W tych dniach przebywam w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Prowadzę rekolekcje dla sióstr zakonnych Rodziny Betańskiej. Bardzo cieszy mnie ten czas, w którym łączę głoszenie Słowa Bożego z możliwością zimowych jeszcze spacerów po opustoszałym miasteczku. Próbuję sobie wyobrazić, jak to jest, że w okresie letnim przyjeżdżają tutaj tłumy ludzi i jak mówią mieszkańcy, jest tutaj jak w Zakopanem! Co przyciąga ludzi do tej miejscowości sięgającej w swojej historii XI wieku? Z pewnością cisza, przyroda, pagórki i cudowne zakole Królowej Polskich Rzek, Wisły. Może też sama historia wpisana w rynek i trzy budowle kościołów: farnego, św. Anny i braci franciszkanów-reformatów? Zapewne także atrakcyjne ścieżki spacerowe i rowerowe. Jedna villa obok drugiej zapraszają na nocleg i regionalny posiłek, to zaplecze jest rzeczywiście spore. Pytam właścicielkę jednego z takich miejsc, czy nie smutno im, że tak teraz pusto. Odpowiada mi: „To miasteczko musi też kiedyś odpocząć! Teraz jest taki czas”. Zaskoczyła mnie pozytywnie ta odpowiedź, nieczęsto się taką słyszy. Coś mnie tu jednak zachwyca w tym klimacie. Jakby ludzie żyli innym rytmem, bardziej swojskim, bez potrzeby poszukiwania czegoś więcej. Czuję się tutaj bezpiecznie i traktowany z szacunkiem, jak prawdziwy gość.
Mam wrażenie, że jestem w jakiejś zdrowej części Polski, cieszącej się nie tylko pięknem położenia, ale jakością życia. Zadziwia mnie także odkrycie, że Kazimierz Dolny jest mekką artystów. Galeria obok galerii, organizowane wystawy i wernisaże. Takie to wszystko niedzisiejsze, może dlatego tak atrakcyjne?
Mam potrzebę powrotu do historii Polski. Z okazji urodzin robię sobie prezent kupując dotychczas wydane tomy monumentalnego dzieła pt. „Dzieje Polski”, autorstwa prof. Andrzeja Nowaka. Ciągnie mnie jak nigdy wcześniej do tego, by zagłębić się w historię mojego narodu i mojej Ojczyzny. Jakoś mi tego brakowało przez lata. A przecież historia ta jest bardzo ważna i potrzebna. Ona wzmacnia moją tożsamość jako Polaka, dzięki niej mogę się czuć patriotą dumnym z tego, że urodziłem się, wychowałem i żyję w kraju nad Wisłą, że jestem Polakiem. Papież Franciszek dawał taką radę młodym: „Jeśli jakaś osoba składa wam propozycję i mówi, byście pomijali historię, czy nie doceniali doświadczenia osób starszych, pogardzali wszystkim, co minione, a patrzyli jedynie w przyszłość, którą ona wam oferuje, czyż nie jest to łatwy sposób pozyskania was dla jej propozycji, abyście robili tylko to, co ona wam mówi? Ta osoba potrzebuje, byście byli puści, wykorzenieni, nieufni wobec wszystkiego, abyście ufali jedynie jej obietnicom i podporządkowali się jej planom. Tak działają ideologie o różnych barwach, które niszczą (lub dekonstruują) wszystko, co inne, i w ten sposób mogą panować bez przeszkód” („Christus vivit”, nr 181). To ważne i potrzebne ostrzeżenie, bo, jak pisał także Franciszek: „Potrzeba większej wrażliwości historycznej staje się zatem coraz pilniejsza w czasach, kiedy szerzy się tendencja do prób pozbywania się pamięci lub konstruowania jej według wymogów dominujących ideologii” (List o odnowie studium historii Kościoła).
Historia stanowi swoistą księgę pamięci, z której należy się uczyć, analizując zarówno błędy takie jak: wojny czy prześladowania oraz dobro, którego przecież jednak jest w świecie naprawdę dużo. Historia jest też czymś, co nie tylko odnajduje się na kartach podręczników. Te bywały czasami zakłamane i trzeba domagać się i docierać do historii prawdziwych. Historię odkrywamy także zwiedzając różne miejsca na świecie. Te poszukiwania trzeba jednak zaczynać od siebie i swojej własnej historii. Każdy ją przecież ma!
Pięknie jest, że możemy dzisiaj swobodnie zwiedzać świat i poznawać wspaniałe miejsca. Dla mnie dzisiaj na nowo tym pięknym światem staje się Polska z naszą przebogatą i ponad 1050-letnią historią. To nie jest zajęcie tylko dla starszych, na emeryturze. Trzeba historii uczyć młodych i zrobić wszystko, żeby się nią mogli zafascynować. W niej są nasze korzenie, one będą tym mocniejsze, im bardziej będziemy do nich wracać i o nie dbać. Żałosne jest to, kiedy ludzi niewiele interesuje ich historia. Kiedy na 1050. rocznicę Chrztu Polski zaprosiliśmy na pielgrzymkę do Merrillville śp. już biskupa Józefa Zawitkowskiego, w odpowiedzi na jego kazania ludzie bili długie brawa na stojąco. Były to słowa pełne pięknej historii naszej Ojczyzny, która od początku była i jest chrześcijańska. To pokazało, jak bardzo potrzebujemy lekcji historii, także żyjąc poza Polską.
Papież Franciszek uczył także młodych: „Mówimy o studiowaniu, a nie o pogawędkach, powierzchownym czytaniu, ‘wycinaniu i wklejaniu’ streszczeń z Internetu. Dzisiaj wiele osób ‘popycha nas do dążenia do sukcesu tanim kosztem, dyskredytując poświęcenie, wpajając ideę, że studia są bezużyteczne, jeśli nie dają od razu czegoś konkretnego. Nie, studia służą zadawaniu pytań, a nie znieczulaniu się banałem, służą poszukiwaniu sensu życia. Trzeba domagać się prawa do tego, by nie pozwolić zwyciężyć wielu syrenom, które dziś odwracają uwagę od tych poszukiwań. (…) To jest wasze wielkie zadanie: odpowiedzieć na paraliżujące refreny konsumpcjonizmu kulturowego za pomocą dynamicznych i silnych wyborów, za pomocą badań, wiedzy i dzielenia się”.
Historia jest nauczycielką życia. Nie zapomnijmy o tym nigdy!
ks. Łukasz Kleczka SDS

Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Był przełożonym wspólnoty zakonnej salwatorianów w Veronie, New Jersey.








