Jak podało Amerykańskie Stowarzyszenie Samochodowe (American Automobile Association, AAA) średnia krajowa cena za galon (ok. 3,8 l) benzyny regularnej wynosiła we wtorek, 31 marca 4,02 dol. – o ponad dolara więcej niż przed rozpoczęciem wojny z Iranem 28 lutego. Ostatni raz średnia cena wzrosła do 4 dol. prawie cztery lata temu, po inwazji Rosji na Ukrainę.
Ceny różnią się w zależności od stanu – wpływ na nie mają m.in. dostawy oraz różne stawki podatkowe. We wtorek w Kalifornii kierowcy płacą średnio 5,89 dol. za galon, zaś najmniej benzyna kosztuje w Oklahomie – 3,27 dol.
Średnia cena benzyny regularnej w Chicago wynosiła 31 marca około 4,63 dol. za galon, a paliwo premium kosztowało średnio 5,71 dol. W całym regionie metropolitalnym Chicago ceny są nieco niższe i wynoszą około 4,41 dol. za galon.
Dla porównania, średnia cena paliwa w całym Illinois wynosiła ok. 4,20 dol. za galon. To oznacza, że kierowcy w Chicago płacą obecnie jedne z wyższych stawek w regionie.
Gwałtowny wzrost cen ropy na giełdach to efekt reakcji rynku na konflikt zbrojny USA i Izraela z Iranem oraz blokadę Cieśniny Ormuz. Mimo tego, że USA nie są uzależnione od dostaw tego surowca z Bliskiego Wschodu, ceny na stacjach benzynowych i tak podskoczyły ze względu na silne powiązania na światowym rynku energii.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt oświadczyła we wtorek, że ceny paliwa gwałtownie spadną po zakończeniu wojny z Iranem. „Po zakończeniu operacji 'Epic Fury' ceny benzyny gwałtownie spadną do poziomu najniższego od lat, z których korzystali Amerykanie przed tymi krótkoterminowymi zakłóceniami” - zapewniła Leavitt w oświadczeniu przekazanym mediom.
Sytuację na Midweście może dodatkowo pogorszyć spór o kontrakt pracowniczy w rafinerii BP w Whiting w Indianie. Trwają pikiety, a ich skutki mogą w przyszłości wpłynąć na ceny paliwa w naszym regionie, choć nie są spodziewane natychmiastowe zakłócenia.
Mimo konfliktu ze związkami zawodowymi BP zapewnia, że największa rafineria na Środkowym Zachodzie, przerabiająca 440 tys. baryłek ropy dziennie, działa przy wsparciu wykwalifikowanego personelu i nie przewiduje natychmiastowych przerw w produkcji.
Analitycy ostrzegają, że wyższe koszty transportu mogą w konsekwencji podnieść ceny żywności.
(tos)








