Zgłoszony przez polityków projekt, zatytułowany BLOCK PUTIN, przewiduje zmuszenie prezydenta do nałożenia sankcji i zakazów wjazdów dla „urzędników węgierskiego rządu, którzy blokują, opóźniają lub utrudniają pomoc dla Ukrainy za pośrednictwem USA, UE, NATO lub innych kanałów wielostronnych oraz nadal kupują rosyjską ropę i gaz”. Sankcje te miałyby zostać zniesione, jeśli Węgry zaprezentowałyby wiarygodny plan odejścia od uzależnienia od rosyjskich surowców i zaprzestały blokowania wsparcia dla Ukrainy przez 180 dni.
„Podczas gdy reszta Europy słusznie odzwyczaja się od rosyjskiej energii, Węgry podwoiły stawkę” – powiedziała Shaheen, wiceprzewodnicząca senackiej komisji spraw zagranicznych. „Węgierskie płatności za rosyjską ropę i gaz w wysokości miliardów euro zasiliły finanse Putina i wsparły rosyjski wysiłek wojenny przeciwko Ukrainie” - dodała.
W oświadczeniu polityków podkreślono też ostatnie doniesienia „Washington Post” o tym, że szef MSZ Węgier Peter Szijjarto na bieżąco informował swojego rosyjskiego odpowiednika o przebiegu rozmów na forum UE i o planach upozorowanego zamachu na premiera Viktora Orbana.
„Nie do wiary, że wiceprezydent Vance podobno planuje wizytę na Węgrzech, aby wesprzeć w wyborach skorumpowany rząd, który nadal wspiera finansowo rosyjską machinę wojenną” - dodała Shaheen. W podobny sposób wypowiedział się drugi z autorów, Republikanin Thom Tillis. Senator z Karoliny Północnej jest jednym z centrystów, którzy krytykują podejście prezydenta do NATO i Ukrainy.
Mimo że projekt nie ma szansy stania się prawem - wymagałby bowiem podpisu prezydenta, który poparł Viktora Orbana w wyborach - jest to oznaka rosnącej krytyki części elit Waszyngtonu wobec Budapesztu. Wśród krytyków jest też znacząca liczba Republikanów, którzy wskazują też na otwartość rządu Orbana na wpływy Chin.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)








