W wieczornych spotkaniach najciekawiej zapowiadała się rywalizacja na Anfield, gdzie Liverpool musiał odrobić jednobramkową stratę ze Stambułu (0:1), aby pozostać w rozgrywkach i wyrzucić z nich Galatasaray.
Spotkanie w Liverpoolu miał poprowadzić Szymon Marciniak, ale 45-letni arbiter z Płocka doznał kontuzji podczas rozgrzewki. Sędzią głównym był zatem Paweł Raczkowski - na liniach pomagali mu Tomasz Listkiewicz i Adam Kupsik, a Marciniak pełnił rolę sędziego technicznego.
Do przerwy gospodarze prowadzili 1:0 po golu Węgra Dominika Szoboszlaia (25.), ale wynik powinien być znacznie wyższy. Podopieczni holenderskiego trenera Arne Slota zmarnowali wiele dogodnych okazji. Najbardziej rozczarował Mohamed Salah, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem rywali, a w doliczonym czasie tej części gry nie wykorzystał rzutu karnego.
W drugiej połowie Salah w pełni się zrehabilitował. Najpierw miał asysty przy golach Francuza Hugo Ekitike (51.) i Holendra Ryana Gravenbercha (53.), a później sam popisał się technicznym uderzeniem z kilkunastu metrów, dając gospodarzom czterobramkowe prowadzenie (62.).
Salah uzyskał 50. w karierze gola w Lidze Mistrzów, co daje mu 10. miejsce w klasyfikacji wszech czasów, ex aequo z Francuzem Thierrym Henrym oraz Harrym Kane'em. Angielski napastnik Bayernu Monachium trafił tego wieczoru dwukrotnie do siatki Atalanty Bergamo, a jego zespół wygrał 4:1. W ubiegłym tygodniu Bawarczycy zwyciężyli na wyjeździe 6:1, więc rewanż był już praktycznie formalnością.
Ambitnie powalczył w środę Tottenham Hotspur. Po ubiegłotygodniowej porażce w Madrycie z Atletico 2:5 „Kogutom” udało się pokonać trzecią obecnie drużynę hiszpańskiej ekstraklasy 3:2. Awansu im to nie dało, ale może to być zastrzyk pozytywnej energii na resztę sezonu, szczególnie w walce o utrzymanie w angielskiej ekstraklasie.
W rozegranym wcześniej środowym meczu Newcastle United tylko do przerwy dotrzymywało kroku Barcelonie. Zespoły zremisowały w ubiegłym tygodniu w Anglii 1:1 i zanosiło się na wyrównaną walkę także w rewanżu. Na gole Brazylijczyka Raphinhi (6.) i Marca Bernala (18.) dwukrotnie odpowiedział Szwed Anthony Elanga (15. i 28.). W siódmej doliczonej minucie Barcelona znów wyszła na prowadzenie, bo rzut karny wykorzystał Lamine Yamal.
Po zmianie stron goście nie doszli już do głosu. Dwa razy do siatki trafił Lewandowski - w 56. minucie głową oraz w 61., wykorzystując sytuację sam na sam z bramkarzem rywali. Później swojego drugiego gola tego wieczoru dołożył też Raphinha (72.), ustalając wynik na 7:2. W niedzielę Brazylijczyk popisał się hat-trickiem przeciwko Sevilli (5:2).
Lewandowski ma już 109 bramek w tych rozgrywkach. W klasyfikacji wszech czasów jest trzeci, za Portugalczykiem Cristiano Ronaldo - 140 i Argentyńczykiem Lionelem Messim - 129. Ostatnio dwa razy w jednym meczu LM trafił do siatki 9 kwietnia ubiegłego roku, przeciwko Borussii Dortmund (4:0).
Wojciech Szczęsny był rezerwowym bramkarzem gospodarzy. W 82. minucie pojawił się na boisku, bo kontuzji doznał Joan Garcia.
We wtorek awans wywalczyły ekipy broniącego tytułu Paris Saint-Germain, a także Realu Madryt, Arsenalu Londyn i Sportingu Lizbona.
Pary ćwierćfinałowe tworzą: Arsenal ze Sportingiem, Real z Bayernem, Barcelona z Atletico i Paris Saint-Germain z Liverpoolem. Mecze tej fazy zaplanowano na 7-8 i 14-15 kwietnia. Finał - 30 maja w Budapeszcie.(PAP)








