Na budynek mieszkalny w Koblencji (Niemcy) i kilka innych niemieckich miast spadły w niedzielę meteoryty. Jak podała straż pożarna w Koblencji, ok. godz. 19.15 taki obiekt wybił w dachu domu w Güls (dzielnica Koblencji) dziurę wielkości piłki nożnej i wpadł do sypialni. Nikomu nic się nie stało, w pokoju pozostał pył i drobne kawałki skał.
Prof. dr hab. Andrzej Muszyński z Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM) poinformował z rozmowie z PAP, że pierwsze oględziny obiektu, który spadł w Koblencji, wskazują, że jest to prawdopodobnie achondryt zbudowany z zielonkawego diogenitu.
Achondryty to rzadkie meteoryty kamienne pochodzące najczęściej z głównego pasa planetoid krążących po orbicie między Jowiszem a Marsem. Do ziemskiej atmosfery trafiają, kiedy zmieniają trajektorię, na przykład po zderzeniach z innymi obiektami.
Achondryty nie zawierają chondr (małych kulistych struktur krystalicznych) jak powszechniejsze chondryty, tylko przypominają ziemskie skały magmowe. Diogenit jest taką skałą. Zdaniem naukowców takie skały krystalizowały głęboko pod powierzchnią planetoid.
Prof. Muszyński podkreślił, że meteoryty kamienne są znajdowane na Ziemi znacznie częściej niż meteoryty żelazne, zbudowane z metalicznego żelaza i zawierające nikiel. Naukowiec z UAM specjalizuje się w badaniach właśnie takich obiektów.
Badacz zaznaczył, że meteoryty bardzo rzadko spadają na obszary zamieszkane, większość z nich tonie w oceanach albo uderza w bezludne tereny. – Najczęściej są znajdowane na pustyniach lub lądolodach. Kiedy wpadają do lasu, szanse na ich odkrycie są bardzo małe. Ale na piasku lub lodzie ciemne kamienie – a meteoryty mają czarną otoczkę z powodu wysokiej temperatury i spalania podczas przechodzenia przez atmosferę – są doskonale widoczne - opisał.
Meteoryt, który narobił szkód w Koblencji, to zdaniem eksperta największa część obiektu, który w niedzielę wszedł w ziemską atmosferę. – Na ogół większość tej materii podczas przelotu przez atmosferę spala się i paruje. Do powierzchni Ziemi dociera mniej niż 5 proc. takiego ciała niebieskiego. W czasie tej podróży obiekt wielokrotnie rozpada się na mniejsze kawałki, a największy z nich nazywa się masą główną. To ona wywołuje największe zniszczenia – ocenił członek Komisji Naukowej PTM.
Zanim spadł w Niemczech, obiekt wywołał w niedzielny wieczór efektowne zjawisko świetlne obserwowane w wielu krajach Europy Zachodniej jako ognista kula lub smuga ognia. – Meteor o jasności większej niż Księżyc w pełni i tak jasny, że był widoczny na dziennym niebie, to również rzadkość – opowiadał rozmówca PAP.
Meteoryty, które wyrządzają szkody, określa się z kolei jako hammery (z ang. hammer – młotek). To cenne i poszukiwane przez kolekcjonerów znaleziska. – W 1992 r. w miejscowości Peekskill w stanie Nowy Jork (USA) spadł obiekt ważący 0,89 kg. Uderzył w samochód, na szczęście pusty, i go zniszczył. Potem właścicielka sprzedała to auto za ponad 25 tys. dolarów, a meteoryt za 50 tys. dolarów – opowiadał ekspert.
Wyjaśnił, że ceny meteorytów mogą się wahać od kilku do kilkuset euro za gram. – Ponieważ w Koblencji mamy do czynienia z hammerem, jego cena może pójść w górę. Cena bardzo rzadkiego meteorytu, który w styczniu ubiegłego roku poczynił zniszczenia w okolicy pod Berlinem, sięgnęła ponad tysiąc euro za gram – zaznaczył badacz.
Dodał, że to, do kogo należą znalezione meteoryty, zależy od regulacji prawnych, które mogą być inne w każdym kraju. – W Polsce prawo górnicze nie obejmuje meteorytów, więc należą one do znalazcy. Ale na przykład w wielu krajach saharyjskich, Algierii, Egipcie albo Tunezji, w ogóle nie można nimi handlować, a właśnie na Saharze poszukiwacze znajdują ogromnie dużo meteorytów. Wyjątkiem jest Maroko, gdzie handel meteorytami kwitnie, więc tam trafia gros saharyjskich znalezisk – tłumaczył prof. Muszyński.
Jak poinformował, dwie najbardziej prestiżowe giełdy meteorytów są organizowane co roku w Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Kolekcjonerzy z całego świata zbierają się na październikowych Dniach Minerałów w Monachium (Mineralientage München) albo lutowej Wystawie kamieni szlachetnych i minerałów w Tucson (Tucson Gem and Mineral Show).
Prof. Muszyński wspomniał o meteorycie, który 30 kwietnia 2011 r. spadł na budynek w gospodarstwie agroturystycznym w miejscowości Sołtmany koło Giżycka. Ważący ok. 1 kg okaz wielkości ludzkiej pięści przebił eternitowy dach budynku gospodarczego. Potem został sprzedany przez właścicielkę gospodarstwa członkom Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Nabywcy pocięli go na części i rozesłali do polskich muzeów, żeby w ich zbiorach były fragmenty polskiego meteorytu.
– Takie gesty patriotyzmu jednak nieczęsto się zdarzają. Zwykle znalazcy chcą zarobić i sprzedają znalezione w Polsce meteoryty za granicę, bo tam osiągają wyższe ceny. Tak stało się z ważącym 271 kg, największym meteorytem z Moraska, sprzedanym w 2018 r. do Niemiec, mimo że UAM chciał go kupić – opowiadał prof. Andrzej Muszyński.
W okolicach Moraska, które dziś jest dzielnicą Poznania, od 1914 r. znaleziono ok. tysiąca meteorytów żelaznych.
Największą bazę informacji o polskich meteorytach można znaleźć w serwisie Wiki Meteoritica (http://wiki.meteoritica.pl) założonym przez członków Polskiego Towarzystwa Meteorytowego.
Anna Bugajska (PAP)








