Nienaturalnie białe ciało wyglądało jak upozowane. Kobieta leżała na wznak, z rękami uniesionymi nad głową oraz nogami wyprostowanymi i rozchylonymi. Była naga, pobita i okaleczona. Morderca wyciął jej na twarzy makabryczny uśmiech i pozbawił organów wewnętrznych. Najbardziej przerażające było jednak to, że ciało przecięto na pół i całkowicie pozbawiono krwi – choć na zgniecionej trawie nie było ani jednej kropli. Wszystko wskazywało na to, że zwłoki przeniesiono w to miejsce już po śmierci kobiety.
Zwodnicze światła Hollywood
Nazywała się Elizabeth Short i miała zaledwie 22 lata. Urodziła się w 1924 roku w Bostonie jako jedna z pięciu sióstr. Uwielbiała filmy noir i ich posągowo piękne bohaterki o porcelanowej cerze. Na ich wzór farbowała włosy na czarno, nosiła ciemne sukienki i kwiat we włosach. Była jedną z setek dziewcząt i młodych kobiet, które jak ćmy przyciągały do Los Angeles zwodnicze światła Hollywood. Wszystkie chciały być sławne, ale udawało się niewielu z nich. Elizabeth również się nie udało – nigdy nie została aktorką. Nie należała do związku aktorów, nie miała portfolio ani nie brała udziału w castingach.
Nie była też prostytutką, jak później sugerowali dziennikarze. Podejmowała dorywcze prace, ale częściej utrzymywała się dzięki uprzejmości mężczyzn, którzy zapraszali ją na kolacje, podwozili lub pozwalali jej u siebie przenocować. Żyła z dnia na dzień – spała u znajomych i znajomych znajomych, w niewielkich hotelikach i przydrożnych motelach. Była to sytuacja bardzo typowa dla wielu młodych kobiet w powojennym Los Angeles, które przyjechały tu bez żadnego planu i zaplecza.
Ucieczka do San Diego
Jak zeznali później jej znajomi, na kilka tygodni przed śmiercią zaczęła się kogoś obawiać. Nagle, bez żadnego wyjaśnienia, wyjechała z Los Angeles do San Diego. Znajomym powiedziała jedynie, że „musi zniknąć”. Później przyznała, że ukrywała się przed byłym chłopakiem, który – jak twierdziła – chciał ją skrzywdzić.
Na kilka dni zatrzymała się u znajomej, ale nawet tam, w nowym mieście, żyła w ciągłym strachu. Nie wychodziła z domu, całymi dniami siedziała w pokoju z zasłoniętymi oknami. Któregoś dnia wydarzyło się coś, co wprawiło ją w prawdziwą panikę. Do domu jej przyjaciółki zapukało dwóch mężczyzn i kobieta. Pytali o nią. Nie chciała się z nimi spotkać i wkrótce potem wyjechała.
8 lutego wieczorem wróciła do Los Angeles z Robertem Manleyem, z którym się spotykała. Poprosiła, żeby wysadził ją przy hotelu Biltmore. Pracownicy hotelu widzieli ją w lobby, gdzie – wyraźnie zdenerwowana – wykonywała kolejne telefony. Wyszła około 10.00 wieczorem. Według jednego ze świadków niedługo potem stała zapłakana na ulicy. Kilka godzin później zauważono ją, gdy wychodziła w towarzystwie kobiety i dwóch mężczyzn z baru Crown Grill Cocktail Lounge położonego nieopodal Hotelu Biltmore.
Nikt więcej nie widział jej żywej. Nie wiadomo, co działo się z nią przez kolejne sześć dni, aż do momentu odnalezienia ciała.
List od zabójcy
Pięć dni po odnalezieniu ciała Elizabeth do redakcji „Los Angeles Examiner” zadzwonił mężczyzna podający się za jej zabójcę. Pogratulował gazecie artykułów opisujących sprawę i powiedział, że mogą „spodziewać się pocztą kilku pamiątek należących do Beth Short”. Trzy dni później do redakcji przyszła koperta z napisem ułożonym ze słów wyciętych z gazet: „Oto rzeczy Czarnej Dalii. List wkrótce”.
W środku znajdowały się: jej akt urodzenia, wizytówki, fotografie, kartki z zapisanymi nazwiskami oraz książeczka adresowa z wytłoczonym na okładce nazwiskiem Mark Hansen. Pakiet został starannie wyczyszczony benzyną, ale mimo prób usunięcia śladów zabezpieczono częściowe odciski palców i przekazano je FBI. Niestety uległy one zniszczeniu w trakcie transportu i nie dało się ich przeanalizować.
Śledczy początkowo podejrzewali Marka Hansena, którego nazwisko widniało na książeczce adresowej Elizabeth. Jak zeznali jej znajomi, dziewczyna na kilka dni przed śmiercią odrzuciła jego zaloty. Jednak po sprawdzeniu jego alibi wykluczono go z grona podejrzanych. Następnie rozpoczęto sprawdzanie wszystkich mężczyzn z książeczki adresowej ofiary.
Ślepe zaułki
Jednym z najbardziej prawdopodobnych podejrzanych był doktor George Hill Hodel – ginekolog, który w czasie wojny zdobył również doświadczenie jako asystent chirurga. Sekcja zwłok Elizabeth wykazała, że ciało zostało przecięte niezwykle precyzyjnie między drugim a trzecim kręgiem lędźwiowym. Cięcie w tym miejscu pozwala oddzielić tkanki bez konieczności łamania kości. Policja uznała więc, że sprawca musiał posiada
wiedzę medyczną oraz praktykę w pracy z ludzkim ciałem, a Hodel idealnie pasował do tego profilu.
Śledczy byli na tyle przekonani o jego winie, że uzyskali sądową zgodę na założenie podsłuchu w jego domu. Na nagraniach zarejestrowano rozmowę z niezidentyfikowanym mężczyzną, w której padła wyjątkowo niepokojąca wypowiedź: „Załóżmy, że zabiłem Czarną Dalię. Teraz nie mogą tego udowodnić”, a także sugestia, że nie można już przesłuchać jego sekretarki, która niedawno zmarła po przedawkowaniu leków. Wskazywało to, że kobieta mogła o czymś wiedzieć i że być może jej śmierć nie była samobójstwem, jak początkowo sądzono.
Najgorętszym zwolennikiem tej teorii był syn Hodela, Steven. Ten emerytowany policjant zebrał szereg poszlak świadczących o tym, że to jego ojciec zabił Czarną Dalię. Zwrócił także uwagę, że niemal dokładnie rok przed śmiercią Elizabeth, podczas pobytu jego ojca w Chicago, w bardzo podobny sposób zamordowano tam sześcioletnią dziewczynkę. Podobieństwo obu zbrodni było uderzające. Mimo to lekarz nigdy nie został aresztowany, brakowało bowiem bezpośredniego dowodu jego winy.
Podobnie wyglądała sytuacja z innym podejrzanym, Leslie Dillonem, który w listach do policji opisywał zabójstwo z niepokojącą dokładnością. Przez pewien czas śledczy traktowali go bardzo poważnie, lecz ponownie zabrakło dowodów i sprawa utknęła w martwym pukncie. Następnie przesłuchano wszystkich mężczyzn, którzy znali Elizabeth lub spotkali ją w ostatnich dniach jej życia – w sumie 150 osób – jednak każdy trop prowadził jedynie do kolejnego ślepego zaułka.
Nierozwiązana sprawa
Z biegiem lat pojawiła się jeszcze jedna teoria – że Czarna Dalia mogła paść ofiarą seryjnego zabójcy, być może działającego na terenie całego kraju. Detektywi zwracali uwagę na podobieństwa do wcześniejszych zbrodni, między innymi w Chicago, które brutalnością przypominały morderstwo Elizabeth. Drugi trop prowadził do Cleveland. W latach 1935-1938 miasto to terroryzował tzw. Cleveland Torso Murderer, seryjny zabójca rozczłonkowujący swoje ofiary.
Co więcej, już w samym Los Angeles po śmierci Elizabeth zaczęto odnajdywać kolejne zamordowane kobiety. Zbrodnie następowały w odstępie dwóch do czterech tygodni i trwały od lutego 1947 do października 1949 roku. Dziesięć kobiet zostało uduszonych lub zginęło od ciosów nożem. Ich nagie ciała porzucano w publicznych miejscach. Policja nie potrafiła ustalić, czy odpowiadał za nie jeden sprawca, czy kilku różnych. Niektórzy badacze łączyli również śmierć Elizabeth z działającym dwadzieścia lat później tajemniczym mordercą zwanym Zodiakiem, choć i w tym przypadku brakowało przekonujących dowodów.
Historia Czarnej Dalii pozostaje jedną z najbardziej niepokojących i nierozwiązanych spraw kryminalnych w dziejach Stanów Zjednoczonych. Elizabeth przyjechała do Los Angeles z nadzieją na nowe życie i karierę, lecz zamiast spełnienia marzeń stała się bohaterką sensacyjnych nagłówków i medialnej legendy. Jej śmierć urosła do rangi symbolu powojennego Los Angeles – miasta obietnic, ale też samotności i brutalnej rzeczywistości, skrytej za blaskiem neonów.
Maggie Sawicka








