Choć dziś uważa się go za jednego z najwybitniejszych reżyserów europejskiego kina, droga Kieślowskiego do międzynarodowej sławy nie była oczywista. Zaczynał od dokumentów – wnikliwych, często bolesnych portretów rzeczywistości PRL-u. Później stworzył filmy fabularne, które stały się klasyką światowego kina. Krytycy pisali o nim jako o artyście, który potrafił uchwycić najsubtelniejsze drgnienia ludzkiej duszy.
Życiowy outsider
Jego dzieciństwo dalekie było jednak od stabilności. Reżyser urodził się 27 czerwca 1941 roku w okupowanej Warszawie. Jego ojciec był inżynierem, natomiast matka urzędniczką państwową. Z powodu choroby ojca cierpiącego na gruźlicę rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania, szukając dla niego lepszego klimatu i leczenia. Krzysztof dorastał więc w różnych miastach i sanatoryjnych miejscowościach, obserwując świat trochę z boku.
Sam po latach wspominał, że jako dziecko często czuł się outsiderem. Zmiany szkół i brak stałego środowiska sprawiały, że zamiast budować trwałe przyjaźnie, uczył się przede wszystkim obserwować ludzi. Ta uważność na drobne gesty, emocje i ukryte dramaty stała się później jednym z najważniejszych znaków rozpoznawczych jego filmów.
Przypadek
Drogę do kina Krzysztof Kieślowski odnalazł trochę przez przypadek. Jako nastolatek długo nie wiedział, czym chciałby się w życiu zajmować. Przez pół roku uczęszczał do szkoły pożarnictwa, jednak porzucił ją na rzecz Państwowego Liceum Techniki Teatralnej w Warszawie, w którym dyrektorem był jego wuj, Kazimierz Pręczkowski. Tam Krzysztof po raz pierwszy zobaczył od kulis świat sztuki: próby, dekoracje, aktorów i reżyserów. Był garderobianym takich sław jak Tadeusz Łomnicki, Zbigniew Zapasiewicz czy Aleksander Bardini. Świat sztuki go zafascynował, choć początkowo bardziej jako obserwatora niż przyszłego twórcę.
Z czasem dopiero odkrył, że najbardziej interesuje go opowiadanie historii obrazem. Postanowił zdawać do legendarnej łódzkiej filmówki. Nie udało mu się od razu. Ani za drugim razem. Dopiero przy trzeciej próbie został przyjęty do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Ta determinacja okazała się zapowiedzią jego przyszłej drogi: cierpliwej, konsekwentnej i skupionej na pracy.
Dokumentalista
W czasie studiów Kieślowski zainteresował się przede wszystkim dokumentem. Kamera stała się dla niego narzędziem obserwacji rzeczywistości, sposobem na przyglądanie się ludziom i ich codziennym wyborom. W swoich wczesnych filmach dokumentalnych portretował zwykłe życie w PRL-u, często pokazując to, co ukryte za oficjalnym obrazem rzeczywistości. Ta wrażliwość i uważność na szczegóły wkrótce miały stać się fundamentem jego późniejszych dzieł fabularnych.
Pierwszym filmem Krzysztofa Kieślowskiego była studencka etiuda „Tramwaj”. Niemy, czarno-biały obraz pokazywał młodego chłopaka goniącego tramwaj, w którym zobaczył samotną dziewczynę. Kolejny tytuł, „Urząd”, był jego debiutem dokumentalnym. Reżyser obserwował w nim pracę Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w satyryczny sposób przedstawiając panującą tam biurokrację.
Jako twórca Kieślowski pokazywał rzeczywistość bez upiększeń, z reporterską uwagą i subtelną ironią. Jednocześnie coraz częściej czuł, że dokument nie daje mu pełnej wolności opowiadania o świecie. Szczególnie w realiach PRL-u, gdzie kamera mogła ujawnić zbyt wiele niewygodnych prawd. W latach 70. stworzył serię dokumentów, które szybko zwróciły uwagę środowiska filmowego na rodzący się talent, ale też cenzury, która wielokrotnie odkładała jego dokumenty na tzw. półkę.
Pierwsza fabuła
Dlatego stopniowo zaczął kierować się w stronę kina fabularnego. W 1975 roku zadebiutował pełnometrażowym obrazem telewizyjnym „Personel” z Juliuszem Machulskim – późniejszy reżyser – w roli młodego pracownika teatru zmuszonego skonfrontować swój idealizm z oportunizmem i małostkowością środowiska. Film został uznany za jeden z najbardziej charakterystycznych dla popularnego wówczas nurtu kina moralnego niepokoju, przedstawiającego korupcję i nepotyzm panujące w zakamarkach gierkowskiego systemu władzy.
Z kolei kinowym debiutem była „Blizna” z 1976 roku, w którym główną rolę zagrał Franciszek Pieczka. Film opowiadał o moralnych dylematach dyrektora wielkiej inwestycji przemysłowej i zapowiadał tematykę, która miała powracać w twórczości Kieślowskiego: odpowiedzialność za decyzje i ich konsekwencje dla innych ludzi.
Prawdziwy przełom przyszedł jednak kilka lat później wraz z filmem „Amator” (1979 rok) z fantastyczną kreacją Jerzego Stuhra. Historia skromnego pracownika fabryki, który zaczyna filmować swoje życie, przyniosła reżyserowi międzynarodowe uznanie i nagrody na festiwalach (w tym Złotego Lwa na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych). „Amator” stał się częścią kanonu kina moralnego niepokoju. Od tego momentu nazwisko Kieślowskiego coraz częściej pojawiało się w rozmowach o najciekawszych twórcach europejskiego kina.
Narodziny duetu
Jedną z najważniejszych relacji w życiu twórczym Krzysztofa Kieślowskiego była przyjaźń z Krzysztofem Piesiewiczem, scenarzystą. Poznali się w latach 80., kiedy Piesiewicz, z zawodu także adwokat, często obserwował rzeczywistość sądową i ludzkie dramaty z bardzo bliska. To właśnie jego doświadczenia z sal rozpraw stały się inspiracją dla wielu historii, które później trafiły na ekran.
Ich współpraca szybko przerodziła się w coś więcej niż tylko zawodowy duet. Kieślowski i Piesiewicz godzinami rozmawiali o moralnych wyborach, przypadkach i ludzkich dylematach – tematach, które później stały się fundamentem ich filmów. Razem stworzyli scenariusze do dzieł, które dziś uważa się za jedne z najważniejszych w historii polskiego kina, w tym serialu i cyklu filmowego „Dekalog”, z którego „Krótki film o miłości” i „Krótki film o zabijaniu” weszły też do kanonu światowego kina. Podobnie jak „Podwójne życie Weroniki” z poruszającą kreacją francuskiej gwiazdy kina, Irene Jacob.
Największym międzynarodowym sukcesem ich współpracy była jednak słynna trylogia inspirowana hasłami rewolucji francuskiej: „Trzy kolory: Niebieski”, „Trzy kolory: Biały” i „Trzy kolory: Czerwony”. Filmy zachwyciły publiczność i krytyków na całym świecie, zdobywając nagrody m.in. na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji oraz nominacje do Oscara.
Rodzinna stabilizacja
Poza planem zdjęciowym Kieślowski stronił od salonów i medialnego rozgłosu, a największą wartością była dla niego rodzina. Jeszcze w młodości poznał swoją przyszłą żonę, Marię Cautillo-Kieślowską. Długo zabiegał o jej względy, zanim w końcu zgodziła się na randkę.
Pobrali się w połowie lat 60. i pozostali razem do końca życia reżysera. Maria była dla niego nie tylko partnerką, lecz także stałym punktem oparcia w życiu, które wraz z kolejnymi sukcesami zawodowymi stawało się coraz bardziej intensywne. Wkrótce na świecie pojawiła się ich córka, Marta. Kieślowski był oddanym i uważnym ojcem, co po latach wspominała na łamach magazynu „Uroda życia”: „Zawsze się mną zajmował – i to bardzo aktywnie, co w tamtych czasach należało raczej do rzadkości. Kiedy miałam parę lat, zaczął mi czytać Trylogię. Codziennie wieczorem. I małymi porcjami przeczytał całą. Do dziś ją uwielbiam. Kiedy byłam trochę starsza, uczyliśmy się razem angielskiego, chodziliśmy przez parę lat na prywatne lekcje. Ja godzinę, potem on, a wieczorem odpytywał mnie ze słówek. Dzięki temu nauczyłam się języka. No i wakacje. Zawsze razem, na Mazurach. Mama wtedy miała ze mną święty spokój, tata wszystko organizował. Urządzał mnie i dzieciakom z zaprzyjaźnionych rodzin olimpiady sportowe, nauczył mnie pływać, jeździć na rowerze i na nartach”.
Kawa i papierosy
Kieślowski pracował obsesyjnie, palił jednego papierosa za drugim i pił kolejne kawy, jakby chciał zdążyć z opowiedzeniem wszystkich historii, jakie nosił w głowie. Z czasem musiał ograniczyć działalność artystyczną, ponieważ zaczął mieć poważne problemy z sercem. Zmarł przed południem 13 marca 1996 roku w jednym ze szpitali w Warszawie. Wcześniej przeszedł operację serca. Pochowano goy 19 marca na Cmentarzu Powązkowskim.
Pozostały po nim wspaniałe filmy, intymne i pełne czułości wobec ludzkiego życia.
Małgorzata Matuszewska








