Trener reprezentacji Karol Kowalewski przyznał, że w kluczowych momentach eliminacyjnego meczu mistrzostw Europy w Koszalinie ze Słowacją polskie koszykarki pokazały dojrzałość i trafiały trudne rzuty. - Wykorzystaliśmy nasz atut, jakim była fizyczność - powiedział po zwycięstwie 63:55.
- Dla nas bardzo ważne było przełamywać niemoc, jaka pojawiała się w trakcie meczu. W pierwszym spotkaniu w listopadzie w Bratysławie, kiedy rywalki także nas doszły, powiedziałem dziewczynom, że jeszcze rok temu nie „przeciągnęlibyśmy” tego meczu na swoją korzyść. A dzisiaj zrobiliśmy to drugi raz. I to mnie najbardziej cieszy, bo cały zespół dojrzewa, a sztab szkoleniowy razem z nim – podkreślił Kowalewski.
W Koszalinie, gdzie kobieca reprezentacja grała po raz pierwszy, padł niemalże bliźniaczy rezultat jak w listopadzie w Bratysławie. W stolicy Słowacji Polki triumfowały 62:55, natomiast w rewanżu 63:55. W pierwszym meczu biało-czerwone miały jednak 14 strat, w środę zanotowały ich aż 17 (przeciwniczki odpowiednio 10 i osiem).
W ostatnich grupowych meczach biało-czerwone zmierzą się w sobotę w Sybinie z Rumunią, a trzy dni później zagrają na wyjeździe z Cyprem. W listopadzie Polki pokonały w Sosnowcu te drużyny, odpowiednio, 86:41 oraz 96:52.
- Teraz trochę pocieszymy się po tym zwycięstwie, a o 6 rano jesteśmy już w autobusie, który zawiezie nas na lotnisko do Berlina. W Rumunii mamy dwa treningi, głównie, aby zapoznać się z halą i ją „obrzucać”. Cel jest jeden – jedziemy po dwa zwycięstwa. Nie wyobrażam sobie innego zakończenia zmagań w grupie niż komplet sześciu wygranych – zapewnił.
Pomimo zwycięstwa nad Słowacją Kowalewski nie wyklucza zmian w składzie. - Cieszy mnie, że dzisiaj na parkiet wybiegło 12 zawodniczek. Na tym też polega siła tej reprezentacji. Musimy się spotkać ze sztabem medycznym i zorientujemy się, jak dziewczyny się czują. Jestem jednak zwolennikiem, żeby zmiany były i pojawiały się nowe twarze. Mamy 15 zawodniczek i wszystkie palą się do gry – podsumował.(PAP)








