lago biuro uzyskało metadane z telefonów Patela oraz Susie Wiles, obecnej szefowej sztabu Białego Domu.
Inwigilacja rejestrów telefonicznych szefa FBI i Wiles była prowadzona w latach 2022–23 w ramach dochodzenia nadzorowanego przez Jacka Smitha, byłego specjalnego rzecznika Departamentu Sprawiedliwości. Badał on dwie sprawy federalne przeciwko Trumpowi ws. jego domniemanego niewłaściwego postępowania z dokumentami niejawnymi, znalezionymi w jego rezydencji Mar-a-Lago we Florydzie po zakończeniu pierwszej kadencji prezydenckiej (2017-21). Według ustaleń Reutersa, FBI sprawdzało billingi telefoniczne Patela i Wiles w czasie, gdy te osoby nie pełniły funkcji publicznych, lecz pozostawały w otoczeniu Trumpa.
„To oburzające i głęboko niepokojące, że poprzednie kierownictwo FBI potajemnie żądało moich rejestrów telefonicznych” – powiedział Patel w oświadczeniu wysłanym Reutersowi. Nawiązał tym samym do decyzji FBI za czasów administracji byłego prezydenta Joe Bidena. Obwiniał także funkcjonariuszy o posługiwanie się „błahymi pretekstami”, by ukrywać „cały proces w aktach spraw i uniknąć wszelkiej kontroli”.
Amerykańskie media zaznaczają, że ta seria zwolnień jest kolejnym przykładem czystek Patela, który już wcześniej pozbywał się funkcjonariuszy i innych pracowników związanych ze śledztwami ws. dokumentów w Mar-a-Lago i ataku na Kapitol z 6 stycznia 2021 r. W ubiegłym roku szef FBI zwolnił dziesiątki osób zaangażowanych w dochodzenia wymierzone w Trumpa.
Według pięciu źródeł dziennika „New York Times”, zwolnienia w FBI nie zakończą się na wspomnianych 10 funkcjonariuszach.
Sam Patel od lat był obiektem dochodzeń Smitha i składał w 2022 r. zeznania przed jego ławą przysięgłych w ramach postępowania ws. dokumentów w Mar-a-Lago.
Według śledztwa, Trump, po ustąpieniu z urzędu prezydenta, miał zabrać z Białego Domu tysiące rządowych dokumentów, w tym setki z klauzulą tajności, i przetrzymywał je w prywatnej rezydencji na Florydzie. Służby badały kontrowersyjną tezę obecnego dyrektora FBI, jakoby Trump odtajnił materiały z rezydencji jeszcze przed zakończeniem swojej pierwszej kadencji. Z kolei przejęcie rejestrów telefonicznych Wiles miało pomóc w ustaleniu, czy prawnicy Trumpa nie byli wykorzystywani do wywierania nacisków na świadków. (PAP)








