Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 27 lutego 2026 19:23

Schody w mrok Pacyfiku

U wybrzeża Japonii, tam, gdzie ocean ciemnieje jak atrament, kryje się zagadka. Pod lustrem wody wyrastają monumentalne stopnie, tarasy i bloki skalne – tak regularne, jakby ktoś wykuł je z niemal chirurgiczną precyzją. Tworzą strukturę zbyt doskonałą, by łatwo uznać ją za przypadek. Nic dziwnego, że od dekad zaciera się tu granica między nauką a mitem: czy to ślad zaginionej cywilizacji, pozostałość po wielkim kataklizmie, czy tylko niezwykły kaprys natury, który zwiódł ludzkie oko?
Schody w mrok Pacyfiku

Autor: Adobe Stock

Pod powierzchnią zalega cisza. Długo jest tylko ciemność. A potem nagle wyłania się monumentalna, geometryczna, regularna formacja skalna. Od ponad trzydziestu lat rozpala wyobraźnię geologów i tropicieli zaginionych cywilizacji. Nurkowie twierdzą, że gdy pierwszy raz zobaczy się Yonaguni, ciarki przechodzą po kręgosłupie. Schody, tarasy, bloki i pionowe ściany układają się w coś do złudzenia przypominającego miasto pochłonięte przez ocean.

To wrażenie potęguje jedna skała – wysoka na blisko 25 metrów, opadająca niemal pionowo, niczym ściana. Tarasy układają się w piętra, jakby ktoś starannie nawarstwił je jeden na drugim. Największa platforma ma ponad 40 metrów szerokości. Widać też przejścia przypominające korytarze. A na końcu wszystko urywa się nagle w otchłań, za którą znów zaczyna się nieprzenikniona ciemność Pacyfiku. Trudno uwierzyć, że to dzieło jedynie wiatru, wody i czasu.

 

Zagadka z dna Pacyfiku

Yonaguni odkryto przypadkiem. W 1987 roku nurek Kihachiro Arata natknął się na formację „zbyt idealną, by była dziełem zbiegu okoliczności”. Jego odkrycie zmieniło wyobrażenie o tym, co może kryć dno Pacyfiku. Niektórzy zaczęli mówić o japońskiej Atlantydzie. Inni o największym geologicznym złudzeniu w historii ludzkości.

Prądy w rejonie Yonaguni są silne. Ocean potrafi tu wyrwać człowieka znad krawędzi skalnego urwiska i strącić go w mrok. Brutalność żywiołu, zestawiona z geometryczną perfekcją kamienych struktur, czyni to miejsce pułapką dla wyobraźni. Jedni widzą tu jedynie naturalną formację skalnych bloków, inni – piramidę, świątynię, a nawet ruiny amfiteatru. Niektórzy nurkowie twierdzą, że pod odpowiednim kątem widać też coś, co przypomina kontury rzeźby – twarz, maskę, profil?

Geolog Masaaki Kimura, najbardziej znany badacz tego obszaru, uważa, że część struktury mogła być niegdyś lądem. Przekonują go domniemane ślady murów, wyżłobienia przypominające baseny rytualne i coś, co nazwał „główną drogą”. To długi na kilkadziesiąt metrów prosty szlak biegnący między blokami.

Kompleks skalny może mieć nawet 12 tysięcy lat. Jego powstanie przypadałoby więc na okres, gdy kończyła się epoka lodowcowa. Poziom oceanów wzrósł wtedy dramatycznie, zalewając obszary, które mogły być wcześniej zamieszkane.

Czy Yonaguni było jednym z nich? Analiza osadów pobranych z głębszych szczelin skał wykazała, że struktura rzeczywiście mogła znajdować się kiedyś ponad powierzchnią oceanu.

Sceptycy odpowiadają, że skały Yonaguni należą do formacji złożonych z piaskowca i mułowca – a te potrafią naturalnie pęka

, przybierając regularne, niemal geometryczne kształty. Wskazują też inne wyspy Ryukyu, gdzie można znaleźć podobne, choć mniejsze bloki skalne. Płaszczyzny, krawędzie pod kątem 90 stopni, poziome tarasy – wszystko to, ich zdaniem, da się wytłumaczyć naturalną erozją. Dla nich Yonaguni jest spektakularnym dziełem natury.

Są jednak elementy, których nauka nie potrafi wyjaśnić tak łatwo. Choćby rząd zagłębień w zdumiewająco równych odstępach, czy platformę idealnie prostą, gładką, niemal wypolerowaną, jakby ktoś nadał jej kształt z pełną świadomością formy.

Sam region Ryukyu dodaje kolejną warstwę tajemnicy. Archipelag zamieszkany był przez ludzi już 30 tysięcy lat temu. Znaleziono tam stare i nietypowe narzędzia kamienne, które nie pasują do którejkolwiek ze znanych kultur Japonii czy Chin. Mimo to na wyspach nie ma monumentalnych świątyń, kamiennych tarasów ani budowli, które wskazywałyby na ich użycie. Kultura Ryukyu zostawiła po sobie jedynie kruche ślady – ceramikę, systemy wierzeń. Nic, co przypominałoby geometryczne masywy Yonaguni. Jeśli ktoś kiedyś potrafił tu kształtować kamień, dlaczego nie ma po tym żadnych śladów? Niektórzy odpowiadają na to pytanie legendą o Mu.

 

Japońska Atlantyda

Mu, mityczny kontynent na Pacyfiku – siostra Atlantydy – miał jak ona zaginąć w otchłaniach oceanu. Według XIX-wiecznych teorii Jamesa Churchwarda, Mu zapadł się nagle, pochłonięty przez gigantyczny kataklizm. Ludzie Mu znali astronomię, inżynierię i budownictwo. Ich miasta miały być pełne tarasów, platform oraz monumentalnych schodów.

Nurkowie patrzący na Yonaguni często w swoich relacjach przywołują echo tej legendy. Nie dlatego, że wierzą w Mu, lecz dlatego, że podwodny krajobraz zdaje się idealnie do niej pasować. „Masz wrażenie, że schodzisz po schodach miasta zniszczonego przez czas” – mówią.

Naukowcy korzystają dziś z nowych narzędzi, by badać Yonaguni – sonarów bocznych, skanerów 3D, a także podwodnych dronów. Ich analizy pokazują, że część tamtejszych struktur faktycznie układa się w linie tak regularne, że trudno je wytłumaczyć przypadkową erozją. Inne zaś przeciwnie – wyglądają zupełniw naturalnie. Każde kolejne badanie przynosi jednocześnie nowe dowody i nowe wątpliwości.

Yonaguni fascynuje też biologów. Wokół formacji krąży ogromna populacja rekinów głowomłotów. Ich obecność sprawia, że zejścia w głębiny są jeszcze bardziej ryzykowne. Na nurkowanie między kamieniem i czyhającym w ciemnościach drapieżnikiem decydują się tylko najodważniejsi. A ci przyznają, że miejsce działa na nich jak portal. Mówią o wrażeniu obcowania z czymś, co nie należy do tego świata. O energii potężnego oceanu i jego ducha.

Yonaguni zaś jakby broni się przed ich wizytami. Oprócz rekinów pełne jest zabójczych opadających prądów, które w ciągu sekundy mogą zrzucić nurka kilka metrów w dół. W pierwszych latach badań kilku z nich tak właśnie zginęło. Mimo to każdego roku wracają kolejni.

Do tego dochodzi aktywność sejsmiczna regionu. Yonaguni leży na styku trzech płyt tektonicznych: filipińskiej, pacyficznej i eurazjatyckiej. Tu, wzdłuż Rowu Ryukyu, dochodzi do jednych z najsilniejszych trzęsień na Pacyfiku.

W 2016 roku sonar wysokiej rozdzielczości ujawnił kolejne tarasy po zachodniej stronie formacji. Wygląda na to, że świat poznał na razie jedynie fragment znacznie większej całości. A Yonaguni nie daje o sobie zapomnieć.

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama