Jak donosił dziennik „The Washington Post”, wkrótce u naukowca pojawiły się objawy tajemniczej choroby, która od lat dotyka dyplomatów na całym świecie. Norweski rząd miał poinformować CIA o tajnych eksperymentach i ich katastrofalnych skutkach. W odpowiedzi do Norwegii dwukrotnie przybyli przedstawiciele Pentagonu i Białego Domu, by zbadać urządzenie, które prawdopodobnie powstało z materiałów skradzionych obcemu rządowi.
Impulsowa broń energetyczna
Najnowsze informacje stanowią kolejny argument na rzecz teorii, że tak zwane wyrzutnie „energii impulsowej” mogą oddziaływać na ludzki organizm i mogły być wykorzystywane przeciwko amerykańskim dyplomatom. Jednocześnie urzędnik zaznajomiony ze sprawą zaznacza, że objawy u norweskiego naukowca nie w pełni odpowiadają „klasycznemu” obrazowi syndromu hawańskiego.
Badacz doprowadził do uszkodzenia własnego mózgu, konstruując broń, która miała podważyć istnienie tajemniczego zespołu objawów po raz pierwszy zgłoszonych przez pracowników ambasady USA w Hawanie na Kubie. Pierwsze przypadki odnotowano w 2016 roku, gdy amerykańscy dyplomaci zaczęli skarżyć się na nagłe i niewyjaśnione dolegliwości.
Od tamtej pory domniemany syndrom hawański zgłaszano w ponad 15 krajach – m.in. w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Rosji, Wietnamie, Austrii, Serbii, Wielkiej Brytanii, Gruzji, Polsce, Australii, Kolumbii, Kirgistanie, Uzbekistanie i w Niemczech.
Oficjalnie rząd USA określa te przypadki jako „anomalne incydenty zdrowotne”, jednak część badaczy przedstawia inną hipotezę. Według nich syndrom hawański może być skutkiem celowego ataku na amerykańskich urzędników z użyciem impulsowej broni energetycznej – podobnej do tej skonstruowanej w Norwegii. Mechanizm miałby polega
na wykorzystaniu silnych impulsów energii elektromagnetycznej do cichego, zdalnego wywoływania uszkodzeń mózgu.
Odpowiedzialność za domniemane ataki zazwyczaj przypisuje się Rosji, która od dziesięcioleci prowadzi badania nad tzw. bronią energii skierowanej. Nie ma jednak dowodów, że rosyjskie programy zakończyły się powodzeniem, a Moskwa zaprzecza jakimkolwiek związkom z tymi pracami. Wcześniej sugerowano, że broń wykorzystująca impulsy energii jest technicznie niemożliwa do skonstruowania, albo nie wywołuje objawów opisywanych przez pracowników ambasad. Fakt, że norweski program badawczy odtworzył przynajmniej część tych efektów, podważa jednak tak jednoznaczne wnioski.
„Dezorientator”
Na tym tajemnic nie koniec. Niedawno ujawniono, że Pentagon wydał oszałamiającą, ośmiocyfrową kwotę na broń energetyczną wykorzystującą impulsy energii. Jak informowało CNN oraz niezależna dziennikarka Sasha Ingber, urządzenie zakupiono w ostatnich dniach administracji Joe Bidena od nieznanego sprzedawcy. Departament Obrony przez ponad rok testował sprzęt, który – według doniesień – zawierał komponenty „wyprodukowane w Rosji”.
Mniej więcej w tym samym czasie w odtajnionym raporcie Narodowej Rady Wywiadu USA (NIC) stwierdzono, że dwie agencje wywiadowcze zmieniły ocenę w kwestii możliwości wywoływania syndromu hawańskiego przez zagranicznego przeciwnika. Przypadki tej choroby zgłaszano w ambasadach na całym świecie, a jej objawy obejmowały m.in. bóle i zawroty głowy, nudności, zaburzenia poznawcze, zaniki pamięci, problemy z równowagą i bezsenność. W dokumencie podkreślono, że „nowe doniesienia” skłoniły dwie agencje do „zmiany oceny tego, czy podmiot zagraniczny dysponuje zdolnościami mogącymi wywoływać skutki biologiczne zgodne z częścią objawów przypisywanych syndromowi hawańskiemu”.
Od publikacji raportu narastają spekulacje, że Stany Zjednoczone mogły nabyć własną wersję urządzenia wytwarzającego energię pulsacyjną. Relacja z niedawnego amerykańskiego nalotu na Wenezuelę, rzekomo pochodząca od jednego z ochroniarzy Maduro, głosiła, że „dźwięk” powalił pracowników ochrony.
W relacji udostępnionej w mediach społecznościowych przez rzeczniczkę prasową Białego Domu, Karoline Leavitt, napisano: „Nagle poczułem, jakby moja głowa eksplodowała od środka. Wszyscy zaczęliśmy krwawić z nosa. Niektórzy wymiotowali krwią. Padliśmy na ziemię, nie mogąc się ruszyć”.
Komentując powodzenie nalotu, Donald Trump powiedział dziennikarzom „The New York Post”: „Dezorientator. Nie wolno mi o tym mówić”. Nie wyjaśnił jednak, co kryje się pod tą nazwą ani czy tajemnicza broń ma związek z przypadkami syndromu hawańskiego. W Caracas Amerykanie mogli zastosować pokrewny środek, umożliwiający rażenie akustyczne z dużych odległości.
Wszystko to nie zmienia faktu, iż syndrom hawański wciąż pozostaje zagadką, a teorii na jego temat nie brakuje. Wśród hipotez pojawiały się czynniki środowiskowe – od ekspozycji na pestycydy stosowane przeciw komarom przenoszącym wirusa Zika, po zatrucia chemiczne czy problemy z wentylacją budynków. Wysunięto również tezę o tzw. masowej reakcji psychogennej, czyli sytuacji, w której stres i napięcie w miejscu pracy prowadzą do realnych objawów fizycznych u wielu osób, mimo braku jednej uchwytnej przyczyny.
Amerykańskie agencje rządowe przeprowadziły wieloletnie dochodzenia. W 2023 roku część służb wywiadowczych USA uznała, że mało prawdopodobne jest, by za syndrom odpowiadała zagraniczna broń energetyczna. Według tych analiz bardziej wiarygodne wydawały się różnorodne czynniki – od schorzeń medycznych po stres zawodowy. Jednocześnie niektóre instytucje przyznały, że w niewielkiej liczbie przypadków nie udało się jednoznacznie wykluczyć działania zewnętrznego.
Do dziś narastają jednak spekulacje, że stan dezorientacji może być wywoływany przez urządzenia „energii impulsowej”, zdolne do generowania silnych wiązek promieniowania elektromagnetycznego. Eksperyment norweskiego naukowca zdaje się podsycać te przypuszczenia.
Krzysztof M. Kucharski








