Oskarżonych w środę nie było na sali rozpraw. Sprawa dotyczy pary, która żyła w nieformalnym związku w gminie Susz w woj. warmińsko-mazurskim. Ich kilkumiesięczny syn w poważnym stanie trafił do szpitala w Iławie zimą 2024 r., gdzie początkowo podejrzewano zapalenie opon mózgowych. Później okazało się, że obrażenia są po pobiciu. Chłopiec do dziś wymaga opieki i odczuwa skutki zdarzeń sprzed kilku lat.
W środę rozpoczął się proces apelacyjny i jeszcze tego samego dnia sąd ogłosił prawomocny wyrok w tej sprawie. Apelację od werdyktu I instancji wywiedli oskarżony oraz prokurator.
W środę Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał w mocy zaskarżony wyrok, w którym Sąd Okręgowy w Elblągu skazał w sierpniu 2025 r., 38-letniego Bartosza O. na 8 lat więzienia oraz zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym synem przez 10 lat.
Mężczyzna został skazany za znęcanie się fizyczne nad osobą nieporadną ze względu na wiek ze szczególnym okrucieństwem, czego skutkiem były ciężkie obrażenia ciała. Od zatrzymania przebywa w areszcie tymczasowym.
Partnerka mężczyzny i matka chłopca - 30-letnia Aneta S., odpowiadająca za pomocnictwo, została uniewinniona.
W uzasadnieniu sąd stwierdził, że żadna z apelacji nie zasługiwała na uwzględnienie. Sędzia Aleksandra Kaczmarek podkreśliła, odnosząc się do apelacji prokuratury, że sąd apelacyjny nie dopatrzył się błędu w ustaleniach faktycznych, czy też niewłaściwej oceny dowodów przez sąd I instancji.
- Wręcz przeciwnie, ta ocena została dokonana w sposób prawidłowy i w ocenie sądu odwoławczego oskarżonej Anecie S. nie można przypisać żadnych zachowań, które wskazywałyby na to, że nie reagowała w sposób właściwy na jakiekolwiek niewłaściwe zachowania swojego konkubenta - zaznaczyła sędzia Kaczmarek.
Sąd uzasadnieniu podkreślił, że kobieta zwracała m.in. uwagę, że mężczyzna niewłaściwie podnosi syna.
- Materiał dowodowy wskazuje na to, że Aneta S. zajmowała się dziećmi na tyle, ile pozwalały jej możliwości, w sposób prawidłowy. Natomiast do inkryminowanego zdarzenia - tego, które skutkowało najpoważniejszymi skutkami zdrowotnymi jeżeli chodzi o małoletniego doszło w czasie, kiedy poszła odprowadzić jedno z dzieci do przedszkola, drugie do szkoły. W tym czasie dzieckiem opiekował się wyłącznie oskarżony, który był z nim sam w domu - tłumaczyła sędzia Kaczmarek i podkreśliła, że nie było żadnych dowodów wskazujących na jej sprawstwo czynów zarzucanych przez prokuraturę.
Sąd jednocześnie w uzasadnieniu zaznaczył, że odnośnie Bartosza O. wyrok jest słuszny. - Apelacja okazała się bezskuteczna - stwierdziła sędzia.
Sąd podkreślił, że z opinii biegłych wynika, iż dwa krwiaki, które zostały stwierdzone u chłopca nie były przypadkowe i będą miały wpływ na jego dalszy rozwój. Ponadto, pozostałe urazy dotyczące m.in. złamania kości promieniowej u dziecka, którego mechanizm polegał na pociągnięciu lub skręceniu, wymagał działania z dużą siłą i gwałtownością. Sąd zaznaczył, że biegli wykluczyli, żeby do takich urazów mogło dojść przypadkowo w momencie upuszczenia dziecka na ziemię.
Sąd uznał, że kara 8 lat wobec podsądnego, jest karą adekwatną, bo czyn jest wyjątkowo karygodny zważywszy, że ten dopuścił się tego wobec własnego całkowicie bezbronnego dziecka.
Wyrok jest prawomocny. (PAP)








