Opowiedzieli się za nim niemal wszyscy Republikanie oraz dwóch Demokratów. Przeciwny był senator GOP Rand Paul, który pozostaje z nominatem w konflikcie. Poparcia udzielili Mullinowi natomiast Demokraci John Fetterman i Martin Heinrich.
Jak przypomina „New York Times”, Republikanin obejmuje urząd w trudnym momencie dla DHS – po serii kontrowersji oraz przy malejącym poparciu społecznym dla restrykcyjnej polityki imigracyjnej, zwłaszcza po tragicznych incydentach z udziałem agentów w Minneapolis. Jednocześnie musi on realizować kluczową obietnicę prezydenta Donalda Trumpa dotyczącą masowych deportacji, a także zarządzać resortem dotkniętym skutkami częściowego paraliżu administracji federalnej i braków kadrowych na lotniskach.
Podczas przesłuchania Mullin deklarował, że funkcjonariusze imigracyjni z zasady nie będą wchodzić do domów bez nakazu sądowego. Zapowiedział też ściślejszą współpracę z zakładami karnymi, co może oznaczać rezygnację z szeroko zakrojonych operacji w stanach rządzonych przez Partię Demokratyczną.
Część obserwatorów wątpi jednak, czy nowy sekretarz utrzyma umiarkowany ton.
– Zobaczymy, czy przełoży się to na działania skoncentrowane na bezpieczeństwie publicznym i przywracaniu porządku, a nie na zastraszaniu społeczności. Będzie on zależny od Białego Domu – ocenił Royce Murray, były asystent sekretarza w DHS za administracji Joe Bidena.
Z kolei przedstawiciele organizacji opowiadających się za ograniczeniem imigracji widzą w zmianie szansę na odbudowę poparcia dla polityki Trumpa.
– Po wydarzeniach w Minnesocie poparcie spadło, więc jest praca do wykonania. Jednocześnie nadal istnieje bardzo silne poparcie dla egzekwowania prawa imigracyjnego – powiedział Jeremy Beck z organizacji NumbersUSA. Jak dodał, konieczne jest także ostrzejsze podejście do kwestii nielegalnego zatrudniania.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)








