To niezwykłe zachowanie mózgu naukowcy odkryli dopiero kilka lat temu. Czy może ono wyjaśniać zagadkę jasnego tunelu, o którym opowiadają osoby przeżywające śmierć kliniczną? Czy wizja światła jest skutkiem tej nadzwyczajnej nadaktywności mózgu? A obrazy całego życia, które nagle przelatują przed oczami, są produktem ostatniego, desperackiego zrywu neuronów? Całkiem możliwe.
Eksplozja neuronów
W 2022 roku zespół neurochirurga Ajmala Zemmara z Uniwersytetu Louisville po raz pierwszy w historii zarejestrował aktywność mózgu człowieka w chwili śmierci. Po zatrzymaniu akcji serca pacjent był podłączony do elektrod monitorujących pracę mózgu. Lekarze próbowali go reanimować – bezskutecznie. Obserwowali monitory i wtedy zobaczyli coś niezwykłego.
W ciągu 30 sekund po zatrzymaniu serca fale gamma – najszybsze oscylacje mózgowe związane ze świadomością i pamięcią – nagle gwałtownie wzrosły. Osiągnęły niezwykle wysoki poziom aktywności. „Mózg wykorzystał ostatnie rezerwy energii na jeden gigantyczny rozbłysk – eksplozję neuronów” – wspominał autor badania. Po dwóch minutach wszystko ucichło na zawsze.
Uznaje się, że śmierć zaczyna się w chwili, gdy serce przestaje bić. Mózg natychmiast traci dopływ tlenu i glukozy. W ciągu 15-20 sekund ich zapasy w neuronach zostają wyczerpane. Jednak mózg nie poddaje się od razu. Włącza tryb oszczędnościowy i wycisza funkcje, które nie są niezbędne do przetrwania. Na ekranach EEG wygląda to tak, jakby mózg już umarł. To jednak tylko pozory. Pod powierzchnią tej ciszy trwa walka o przetrwanie.
Neurony próbują utrzymać podstawowe funkcje, pompując jony przez błony komórkowe. Bez tlenu mechanizm ten zaczyna zawodzić. Potas ucieka z komórek, a sód napływa do ich wnętrza. Delikatna równowaga zostaje zaburzona. Po około 2-3 minutach przez mózg przechodzi ostatnia fala depolaryzacji.
Nie jest to spokojne zgaśnięcie światła, lecz gwałtowne załamanie równowagi elektrycznej. Neurony tracą kontrolę nad swoimi błonami, jony potasu, sodu i wapnia mieszają się w chaotyczny sposób, komórki puchną, a ich wypustki ulegają uszkodzeniu. Powstaje gigantyczna fala elektryczna – największy sygnał bioelektryczny, jaki kiedykolwiek zarejestrowano w ludzkim mózgu. Silniejszy niż jakikolwiek impuls pojawiający się za życia. Ta fala przynosi śmierć neuronom. Jest nieodwracalna.
Bez tunelu i w ciszy
Tysiące ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, opowiada o podobnych doświadczeniach: przechodzeniu przez jasny tunel, uczuciu spokoju, obrazach z całego życia i spotkaniach z bliskimi, którzy już odeszli. Przez wieki uważano to za dowód na istnienie życia po śmierci.
Dr Sam Parnia z NYU, który od lat zbiera takie relacje, proponuje jednak inne wyjaśnienie. Jego zdaniem wizja tunelu może być skutkiem niedotlenienia siatkówki oka. Obwodowe części siatkówki obumierają jako pierwsze, podczas gdy obszar odpowiedzialny za widzenie centralne pozostaje aktywny dłużej. Rezultat: jasne światło pośrodku narastającej ciemności – obraz przypominający tunel.
A co z nagłym „przeglądem życia”? Tu rolę może odgrywać region mózgu zwany TPJ – skrzyżowanie płata skroniowego i ciemieniowego. Odpowiada on za poczucie tożsamości, pamięć autobiograficzną i świadomość siebie. Badania pokazują, że właśnie w tym obszarze aktywność przed śmiercią bywa szczególnie wysoka. „Dzięki tej burzy elektrycznej mózg może w ostatnich chwilach odtwarzać wspomnienia całego życia w ciągu kilku sekund” – uważa dr Ajmal Zemmar.
Nie wszyscy umierający przeżywają jednak takie doświadczenia. Nie każdy widzi światło i nie u każdego pojawia się gwałtowny wzrost fal gamma. U części badanych mózg po prostu cichnie – bez fajerwerków i bez tunelu.
Dlaczego tak się dzieje, naukowcy wciąż nie wiedzą. Być może decyduje o tym przyczyna śmierci albo stan mózgu przed zatrzymaniem krążenia.
Dr Charlotte Martial z Uniwersytetu w Liège bada doświadczenia bliskie śmierci. Jej dane pokazują, że jedynie 10-20 procent osób, które przeżyły śmierć kliniczną, pamięta cokolwiek z tamtego momentu. „Większość nie pamięta niczego. Ich mózg był nadal aktywny, ale nie zapisał tych doświadczeń w pamięci” – wyjaśnia badaczka.
Wieczność w sekundzie
Czy w chwili tej neuronalnej burzy nadal jesteśmy świadomi? To największa zagadka. Fale gamma są ściśle związane ze świadomością. Ich gwałtowny wzrost przed śmiercią sugeruje, że mózg może być wtedy wyjątkowo aktywny. Niewykluczone, że w tych ostatnich minutach przeżywamy intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Dr Bruce Greyson z University of Virginia przez 40 lat badał relacje osób, które „wróciły”. Wiele z nich opisuje ten moment jako „wieczność zamkniętą w jednej chwili”. „Ludzie mówią, że widzieli całe swoje życie, rozmawiali z bliskimi, podróżowali do odległych miejsc. Wszystko działo się w ciągu kilku sekund rzeczywistego czasu. Ale dla nich nie były to sekundy – to były godziny, dni, a nawet lata” – opowiada Greyson.
Kiedy mózg traci tlen, zaczyna również produkować ogromne ilości endorfin – naturalnych substancji przeciwbólowych. Osoby, które doświadczyły śmierci klinicznej, często opisują uczucie spokoju i braku bólu. Dr Sam Parnia prowadził badanie obejmujące 2060 takich pacjentów. Większość wspominała właśnie spokój. „Nawet ludzie, którzy umierali gwałtownie – w wypadkach czy podczas strzelanin – często opisywali moment śmierci jako zaskakująco spokojny” – zauważa Parnia.
Badania nad śmiercią mózgu są wciąż bardzo ograniczone. Najczęściej prowadzi się je na zwierzętach lub pacjentach w śpiączce, ponieważ obserwacje dotyczące świadomych, umierających ludzi są rzadkie. Dlatego nadal pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi.
Ale jedno wydaje się dziś pewne: mózg nie gaśnie nagle jak żarówka. Jego śmierć jest procesem – gwałtownym i dramatycznym. Być może właśnie wtedy przeżywamy najintensywniejsze chwile całego życia. A może te spektakularne „fajerwerki” są jedynie ostatnim, desperackim krzykiem neuronów tracących tlen.
Joanna Tomaszewska








