Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market
Marzec międzynarodowym i amerykańskim Miesiącem Historii Kobiet

„Cygańskie życie”: opowieść kierownicą pisana

„Ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję”, to słynne słowa Ireny Kwiatkowskiej z serialu „Czterdziestolatek”, pod którymi z pewnością może podpisać się liczne grono Polek i Polonusek. Jedną z nich jest Katarzyna Sulewska, kierowca i właścicielka ciężarówki – „trucka” – marki Volvo, którą co tydzień przemierza trasy z Chicago do Florydy, transportując najróżniejsze produkty, najczęściej żywnościowe. Realizując się w typowo męskim zawodzie udowadnia, że jeśli się chce spełniać marzenia i cierpliwie dąży do celu, to można również radzić sobie w zawodzie zarezerwowanym głównie dla panów.
„Cygańskie życie”: opowieść kierownicą pisana
Pani Katarzyna Sulewski za kierownicą swojego Yolvo

Autor: Andrzej Baraniak

Miłość do „trucków” w moim sercu była od zawsze. Chyba mam to w genach po moim tacie, który w Polsce był zawodowym kierowcą. Teraz jest już na emeryturze, ale gdy w wieku sześciu lat przyjechałam do Polski z babcią ze Stamford w Connecticut, gdzie się urodziłam, to pamiętam, że cały czas jeździł dużymi samochodami. Najpierw Ikarusem w biurze podróży, a później założył własną firmę transportową i często zabierał mnie w trasę. To pozostało w moim sercu. Gdy po 15 latach pobytu w Polsce w 2006 roku wróciłam do Stanów, to też nie od razu zasiadłam za kółkiem. Najpierw pracowałam w delikatesach polonijnych przy Harlem i Lawrence sprzedając wędliny i różne smakołyki. Później trochę kelnerowałam w Jedynce, pracując jednocześnie w piekarni. Następnym etapem była branża medyczna. Trafiłam do firmy produkującej zestawy opatrunkowe używane podczas operacji. To zainspirowało mnie do podjęcia i ukończenia kursu na laborantkę pobierającą krew do badania oraz robienia zdjęć radiologicznych, ale „trucki” cały czas za mną chodziły, więc zaczęłam pracować w polonijnych firmach transportowych jako dyspozytor. Kolejnym krokiem był kurs na zawodowe prawo jazdy CDL. Przez kilkanaście miesięcy jeździłam w parze, a pół roku temu kupiłam własną ciężarówkę i teraz sama znajduję dla siebie ładunki, sama się ładuję, jeżdżę i prowadzę własne biuro. Jest to trochę takie „cygańskie życie”, ale ja to kocham i czuję się spełniona – podkreśla z dumą Katarzyna Kathleen Sulewski.

O tym, że nie jest to łatwy kawałek chleba, przekonało się wielu przedstawicieli brzydszej połowy ziemskiej populacji. Obok takich umiejętności jak zdolność koncentracji, wiedza i opanowanie w prowadzeniu ważącego nieraz 50 tysięcy funtów zestawu kołowego, szczególnie w górzystym terenie lub po zaśnieżonej autostradzie najzwyczajniej potrzebna jest również siła, gdy trzeba zmienić koło na trasie lub radzić sobie w innych sytuacjach wymagających przysłowiowej „pary”.

– Na wszystko można znaleźć sposób – mówi z uśmiechem pani Kasia. – Do wymiany koła na trasie musiałabym wołać serwis, albo jechać na tak zwany „truck stop”, o ile oczywiście się da. Tam są panowie, którzy to robią. W bazie na terenie miasteczka Elmhurst, gdzie parkuję mam zaprzyjaźnionych i zaufanych serwisantów, którzy dbają o moje auto. Mam Volvo z automatyczną skrzynią biegów, to prawdziwy smok, ale prowadzi się jak anioł. Kieruje się nim stosunkowo łatwo. Maszyna jest wyposażona w całą niezbędną elektronikę ułatwiającą odnajdywanie odpowiednich dróg, po których takie zestawy mogą się poruszać i oczywiście adresów, pod jaki trzeba dojechać z dostawą. To auto jest takim drugim moim domem. Jest w nim lodówka, kuchenka mikrofalowa, ogrzewanie potrzebne, gdy samochód stoi na parkingu i oczywiście łóżko, na którym po 11 godzinach jazdy z 60-minutową przerwą można wygodnie ułożyć się do snu. Elektroniczna książka rejestrująca czas przejazdu dba o to, żeby nie przeginać z czasem pobytu za kierownicą. Stróże prawa bardzo często sprawdzają, czy wszystko jest zgodne z przepisami – zaznaczyła.

Osobiście jestem pełen uznania dla kierowców, którzy prowadząc taki wielotonowy, składający się z ciągnika i naczepy zestaw, potrafią wjechać pod rampę rozładowczą lub załadowczą nie wiele szerszą niż zestaw, którym kierowca steruje i to na dodatek z wąskiej ulicy.

– Panowie zza kierownicy lub pracujący na miejscu rozładunku czy załadunku zazwyczaj są gentelmenami i gdy zajdzie taka konieczność, to pomogą w nawigacji, zatrzymają ruch lub coś doradzą i podpowiedzą. Nie mogą narzekać. Panie chyba są na tym polu trochę bardziej uprzywilejowane – dodaje z uśmiechem moja rozmówczyni.

Przykładowy tydzień pracy wygląda w ten sposób, że w weekend najczęściej trwa poszukiwanie ładunku, negocjowanie ceny, załadunek i wyjazd. Po dotarciu do celu jest rozładunek i powrót do bazy, bardzo często z ładunkiem zakontraktowanym na drogę powrotną, gdzie na kierowcę czeka auto osobowe, aby dojechać nim do domu i chociażby na krótko pomieszkać i spędzić wolny czas z najbliższymi, odpocząć lub zająć się własnym hobby.

Pan i Kasia od najmłodszych lat uwielbia teatr i taniec. Jeszcze jako małe dziecko otrzymała od cioci z Polski strój krakowski i w nim wraz z mamą brała udział w nowojorskiej Paradzie Pułaskiego lub różnego rodzaju spotkaniach z okazji rocznic i świąt kościelnych, narodowych i patriotycznych, recytując wiersze i śpiewając piosenki. Obecnie dziecięcy strój zajmuje godne miejsce wśród domowych bibelotów, a dorosłą panią Kasię również można spotkać ubraną w strój ludowy niosącą wieniec dożynkowy podczas dorocznego święta plonów organizowanego w Chicago od 25 lat przez Teatr Ludowy Rzepicha, którego jest członkiem lub w wielu innych imprezach i spotkaniach organizowanych również przez Zrzeszenie Literatów im. Jana Pawła II lub Związek Klubów Polskich. Jeździ ciężarówkami. Motorów unika, ale uwielbia jazdę konną.

Przykład pani Kasi potwierdza powiedzenie, że jak ktoś chce, to potrafi. Warto realizować marzenia. Dla mojej bohaterki marzeniem do spełnienia jest taka rozbudowa biznesu, żeby mieć w swojej stajni kilkanaście ciężarówek, czego jej serdecznie z okazji Dnia i Miesiąca Kobiet życzymy.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP


Bohaterka ze swoim „smokiem” na bazie w Elmhurst

Katarzyna Sulewski (z prawej) niesie z koleżankami wieniec dożynkowy podczas święta plonów w 2024 roku

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama