Gospodarze od początku zaatakowali z impetem i już po dwóch i pół minutach gry Jack Drury dał im prowadzenie strzałem praktycznie... zza bramki, gdyż krążek odbił się od nieco wysuniętego przed linię po wcześniejszej interwencji golkipera Flames Dustina Wolfa i trafił do siatki.
Był to początek złej passy bramkarza gości, który w ciągu niespełna siedmiu kolejnych minut został pokonany jeszcze trzy razy i został zmieniony przez Devina Cooleya.
Ten jeszcze w pierwszej tercji też puścił gola i Avalanche po 20 minutach prowadzili 5:0. W drugiej obie drużyny zdobyły po jednej bramce, a w ostatniej miejscowi znowu podkręcili tempo i skończyło się 9:2.
- Chcieliśmy dobrze zacząć, bo to znak rozpoznawczy naszej drużyny na własnym lodowisku. Przejęcie inicjatywy, narzucenie swoich warunków, szybkie gole - tak chcemy grać, zwłaszcza u siebie - przyznał szkoleniowiec „Lawiny” Jared Bednar.
Dwa gole dla zespołu z Denver uzyskał Nazem Kadri, a po jednym Czech Martin Necas i MacKinnon, którzy zaliczyli również po dwie asysty.
Ten ostatni z dorobkiem 120 punktów - za 49 trafień (najwięcej w lidze) i 71 podań otwierających drogę do bramki - zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej. Prowadzi Connor McDavid z Edmonton Oilers - 124 pkt (42+82), a drugi jest Rosjanin Nikita Kuczerow z Tampa Bay Lightning - 121 (41+80).
Hokeiści Avalanche zgromadzili do tej pory 108 punktów, co daje im prowadzenie nie tylko na Zachodzie, ale i status najlepszej drużyny sezonu zasadniczego. Drudzy w tej konferencji i całej lidze Dallas Stars mają o osiem mniej.
- Mamy teraz kilka meczów u siebie i postaramy się je wygrać, żeby możliwie szybko zapewnić sobie pierwsze miejsce przed play off. Nie chcemy tego zostawić na wyjazdową końcówkę, żeby nie okazała się ona gorzka dla nas - podsumował trener Bednar.
Sezon zasadniczy zakończy się 16 kwietnia, a kilka dni później ruszy play off. (PAP)








