Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 19 marca 2026 18:20
Reklama KD Market

„Kolega Mela Gibsona” wileńskiego Teatru STUDIO w AGK

Kongres Teatru Polskiego w Chicago to inicjatywa skupiająca animatorów polonijnego środowiska teatralnego. Ma ona na celu promocję polskiej kultury, wymianę doświadczeń między artystami oraz integrację polonijnych środowisk teatralnych w USA i poza granicami. Występ wileńskiego Teatru STUDIO w Art Gallery Kafe był tego najlepszym przykładem.
„Kolega Mela Gibsona” wileńskiego Teatru STUDIO w AGK

Autor: Andrzej Moniuszko

W piątek 6 marca w kameralnej sali AGK w podchicagowskim Wood Dale, na zaproszenie KTP wystąpił zawodowy Polski Teatr STUDIO z Wilna. Zespół powstał listopadzie 1960 roku jako Polski Zespół Dramatyczny i był pierwszą tego typu instytucją artystyczną utworzoną w Wilnie po II wojnie światowej. 

Teatr z Wilna zaprezentował monokomedię „Kolega Mela Gibsona”, w reżyserii Sławomira Gaudyna, której autorem jest, satyryk i dziennikarz Tomasz Jachimek. W roli Feliksa Rzepki wystąpił Łukasz Kamiński, aktor Polskiego Teatru „Studio” w Wilnie. 

Utwór powstał na pohybel artystom – aktorom, ich śmiesznostkom, pogoni za sławą i wyolbrzymionym ego, które zda się wymagać odrębnego kodu pocztowego. Na scenie sekrety tej postaci z rozbrajającą szczerością zdradził były aktor Feliks Rzepka. Jego historia jest początkiem i końcem dramatycznego stand‑upu i spowiedzi zarazem. To z niej dowiadujemy się o „wielkiej” roli Cyrano de Bergeraca i wspólnym locie w klasie biznesowej na pokładzie transatlantyckiego Boeinga z Melem Gibsonem i z których nasz bohater stwarza mit własnej wielkości. 

Widzowie spotykają Feliksa Rzepkę, w niecodziennej sytuacji, a mianowicie w… areszcie.  W składanych zeznaniach, upajając się poświęconą mu uwagą komisarza, kpi z aktorów-chałturników, co to za polonijne dolary gotowi są śpiewać „Majteczki w kropeczki”, wywijać ludowe hołubce, deklamować utwory wieszcza i uprawiać striptiz. Obrywa się też sponsorom, którzy nie skąpią grosza, aby tylko pozbyć się niechcianego towaru, i polonijnym mediom, które im to ułatwiają. I chociaż aktor zdaje sobie sprawę z niegodziwości chałturzenia, to jednak przyznaje, że bez niego ciężko byłoby mu związać koniec z końcem, nie mówiąc już o spełnianiu kaprysów modnej żony. I tak źle i tak niedobrze. Swoista kwadratura koła i pytanie o granice uczciwości, wolności słowa i wierności swoim ideałom.

​ Rzepka mierzy swoją wielkość liczbą rozdanych fotosów i autografów i wykorzystuje każdą sytuację, aby te statystyki poprawić. Ale gdy przestał już być rozpoznawalny, to szybko uznał, że są one skutkiem przedziwnych zbiegów okoliczności, knowań zazdrosnych kolegów, którzy nie potrafili pogodzić się z jego sukcesami oraz uprzedzeń mało obeznanej z prawdziwą sztuką publiczności, która nie potrafiła docenić prawdziwego talentu. Aby swój zniekształcony „image” poprawić Rzepka powołuje się na znajomości ze znanymi osobistościami  – z kumplem „Krzysiem” czyli Krzysztofem Cugowskim, i kolegą po fachu, tytułowym Melem  – przekonany, że paradując w ich blasku będzie świecił swoim światłem, a nie odbitym.

 Feliks Rzepka wierzy, że jego przeznaczeniem jest sława i aktorski Olimp. Ta utrata kontaktu z rzeczywistością przyczyniła się do jego upadku. Nasz bohater postanowił zagrać rolę prawdziwego bandziora, który rabuje prawdziwy kantor walutowy. W tym celu pilnie ogląda filmy gangsterskie, ćwiczy posługiwanie się pistoletowym straszakiem i pracuje nad wymową popularnej frazy „To jest napad…” . W roli napastnika Rzepka wypadł  wiarygodnie, by nie powiedzieć oscarowo, ale kasjerka rozpoznała w nim jednak teatralnego Cyrano de Bergeraca. Posłusznie i z rumieńcem na twarzy zapakowała kantorowy utarg do torby napastnika i poprosiła o autograf. A ponieważ na takie spotkania z wielbicielkami Rzepka był zawsze przygotowany, to wręczył jej własne zdjęcie z dedykacją i podpisem. Finał historii był do przewidzenia, a nagrodą za próżność były słowa policjanta, który stwierdził, iż gdyby wszyscy rabusie zostawiali na miejscach przestępstwa zdjęcia z podpisami, to praca organów ścigania byłaby o wiele łatwiejsza. 

Na scenie AGK Rzepka Łukasza Kamińskiego to mieszanka komediowej rutyny, precyzyjnie dozowanej melancholii i momentów świadomych przerw, w których widownia przestaje się śmiać i wsłuchuje się w to, co naprawdę wybrzmiewa między żartami. Feliks jest figurą „wiecznie niedoszłego” – aktora, który kurczowo trzyma się przeszłego sukcesu i nie potrafi pogodzić się z własną przeciętnością.  Kamiński wykorzystuje po mistrzowsku narracyjną technikę utworu „opowiadania wstecz”. Widz początkowo śmieje się z anegdot o dawnej chwale, ale stopniowo odkrywa tragizm sytuacji. Staje się „współwinowajcą śmiechu”, bo humor miesza się z empatią dla upadku bohatera, tworząc gorzko-słodką refleksję. To dzięki temu postać Rzepki staje się swoistym zwierciadłem: widz rozpoznaje w nim mechanizmy znane każdemu – rozczarowanie, wypieranie porażek i gorączkowe pudrowanie ego humorem i odwiecznym pytaniem o cenę niespełnionych marzeń.

Art Gallery Kafe, ze swoją kameralną, klubową przestrzenią, okazała się idealnym miejscem dla teatru jednego aktora. Bliskość widowni wzmacniała wrażenie intymnego spotkania, pozwalając na swobodne operowanie minimalizmem – drobną zmianą tempa, spojrzeniem, półsłówkiem. Skromna scenografia – krzesło, stolik, telefon – stała się metaforą pustej sceny życia Rzepki, gdzie rekwizyty są jedynymi świadkami dawnej wielkości. Oświetlenie skupione na aktorze buduje efekt „ringu bokserskiego”, w którym Feliks walczy z własnym cieniem.

Po zakończonym przedstawieniu publiczność nagrodziła aktora owacjami na stojąco. W imieniu Kongresu Teatru Polskiego Aldona Olchowska podziękowała i przedstawiła członków zespołu z jego kierownikiem – Edwardem Kiejzikiem  i kierownikiem artystycznym – Lilą Kiejzik. Półformalne spotkanie artystów z Wilna z polonijną widownią miało żywy i dynamiczny charakter. Aktorzy i pracownicy Studia opowiadali o swojej pracy na Litwie i odpowiadali na pytania dotyczące historii, repertuaru i planach na przyszłość. Spotkanie było znakomitą okazją do wymiany poglądów na temat funkcjonowania teatru polonijnego w różnych warunkach geopolitycznych. Łukasz Kamiński wystosował nieformalne zaproszenie do Teatru STUDIO w Wilnie na spektakle we wrześniu obiecując nie tylko wolny wstęp do teatru, ale również „guided tour” ulicami Wilna.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Moniuszko



Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama