Setki strażaków z Nebraski i sąsiednich stanów walczą z dwoma głównymi pożarami w zachodniej i centralnej części stanu, które wybuchły w ubiegłym tygodniu podczas suszy. Najpotężniejszy z nich, Morrill, strawił ok. 261 tys. hektarów i do środy rano został opanowany zaledwie w 16 proc. Ogień, podsycany przez bardzo silny wiatr, rozprzestrzenił się na odcinku ponad 100 kilometrów. Śmierć poniosła 86-letnia kobieta.
– Nie będę wchodził w szczegóły. To boli – babcia próbowała uciec – oznajmił gubernator Jim Pillen.
Drugi duży pożar, Cottonwood, ogarnął blisko 53 tys. hektarów i został opanowany w 40 proc. W akcji gaśniczej uczestniczy ponad 400 strażaków wspieranych przez śmigłowce Gwardii Narodowej. Władze wprowadziły stan wyjątkowy oraz bezwzględny zakaz używania otwartego ognia.
Rzecznik służb ratunkowych David Boyd podkreślił, że warunki do rozprzestrzeniania się żywiołu są wyjątkowo sprzyjające, ponieważ brakuje już pokrywy śnieżnej, a roślinność nie zdążyła jeszcze się zazielenić. Na polach zalega przez to mnóstwo wysuszonej biomasy podatnej na zapłon. Dodał jednak, że mimo najwyższego stopnia zagrożenia pożary nie wymknęły się znacząco poza wyznaczone linie obrony.
W sąsiedniej Dakocie Południowej, w rejonie Custer, strażacy zmagają się z kolejnym pożarem o powierzchni ponad 3 tys. hektarów. Do środy żywioł udało się opanować w 27 proc., a akcję gaśniczą utrudniała pogoda, w tym temperatura przekraczająca 20 stopni Celsjusza oraz porywisty wiatr.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)








