Jak przekazała La Red Corredor Arrecifal del Golfo de Mexico (Sieć Korytarza Rafowego Zatoki Meksykańskiej), skażeniu uległo 630 km meksykańskiej strefy przybrzeżnej. Wyciek odnotowano na przełomie lutego i marca.
„Władze do tej pory nie wyjaśniły źródła wycieku, dlatego nie można potwierdzić, że wyciek już ustał, ani zidentyfikować i ukarać osób odpowiedzialnych” – przyznano w komunikacie prasowym, podpisanym przez ponad 30 organizacji oraz instytucji. Przytoczono doniesienia, że wyciek miał pochodzić z prywatnego tankowca, jednak informacji tej nie potwierdzono.
Poinformowano, że zanieczyszczenie może dotrzeć też do wybrzeża Stanów Zjednoczonych.
Sieć zaalarmowała, że substancje zawarte w wycieku mogą powodować zaburzenia układu krwionośnego, hormonalnego i odpornościowego; mają też działanie rakotwórcze i mutagenne. Kontakt z nimi – poprzez wdychanie, kontakt ze skórą lub spożycie skażonej żywności – może wywoływać skutki zarówno krótko-, jak i długoterminowe.
Ostrzeżono również o potencjalnych dalszych szkodach środowiskowych, podkreślając, że do zdarzenia doszło zaledwie kilka tygodni przed rozpoczęciem sezonu lęgowego pięciu zagrożonych gatunków żółwi morskich. Nieznany jest też stan 125 raf koralowych i skalnych, tworzących Korytarz Rafowy Zatoki Meksykańskiej – ekosystemów o ogromnym znaczeniu społeczno-środowiskowym, od których zależy około 16 tys. rodzin rybackich.
Zatoka Meksykańska od dekad pozostaje miejscem jednych z największych katastrof związanych z wydobyciem ropy naftowej na świecie. Największym wyciekiem była eksplozja platformy wiertniczej Deepwater Horizon, pozyskującej ropę dla koncernu BP w 2010 r. Po eksplozji i zatonięciu platformy przez 87 dni do oceanu nieprzerwanie przedostawała się ropa – łącznie około 4,9 mln baryłek. Wydarzenie to doprowadziło do śmierci 11 pracowników i spowodowało bezprecedensowe zniszczenia środowiska naturalnego w regionie.
Ola Synowiec (PAP)








