Simm stał na czele rządowych delegacji prowadzących rozmowy na temat ochrony przepływu informacji niejawnych. Uczestniczył w opracowywaniu unijnych i natowskich systemów ochrony danych. Przez wiele lat odpowiadał za wydawanie certyfikatów dostępu do tajnych informacji i nie wyklucza się, że mógł wykorzystywać tę funkcję do wprowadzania do systemu kolejnych rosyjskich agentów.
Kariera w aparacie bezpieczeństwa
Simm urodził się 10 czerwca 1947 roku w Suure-Jaani w Estonii, która wówczas była częścią ZSRR. W młodości związał się ze strukturami państwowymi i rozpoczął karierę w aparacie bezpieczeństwa. W okresie sowieckim pracował w milicji, czyli formacji podporządkowanej władzom na Kremlu. Z czasem awansował w strukturach administracyjnych i zdobył doświadczenie w pracy z tajnymi informacjami. Po odzyskaniu przez Estonię niepodległości w 1991 roku wielu urzędników dawnego systemu pozostało w strukturach rządowych nowego państwa. Simm również kontynuował karierę, dostosowując się do nowych realiów politycznych. W latach 90. został zatrudniony w estońskim ministerstwie obrony, gdzie stopniowo zdobywał coraz większe zaufanie przełożonych.
Jego kariera szczególnie przyspieszyła po przystąpieniu Estonii do NATO w 2004 roku. W strukturach ministerstwa odpowiadał za kwestie związane z bezpieczeństwem informacji i tajemnic państwowych. Był również zaangażowany w tworzenie systemów ochrony, które miały umożliwić Estonii bezpieczne funkcjonowanie w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Infiltracja struktur Sojuszu
Według ustaleń śledczych Simm rozpoczął współpracę z rosyjskim wywiadem już w połowie lat 90. Został zwerbowany przez funkcjonariuszy rosyjskich służb specjalnych – następców sowieckiego KGB. Motywacją miały być zarówno względy finansowe, jak i osobiste ambicje. W dokumentach śledczych pojawia się nazwisko oficera prowadzącego Simma – Władimira Weitmana, który działał pod przykrywką „biznesmena”. Spotkania między nimi odbywały się głównie w krajach europejskich, aby nie wzbudzać podejrzeń. Simm przekazywał mu dokumenty oraz szczegółowe informacje dotyczące systemów bezpieczeństwa NATO.
Jako wysoki urzędnik ministerstwa obrony miał dostęp do niezwykle wrażliwych danych. Obejmowały one między innymi dokumenty dotyczące procedur bezpieczeństwa NATO, systemów ochrony informacji niejawnych oraz mechanizmów komunikacji między państwami członkowskimi. Szczególnie niebezpieczne było to, że Simm uczestniczył w opracowywaniu systemów ochrony tajnych informacji w Estonii. Oznaczało to, że rosyjskie służby mogły poznać nie tylko same dane, lecz także sposób ich zabezpieczania. W praktyce dawało to Moskwie możliwość obejścia wielu procedur bezpieczeństwa obowiązujących w NATO. Według ekspertów jego działalność była jednym z najpoważniejszych przypadków infiltracji struktur Sojuszu przez rosyjski wywiad po zakończeniu zimnej wojny. Niektóre źródła twierdzą, że Rosja uzyskała w ten sposób dostęp do informacji dotyczących kilkudziesięciu programów bezpieczeństwa NATO.
Pod lupą KaPo
Simm wpadł, gdy zaczął zachowywać się coraz mniej ostrożnie – kupił kilka atrakcyjnych nieruchomości, w tym farmę nad Bałtykiem oraz dużą willę w Tallinie. Również jego oficer prowadzący, udający hiszpańskiego biznesmena, popełnił błąd: próbował zwerbować kolejnego Estończyka, lecz ten poinformował o wszystkim władze. Estoński kontrwywiad rozpoczął wtedy szczegółowe odtwarzanie działań rzekomego Hiszpana. Jeden z tropów doprowadził śledczych do agenta działającego w strukturach NATO.
Estońskie służby bezpieczeństwa zaczęły podejrzewać Simma w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Dochodzenie prowadziła estońska służba bezpieczeństwa wewnętrznego –Kaitsepolitseiamet, czyli KaPo. Po kilku latach obserwacji i gromadzenia dowodów Simm został aresztowany we wrześniu 2008 roku. Jego zatrzymanie wywołało ogromne poruszenie zarówno w Estonii, jak i w strukturach NATO. Okazało się bowiem, że przez ponad dekadę przekazywał Rosji poufne informacje. W trakcie śledztwa ustalono, że za swoje usługi otrzymał od rosyjskiego wywiadu setki tysięcy euro. Pieniądze przekazywano w gotówce podczas spotkań z oficerem prowadzącym lub przelewano poprzez różne pośrednie kanały finansowe. Simm otrzymywał od Rosjan średnio około tysiąca euro miesięcznie, a także premie za szczególnie cenne informacje. W chwili zatrzymania on i jego żona Heeta byli właścicielami siedmiu nieruchomości oraz kilku bardzo drogich działek.
Najwyższy wyrok i pobłażliwość sądu
Proces Hermana Simma odbył się w 2009 roku. Oskarżono go o zdradę stanu oraz przekazywanie tajnych informacji obcemu państwu. W trakcie postępowania przyznał się do winy i szczegółowo opisał swoją współpracę z rosyjskimi służbami. Sąd skazał go na 12,5 roku więzienia. Był to jeden z najwyższych wyroków za szpiegostwo w historii Estonii po odzyskaniu niepodległości. Dodatkowo nakazano mu zwrot części pieniędzy otrzymanych od rosyjskiego wywiadu. Równolegle estońskie władze prowadziły śledztwo dotyczące jego kontaktów i ewentualnych współpracowników.
Cywilny pozew przeciwko niemu złożyło również ministerstwo obrony – sąd nakazał Simmowi zapłacić państwu estońskiemu ponad 20 mln koron (blisko 1,4 mln euro) odszkodowania.
Simm odsiedział 11 lat i 2 miesiące. Na wolność wyszedł 16 miesięcy przed terminem. Sąd uznał, że w jego przypadku ryzyko powrotu do działalności przestępczej jest bardzo niskie. Nie miał już dostępu do informacji tajnych, był ponadto w podeszłym wieku i w złym stanie zdrowia. Wielu estońskich polityków skrytykowało jednak przedterminowe zwolnienie. Szef MSZ Urmas Reinsalu nazwał decyzję sądu niezrozumiałą. Przypomniał, że Simm „sprzedał nasze tajemnice i tajemnice naszych sojuszników”. Podkreślił, że zdrada Simma naraziła życie tysięcy Estończyków i ich partnerów z NATO. Reinsalu zapowiedział konieczność zmian w prawie tak, aby zdrajców można było skazywać na karę dożywotniego więzienia. Z kolei przewodniczący parlamentu Henn Põlluaas uznał warunkowe zwolnienie Simma za sygnał dla potencjalnych zdrajców i służb wywiadowczych państw wrogich Estonii, że mogą liczyć na pobłażliwość sądów. Wcześniej negatywną opinię w sprawie zwolnienia Simma wyraził również minister sprawiedliwości Raivo Aeg.
Skala zdrady
Po ujawnieniu sprawy wiele procedur bezpieczeństwa w NATO zostało zmienionych lub znacząco zaostrzonych. Brytyjski wywiad wskazywał, że ośrodek obrony cybernetycznej w Tallinie, utworzony z myślą o działaniach na rzecz całego NATO, został w znacznym stopniu skompromitowany. Choć Rosja utraciła cennego agenta, odniosła jednocześnie pewien sukces taktyczny, ponieważ sprawa wywołała atmosferę nieufności między zachodnimi państwami Sojuszu a nowo przyjętymi członkami z Europy Środkowej i Wschodniej.
Dla Estonii była to szczególnie bolesna sprawa, ponieważ kraj ten od lat postrzega Rosję jako główne zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa. Ujawnienie, że wysoki urzędnik ministerstwa obrony współpracował z rosyjskim wywiadem, stanowiło poważny cios dla wizerunku państwa. Kraje członkowskie NATO musiały ponownie ocenić poziom bezpieczeństwa swoich systemów informacyjnych. W rezultacie wprowadzono bardziej rygorystyczne procedury sprawdzania osób mających dostęp do dokumentów o najwyższym stopniu tajności.
Simm należy do najbardziej znanych postaci w historii współczesnego szpiegostwa w Europie. Jego działalność wywołała ogromny skandal w strukturach bezpieczeństwa NATO i Unii Europejskiej, a sprawa była szczególnie wstrząsająca, ponieważ zajmował wysokie stanowisko w estońskim ministerstwie obrony i miał dostęp do wielu niezwykle ważnych dokumentów. Przez pewien czas w Tallinie pracowało kilka zespołów śledczych z Unii Europejskiej i NATO, działających pod nadzorem oficera amerykańskiego, których zadaniem była ocena skali zdrady – uznawanej za najpoważniejszy przypadek szpiegostwa przeciwko NATO od zakończenia zimnej wojny.
Afera ta miała poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa Sojuszu. Po aresztowaniu szpiega przeprowadzono szeroki przegląd systemów ochrony informacji oraz procedur kontroli dostępu do tajnych danych. Historia Simma jest często przywoływana jako przykład tzw. szpiega wewnętrznego – osoby działającej w strukturach własnego państwa, która przekazuje poufne informacje przeciwnikowi. Takie przypadki są szczególnie niebezpieczne, ponieważ szpieg posiada legalny dostęp do wrażliwych danych i zna obowiązujące procedury bezpieczeństwa. Eksperci podkreślają również, że sprawa ta pokazuje, jak długo agenci mogą działać w strukturach państwowych, nie wzbudzając podejrzeń. Działalność Simma trwała ponad dziesięć lat i została ujawniona dopiero po długotrwałym śledztwie kontrwywiadu.
Niewidzialna wojna wywiadów
Szczególnie narażona na działalność szpiegowską Moskwy pozostaje wschodnia flanka NATO. Wchodzące w jej skład państwa – dawne kraje bloku wschodniego oraz byłe republiki ZSRR – radzą sobie z tym zagrożeniem z różnym skutkiem. Jednym z najbardziej newralgicznych odcinków tej niewidzialnej wojny wywiadów jest Estonia, zarówno ze względu na swoje położenie, jak i dziedzictwo okresu sowieckiej okupacji, w tym znaczną mniejszość rosyjską zamieszkującą ten kraj.
Urząd Policji Bezpieczeństwa (KaPo) uchodzi za jedną z najbardziej skutecznych i odpornych na rosyjską infiltrację służb kontrwywiadowczych w byłym bloku wschodnim. Przyznają to zresztą sami Rosjanie, dla których estoński kontrwywiad od lat pozostaje jednym z najtrudniejszych przeciwników w Europie. Mimo to również w Estonii dochodziło do głośnych zatrzymań szpiegów, w tym także osób pracujących w strukturach KaPo. Jednym z największych sukcesów tej służby było zatrzymanie rosyjskiego agenta Aleksieja Dressena.
22 lutego 2012 roku na lotnisku w Tallinie funkcjonariusze kontrwywiadu zatrzymali Aleksieja Dressena oraz jego żonę Wiktorię. Kobieta, która miała wsiąść na pokład samolotu lecącego do Moskwy, posiadała przy sobie przenośny dysk z tajnymi materiałami, otrzymany chwilę wcześniej od męża w hali odlotów.
Aleksiej Dressen przed 1991 rokiem pracował w milicji i najprawdopodobniej już wtedy nawiązał kontakt z KGB. W 1993 roku przeniósł się z policji do KaPo, gdzie przez ponad dekadę pracował w pionie zajmującym się zwalczaniem przestępczości gospodarczej. W jego zwerbowaniu, a później prowadzeniu, kluczową rolę odegrali dwaj oficerowie FSB: generał major Jewgienij Tiażkun oraz pułkownik Michaił Łoginow. Pod wieloma względami historia Dressena przypomina więc losy Simma.
„Brama” do NATO
Dla GRU Estonia stanowi swoistą „bramę” do NATO i źródło wiedzy o funkcjonowaniu całego sojuszu. Na jej terytorium stacjonują oddziały sojusznicze i odbywają się międzynarodowe ćwiczenia wojskowe. „Centrum Obrony Cybernetycznej NATO jest jednym z głównych celów zainteresowania naszego wywiadu w Estonii. Interesują nas także plany NATO dotyczące obrony regionu bałtyckiego w razie pogorszenia relacji Rosji z sojuszem lub w przypadku konfliktu militarnego. Ponieważ Estończycy są silnie zintegrowani ze wspólnotą wywiadowczą NATO i aktywnie w niej uczestniczą, poznali nowoczesne metody pracy i prowadzenia operacji przeciw Rosji, a więc również takie informacje mają dla nas dużą wartość” – mówił już w sierpniu 2013 roku na łamach pisma „Kommiersant” Michaił Aleksandrow, dyrektor Departamentu Bałtyckiego w Instytucie Wspólnoty Niepodległych Państw.
Rosja prowadzi działalność wywiadowczą przeciwko Estonii zarówno ze swojego terytorium, jak i z placówek dyplomatycznych. Ośrodkami, w których skupiają się nici tej aktywności, są: ambasada w Tallinie oraz konsulaty generalne w Tartu i Narwie. Szacuje się, że nawet co trzeci dyplomata może być oficerem służb specjalnych. Tym, co odróżnia działania rosyjskich „dyplomatów” w Estonii – a także na Litwie i Łotwie – od aktywności ich kolegów chociażby w Polsce, jest to, że nie tylko zbierają informacje cenne dla Moskwy, lecz także prowadzą działania wywrotowe wymierzone w struktury państwa. Coraz rzadziej agenci działają pod osłoną dyplomatyczną, a coraz częściej występują jako biznesmeni lub dziennikarze. Rosyjscy oficerowie prowadzący spotykają się ze swoimi informatorami najczęściej na terenie państw trzecich, co pokazuje, jak bardzo Moskwa obawia się skuteczności estońskiego kontrwywiadu.
Andrzej Heyduk








