Nuty zamiast liter
Dorastał w Dębicy, gdzie 23 listopada 1933 roku przyszedł na świat. Jego rodzina miała silne tradycje muzyczne. Ojciec, Tadeusz, znany dębicki adwokat, codziennie po powrocie z pracy grał na skrzypcach. To on namówił małego Krzysia do nauki gry na tym instrumencie i zapewnił mu nauczyciela. Z kolei kuzynem przyszłego kompozytora był malarz i twórca teatralny Tadeusz Kantor.
Po wybuchu II wojny światowej z biblioteczki muzycznej ojca niewiele zostało. Nauczyciel muzyki Krzysztofa pisał mu więc etiudy na bieżąco. Po jakimś czasie kilkuletni wówczas Penderecki uznał, że on też to potrafi i zaczął komponować. Nie umiał jeszcze czytać i pisać, ale nuty już znał i to one stały się jego naturalnym językiem.
Po wojnie, w latach 50-ych Penderecki rozpoczął studia na krakowskiej Akademii Muzycznej. W tym samym czasie dorabiał sobie jako muzykant na weselach. Pierwszy sukces pojawił się w 1959 roku, kiedy Związek Kompozytorów Polskich ogłosił konkurs. Główną nagrodą był paszport i stypendium na Zachodzie. Penderecki bardzo chciał wygrać. W końcu możliwość zagranicznego wyjazdu w tamtych czasach była nie lada gratką. Użył więc podstępu, korzystając z tego, że jest oburęczny. „Postanowiłem się ubezpieczyć i napisałem trzy utwory, a nie jeden. W ciągu dwóch miesięcy powstały Strofy, Emanacje i Psalmy Dawida, zupełnie różne utwory. Jedną kompozycję napisałem lewą ręką, drugą prawą, a trzecią dałem do przepisania. Nikt nie mógł dojść do tego, że to jeden kompozytor. Dzień, w którym dowiedziałem się o zwycięstwie, był jednym z najpiękniejszych w moim życiu” – wspominał Penderecki w jednym z wywiadów. Z uzyskanym paszportem wyjechał w podróż po Włoszech i wkrótce stał się sławny na świecie.
Świat u stóp
Kiedy w 1960 roku jego przełomowy utwór „Tren Ofiarom Hiroszimy” zdobył nagrodę na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO, nazwisko młodego kompozytora z Polski zaczęło pojawiać się na afiszach najważniejszych sal koncertowych. Niedługo później monumentalna „Pasja według św. Łukasza” zachwyciła melomanów w Europie Zachodniej i Ameryce, czyniąc z Pendereckiego jednego z najważniejszych twórców muzyki współczesnej.
Polak był jednym z pierwszych kompozytorów na świecie wykorzystujących w grze technikę wydobywania dźwięku nietradycyjnymi sposobami z tradycyjnych instrumentów, która nosi nazwę sonoryzm. Z kolei w swoich awangardowych utworach (np. „Fluorescencje”) wprowadził nietypowe elementy, takie jak syrena alarmowa, maszyna do pisania, kołatki, a nawet specjalnie skonstruowane tubafony.
Choć uważany jest za artystę klasycznego, jego utwory często były wykorzystywane w kinie współczesnym. Można je usłyszeć np. w „Lśnieniu” Stanleya Kubricka, „Dzikości serca” Davida Lyncha, „Wyspie tajemnic” Martina Scorsese czy „Katyniu” Andrzeja Wajdy. Sam był też bohaterem filmu. W 1968 roku postać kompozytora w biograficznym dokumencie „Penderecki” przedstawił Krzysztof Zanussi.
Saga rodzinna
Pierwszą żonę Penderecki poznał w szkole muzycznej. Barbara grała na fortepianie. Ślub wzięli w 1954 roku, gdy kompozytor miał zaledwie 21 lat. Nie powiedział rodzicom o tym fakcie ani słowa! Z tego związku artysta ma córkę, Beatę.
Barbara jeszcze w szkole udzielała korepetycji z instrumentu, na które chodziła między innymi… przyszła druga żona wybitnego kompozytora, Elżbieta. Gdy spotkali się po raz pierwszy, jeszcze nic nie wskazywało na to, że pewnego dnia stworzą rodzinę. Co więcej, po latach Penderecka wspominała, że kiedy po raz pierwszy natknęła się na Krzysztofa, „był dla niej niemiły”.
Elżbieta była córką koncertmistrza Filharmonii Krakowskiej Leona Soleckiego, który z kolei przyjaźnił się z kompozytorem. Kiedy Elżbieta miała 16 lat, ojciec zabrał ją do filharmonii na pierwsze krakowskie wykonanie „Polimorfii”. Wtedy między młodymi zaiskrzyło. We wspólnej biografii, która ukazała się w 2013 roku pt. „Pendereccy. Saga rodzinna” kompozytor wyznał: „Zwariowałem na jej punkcie. Była dziewczyną wyjątkowej urody, nie zdawała sobie sprawy, jaka jest piękna. Do tego inteligentna. Instynktownie czułem, że Elżbieta będzie dla mnie idealną partnerką”.
Zaczął więc zabiegi o pannę Solecką. Podczas jednego ze spacerów powiedział wprost, że się z nią ożeni. Rozwiódł się z Barbarą i poślubił Elżbietę w grudniu 1965 roku. I po raz kolejny w tajemnicy – tym razem przed rodzicami Elżbiety, którzy nie chcieli, by ich jedynaczka w tak młodym wieku wychodziła za mąż.
Żona i menadżerka
Po wyjściu z Urzędu Stanu Cywilnego nowożeńcy nie pojechali w podróż poślubną, tylko do Domu Pracy Twórczej w Krynicy, gdzie Krzysztof kończył „Pasję”. Od razu zaczęli razem pracować. Elżbieta zajęła się sekretariatem męża. Dla niego zrezygnowała ze studiów i wielkiej kariery. Spełniała się też jako działaczka kulturalna i inicjatorka wielu konkursów muzycznych oraz promotorka młodych talentów.
Ci, którzy znali Pendereckich, uważają, że gdyby nie żona, kompozytor nie odniósłby tak spektakularnego sukcesu na świecie. Penderecki, mimo że przez całe życie obracał się w towarzystwie znamienitych osób, nie uchodził za lwa salonowego. Dla jednych był mrukiem, dla innych wręcz… gburem. To Elżbieta dbała o relacje z ludźmi i perfekcyjnie reprezentowała interesy swojego męża.
Zresztą zawodowe obowiązki świetnie godziła z prowadzeniem domu i opieką nad ich dziećmi. Para doczekała się dwójki: Łukasza i Dominiki. Łukasz zawdzięcza swoje imię „Pasji wg św. Łukasza”, którą Penderecki napisał na 700-lecie katedry w niemieckim Munsterze. Utwór po raz pierwszy wykonano w marcu 1966 roku, a on urodził się tydzień później. Dzieci nie poszły w stronę muzyki. Syn ukończył cztery kierunki studiów: medycynę, psychologię, zarządzanie i polonistykę. Natomiast córka – filologię włoską.
Ukochane Lusławice
W 1974 roku, za pieniądze zarobione dzięki muzycznym zamówieniom z całego świata, Pendereccy kupili chylący się ku ruinie dworek w Lusławicach. Przez lata miejsce to było ich przystanią. Powstało tu Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego z salą koncertową, pokojami do nauki, biblioteką, restauracją i zapleczem kuchennym. Najważniejszym dla kompozytora miejscem było jednak arboretum, czyli tzw. ogród dendrologiczny. „Jestem kolekcjonerem i tak jak filatelista chciałby mieć wszystkie najciekawsze znaczki świata, ja chciałbym mieć wszystkie piękne drzewa” – powiedział artysta w jednym z wywiadów.
Ogród w Lusławicach rozciąga się na dwudziestu kilku hektarach i w każdym detalu zaprojektował go Penderecki. Tworzenie kolekcji drzew zajęło mu prawie 40 lat. Dziś rośnie tu około 1700 gatunków – głównie drzew, ale też i krzewów. Dla upiększenia ogrodu co roku sadzonych jest tu około 30 tys. kolorowych kwiatów. Prawdopodobnie to największy prywatny ogród w tej części Europy.
Z dala od szumu
Pod koniec życia Krzysztof Penderecki coraz rzadziej pojawiał się publicznie. Wybitny kompozytor zmagał się z poważną chorobą, o której mówił bardzo niewiele. Bliscy dbali o to, by mógł przeżywać ten czas w spokoju i z dala od medialnego zgiełku. Ostatnie miesiące spędził głównie w gronie rodziny, pod opieką żony, w ukochanych Lusławicach. Zmarł w Krakowie 29 marca 2020 roku. Miał 86 lat.
Wiadomość o jego odejściu poruszyła środowisko muzyczne na całym świecie, od Europy po Stany Zjednoczone. Penderecki pozostawił po sobie nie tylko imponujący dorobek artystyczny, lecz także legendę kompozytora, który potrafił zamieniać historię, emocje i ludzkie doświadczenia w poruszające dźwięki. Jego muzyka wciąż brzmi – jak cichy, ale niezwykle mocny ślad po życiu jednego z największych twórców naszych czasów.
Małgorzata Matuszewska








