Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
poniedziałek, 23 marca 2026 13:36
Reklama KD Market

Narodziny religijnego terroru

Obiecywali wolność, demokrację i swobodę wyboru, a wprowadzili totalitarny reżim oparty na fundamentalistycznej religii. Krwawo rozprawili się z wszelką opozycją i cofnęli kraj niemal do średniowiecza. Nikt się nie spodziewał, że rewolucja przeciw rządom szacha przyniesie Irańczykom jeszcze gorszą niewolę.
Narodziny religijnego terroru
Ruhollach Chomejni, Szach Mohammad Reza Pahlavi

Autor: Wikipedia

Sytuacja w Iranie w latach 60. i 70. XX wieku była wyjątkowo skomplikowana. Państwem od 1941 roku rządził szach Mohammad Reza Pahlavi. Jego rządy trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony przeprowadził reformę rolną, przyznał kobietom prawa wyborcze, zwalczał analfabetyzm i próbował unowocześnić kraj. Z drugiej jednak Iran pod jego władzą daleki był od demokracji – zwłaszcza po 1953 roku, kiedy skupił w swoich rękach niemal całą władzę.

Pozując na postępowego przywódcę, szach w gruncie rzeczy rządził twardą ręką. Przez krótki czas utrzymywał pozory pluralizmu politycznego, lecz w 1975 roku wszystkie partie opozycyjne zostały zdelegalizowane. Demokrację zastąpił system monopartyjny. W roli „przewodniej siły narodu” występowała Partia Odrodzenia. Opozycjoniści trafili do więzień, a społeczeństwo żyło w strachu przed służbami specjalnymi, z osławioną tajną policją SAWAK na czele.

Coraz gorsza była także sytuacja ekonomiczna. Wprawdzie Iran zarabiał miliony dolarów na eksporcie ropy naftowej, lecz pieniądze te nie trafiały do zwykłych obywateli. Władza je przejadała, transferowała na zagraniczne konta lub przeznaczała na gigantyczne zbrojenia. Wprawdzie szach kazał budować drogi, fabryki, szkoły i linie kolejowe, lecz zdecydowana większość społeczeństwa wciąż żyła w biedzie. Bogaciła się jedynie wąska elita powiązana z reżimem.

 

Szalony poeta

Wszystko to wywoływało narastające niezadowolenie. Rządów Pahlaviego nienawidzili – choć z różnych powodów – zarówno liberalni inteligenci, jak i tradynacjonalistyczni duchowni. Ich frustracja szybko udzielała się szerokim warstwom społeczeństwa. Pierwsza fala protestu podniosła się w 1977 roku. Zastrajkowali studenci, robotnicy, taksówkarze i – co szczególnie istotne – bazarowi kupcy, stanowiący w Iranie wpływową grupę społeczną.

Jednym z przywódców protestów był radykalny duchowny Ruhollach Chomejni. Wygłaszane przez niego kazania zawierały ostrą krytykę szacha i jego polityki. Władze miały z nim kłopoty już od lat 60. Próbowano go uciszyć represjami: zamykano w więzieniu, skazywano na areszt domowy, aż w końcu wydalono z kraju. Najpierw trafił do Turcji, potem do Iraku, a ostatecznie do Francji.

Na tym jednak nie poprzestano. W styczniu 1978 roku w jednym z wysokonakładowych dzienników ukazał się artykuł, który miał ostatecznie skompromitować duchownego. Nazwano go brytyjskim agentem, a ze względu na rzekome hinduskie pochodzenie – „szalonym indyjskim poetą z homoseksualnymi ciągotami”. Dodano także, że jego żona była „uliczną tancerką”. Publikacja wywołała wściekłość zwolenników Chomejniego. Wyszli na ulice. Doszło do zamieszek, w których padły pierwsze ofiary śmiertelne. To była iskra, która kilka miesięcy później doprowadziła do przewrotu.

 

Islamiści palą kina

Niezadowolenie rosło z dnia na dzień, a wraz z nim fala społecznych niepokojów. Zwolennicy ajatollaha sami nie przebierali jednak w środkach. Protestowali nie tylko przeciwko władzy szacha, ale także przeciwko całemu zachodniemu stylowi życia. Obok manifestacji pojawiały się zamachy na urzędników, ataki na siedziby Partii Odrodzenia i posterunki policji, również na kina, kluby nocne, hotele i banki – uznawane przez radykałów za symbole znienawidzonego Zachodu. 

Gdy w kolejnych miesiącach zamieszki w Teheranie przybrały na sile, doprowadzony do ostateczności Pahlavi wysłał na ulice wojsko. Jednak raz wzburzonego społeczeństwa nie dało się już powstrzymać.

Do prawdziwej tragedii doszło 20 sierpnia 1978 roku w Abadanie. Zwolennicy Chomejniego podpalili tam kino Rex. Zginęło 477 osób – głównie kobiety i dzieci. Drzwi zostały zablokowane przez podpalaczy, więc uwięzieni wewnątrz ludzie spłonęli żywcem. Dla uważnych obserwatorów mógł to być ponury przedsmak tego, co niosła ze sobą promowana przez radykałów zmiana.

Tymczasem przebywający we Francji Chomejni wyrastał na głównego przywódcę ruchu protestacyjnego. Paradoksalnie wygnanie działało na jego korzyść. W Paryżu mógł swobodnie przemawiać, udzielać wywiadów i budować swój wizerunek. Zachodnie media szybko wykreowały go na bojownika o wolność i demokrację. Słuchano go z zainteresowaniem, a nawet uznano za wybitnego myśliciela. Jego kazania nagrywano na kasety magnetofonowe i masowo przemycano do Iraku i Iranu, gdzie słuchali je zwolennicy islamskiej rewolucji.

Ajatollah obiecywał społeczeństwo wolne od przemocy i ucisku. Zapewniał o poszanowaniu praw człowieka, których brakowało w Iranie. W wywiadzie dla niemieckiego „Spiegla” powiedział: „Nasze przyszłe społeczeństwo będzie wolnym społeczeństwem, a wszystkie elementy opresji, brutalności i przemocy zostaną zniszczone”. Zaznaczył też, że wszystkie kobiety „będą wolne, będą mogły swobodnie wybierać swoją pracę, decydować o przyszłości i ubiorze”. Niedaleka przyszłość miała pokazać, jak zręcznie swoimi wypowiedziami mydlił oczy liberalnym elitom z Zachodu.

 

Goździki w lufach

Chcąc utrzymać wymykającą się z rąk władzę, szach miotał się ze skrajności w skrajność. Wciąż wysyłał przeciw demonstracjom policję i wojsko, zaostrzał cenzurę oraz przepisy o zgromadzeniach. Z drugiej strony ustępstwami starał się zyskać choćby część społeczeństwa. Ogłosił amnestię, mianował nowego premiera, powołał trybunał do zwalczania korupcji, a nawet kazał aresztować byłego szefa SAWAK-u. Były to ruchy nerwowe i spóźnione – reżim nagle zdał sobie sprawę, że traci grunt pod nogami.

Na niewiele się to zdało. Na ulicach nadal trwały walki z wojskiem oraz demonstracje, podczas których podpalano restauracje, sklepy i budynki rządowe. W starciach ginęły dziesiątki ludzi, a atmosfera w kraju gęstniała z tygodnia na tydzień. 26 listopada 1978 roku w zwołanym przez islamskich duchownych proteście wzięło udział około miliona osób. Na ulicach przybywało wojska, bo policja nie była już w stanie samodzielnie rozpędzać demonstracji. Część batalionów odmawiała wykonywania rozkazów i – z goździkami w lufach karabinów – przyłączała się do demonstrujących. Rozruchy te były gwoździem do trumny rządów szacha.

 

Wojna domowa

16 stycznia 1979 roku Reza Pahlavi uciekł z kraju. Oficjalnie udał się na wakacje do Egiptu. Planował wrócić do Iranu po uspokojeniu sytuacji, lecz było to raczej życzenie niż realny plan. Jednocześnie Chomejni wezwał swoich zwolenników do zwalczania rządu. Islamiści blokowali więc budynki rządowe, a w wielu miejscach przejmowali kontrolę nad ulicami. Toczyły się regularne bitwy z siłami porządkowymi i zwolennikami szacha.

Sam ajatollah dołączył do swoich zwolenników 1 lutego 1979 roku. W Teheranie witało go podobno 2 miliony osób, co było jedną z największych demonstracji w historii Iranu. 5 lutego Chomejni powołał własny rząd. W wielu miastach władzę przejmowały islamskie komitety rewolucyjne tworząc alternatywne struktury państwa – szybkie, brutalne i coraz pewniejsze siebie.

Zwolennicy szacha nie zostali jednak od razu pokonani. W kraju doszło do wojny domowej. Większość wojska opowiedziała się za Chomejnim, więc opór dotychczasowej władzy został stłumiony, a czołowi dowódcy armii zginęli z rąk żołnierzy wspierających ajatollaha. W praktyce oznaczało to całkowite odwrócenie lojalności: aparat przemocy, który miał chronić monarchię, stał się narzędziem jej pogrzebu.

12 lutego islamiści wdarli się do głównej siedziby SAWAK-u w Teheranie. Islamska Rada Rewolucyjna przejęła ostatecznie władzę. W marcu przeprowadzono referendum, pytając społeczeństwo, czy chce wprowadzenia republiki islamskiej. Według oficjalnych wyników opowiedziało się za nią 98,2 procent głosujących. Dla części Irańczyków miał to być akt „wyzwolenia”, dla innych – początek nowej, znacznie bardziej szczelnej niewoli.

 

Zakładnicy w „gnieździe szpiegów”

Przedsmak tego, jak będzie wyglądała nowa władza, nastąpił już 4 listopada 1979 roku. Grupa kilkuset studentów wdarła się wówczas do ambasady amerykańskiej w ramach protestu przeciwko przyjęciu przez USA obalonego szacha na leczenie. Pracownicy placówki zostali zakładnikami. Chomejni ze swojej strony dodatkowo zaostrzył kryzys, zarzucając amerykańskim dyplomatom organizowanie spisków antyrządowych i szpiegostwo. W swoim przemówieniu pochwalił studentów za zajęcie „gniazda szpiegów”. Ten język nie był przypadkiem: od pierwszych miesięcy rewolucji nowa władza potrzebowała wroga, by cementować własny autorytet.

Zakładnicy pozostali w niewoli przez 444 dni. Podjęta przez Amerykanów próba ich odbicia zakończyła się fiaskiem i kompromitacją USA. Skierowane do odbicia zakładników śmigłowce z komandosami zabłądziły w burzy piaskowej i nie dotarły na miejsce lądowania. Dodatkowo podczas odwrotu śmigłowiec ewakuacyjny startujący z bazy zderzył się z amerykańskim samolotem, w wyniku czego zginęli żołnierze na pokładzie śmigłowca i samolotu transportowego. Operacja, która miała pokazać siłę, pokazała bezradność – i tylko wzmocniła pozycję Teheranu.

Ostatecznie zakładnicy zostali uwolnieni po amerykańsko-irańskich negocjacjach 20 stycznia 1981 roku.

 

Czystki po islamsku

Islamiści szybko przystąpili do wprowadzania nowych porządków. Już latem 1979 roku znacjonalizowali banki i firmy ubezpieczeniowe, a także najważniejsze zakłady przemysłowe: huty, fabryki samochodów, kopalnie i stocznie. Aresztowano bez sądu tysiące osób, a wiele z nich poddano torturom.

W całym kraju działały trybunały rewolucyjne, które skazywały na śmierć funkcjonariuszy dawnego reżimu, głównie wojskowych. W sumie stracono 12 tysięcy żołnierzy, w tym aż 50 procent oficerów wyższej rangi: od majora do pułkownika. Rozstrzelano też wszystkich żyjących szefów SAWAK-u.

Lista ofiar nowego reżimu na tym się nie kończyła. Straceni zostali także politycy różnego szczebla, w tym wieloletni premier Amir Howejda. Ponadto odwołano kilkudziesięciu ambasadorów i kilkuset innych dyplomatów, których nowa władza uznała za zdrajców lub agentów SAWAK-u.

Obok regularnej armii utworzono formację pod nazwą Strażnicy Rewolucji, która zajmowała się ochroną państwa religijnego przed wrogami wewnętrznymi. Stała się ona podporą nowego reżimu i zasłynęła między innymi krwawą pacyfikacją powstań Kurdów, Turkmenów i Beludżów, a także likwidowaniem opozycjonistów. Z życia politycznego usunięto wszystkich, którzy nie popierali państwa wyznaniowego: demokratów, lewicę, centrystów, komunistów, świeckich nacjonalistów. Od lutego 1979 roku do końca 1985 roku przeprowadzono około 6,5 tysiąca egzekucji. Liczby te nie oddają jednak całej skali strachu: obok wyroków były też zniknięcia, wymuszania, zastraszanie rodzin i publiczne pokazówki.

 

Nowy „wspaniały” świat

Przystąpiono też do wprowadzania nowych zasad obyczajowych. Wszystkie wcześniejsze obietnice Chomejniego wzięły w łeb. Najpierw zakazano kobietom pływania w strojach kąpielowych. Później nakazano im noszenie strojów zgodnych z przepisami islamu. Zniesiono równość płci: mężczyznom przyznano prawo do poligamii i jednostronnego rozwodu. Wiek konieczny do zawarcia małżeństwa obniżono do 9 lat.

Kobiety, które sprzeciwiały się reformom, były zmuszane siłą do posłuszeństwa. Te oporne surowo karano. W wielu miastach doszło do pierwszych od stu lat przypadków ukamienowania kobiet. W autobusach, na plażach i w szkołach wprowadzono segregację płciową. Kobiety usunięto z wojska, zabroniono im wykonywać część zawodów (np. sędziego) i publicznie śpiewać. Z zakładów pracy zwolniono tysiące pracownic.

Zmiany objęły praktycznie wszystkie sfery życia. W kwietniu 1979 roku zakazano importu alkoholu i wieprzowiny. W lipcu ajatollah Chomejni zakazał nadawania w radiu i telewizji muzyki pop. Uznał, że przyczynia się ona do deprawacji młodzieży. Niedługo później zakazano zachodnich filmów i książek, zamknięto nocne kluby oraz zabroniono noszenia... podkoszulków i krótkich spodenek.

Publikacje uznane za szkodliwe – a pod tą nazwą kryło się praktycznie wszystko poza wyznaniem islamu – publicznie palono. Protestującym przeciw ograniczaniu wolności wytaczano procesy i skazywano na więzienie. Ostatnimi ośrodkami wolnej myśli były uczelnie. W 1980 roku zamknięto je jednak na ponad dwa lata, dokonując weryfikacji kadry i studentów.

Spora część Irańczyków wiedziała już, że sami sobie zgotowali ten los. Doszli chyba do podobnego wniosku jak obserwująca islamską rewolucję słynna włoska dziennikarka Oriana Fallaci, która stwierdziła: „Szach był mniejszym złem...”

Jacek Hilgier


 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama