Komunistyczne władze Kuby ogłosiły we wtorek wieczorem, że przywrócono w całym kraju zasilanie, po tym jak w poniedziałek doszło do awarii sieci elektroenergetycznej. Miała ona dotknąć około 10 mln osób w państwie liczącym około 11 mln mieszkańców. Jak podała AFP, prąd powrócił do wielu dzielnic liczącej 1,7 mln mieszkańców stolicy kraju, Hawany.
Po pojmaniu 3 stycznia prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro władze USA wstrzymały dostawy wenezuelskiej ropy naftowej na Kubę i zagroziły nałożeniem ceł na każdy kraj, który sprzedaje Kubie ten surowiec.
Jednocześnie administracja prezydenta Donalda Trumpa nasiliła presję na władze Kuby, wzywając je do przyspieszenia reform w kierunku gospodarki rynkowej. W piątek prezydent Miguel Diaz-Canel potwierdził, że Kuba rozpoczęła rozmowy z rządem USA.
We wtorek amerykański sekretarz stanu Marco Rubio powiedział, że środki ogłoszone poprzedniego dnia przez Hawanę, które pozwalają kubańskiej diasporze na inwestowanie na wyspie i prowadzenie tam prywatnych przedsiębiorstw, są dalekie od „wystarczających”.
- Kuba ma zrujnowaną gospodarkę, a system polityczny i rządowy nie jest w stanie jej naprawić. Muszą wprowadzić radykalne zmiany – powiedział Rubio, który ma kubańskie pochodzenie.
W poniedziałek prezydent Trump powiedział, że „wierzy”, iż „będzie miał zaszczyt zająć Kubę”, nie precyzując jednak, co dokładnie ma na myśli. Szybko zareagował na to prezydent Diaz-Canel, który napisał na platformie X, że „w obliczu najgorszego scenariusza Kuba jest pewna jednego: każdy zewnętrzny agresor napotka niezniszczalny opór”. (PAP)








