Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że dwutygodniowe zawieszenie broni stanowi „zwycięstwo USA”, a Ormuz zostanie ponownie otwarty. Wciąż jednak nie jest jasne, na co zgodziły się obie strony.
Prezydent Iranu Masud Pezeszkian oświadczył z kolei, że rozejm uwzględnia generalne postulaty jego kraju. Zapewnił, że Irańczycy pozostaną zjednoczeni w czasie obowiązywania zawieszenia broni.
Anonimowy przedstawiciel władz Iranu poinformował w środę w rozmowie z agencją Reutera, że otwarcie cieśniny jest możliwe w czwartek lub piątek, ale w ograniczonym zakresie i na warunkach Teheranu. - Zawieszenie broni jest wciąż kruche, wolimy trwały pokój, ale Iran nie boi się powrotu do wojny, jeśli USA też pójdą tą drogą – powiedział.
W rozmowie z telewizją ABC Trump powiedział, że jego kraj może dążyć do wspólnego z Iranem kontrolowania żeglugi w Ormuzie i rozważa utworzenie joint venture. Zapowiedział, że siły amerykańskie pozostaną w regionie.
Ta zapowiedź nie pokrywa się z wypowiedziami władz w Teheranie. W nocy z wtorku na środę szef MSZ Iranu Abbas Aragczi zapowiedział, że ruch przez cieśninę będzie odbywał się „w koordynacji z irańskimi siłami zbrojnymi i z uwzględnieniem ograniczeń technicznych”. Według AP zarówno Iran, jak i leżący po drugiej stronie Ormuzu Oman mają pobierać opłaty od przepływających przez cieśninę statków.
Według prezydenta Francji Emmanuela Macrona około 15 krajów planuje uczestniczyć w misji mającej na celu wznowienie ruchu statków przez Ormuz. Zaznaczył, że misja zostanie uruchomiona „gdy spełnione zostaną odpowiednie warunki”, czyli gdy zawieszenie broni faktycznie będzie przestrzegane.
Serwis MarineTraffic, śledzący ruch statków, poinformował w środę, że dwie jednostki przepłynęły już przez Ormuz: należący do greckiego armatora masowiec NJ Earth i pływający pod liberyjską banderą Dayton Beach.
Marynarka wojenna Iranu nadal ostrzega jednak, że zniszczy każdy statek, próbujący przepłynąć przez Ormuz bez zgody Teheranu. „Każdy statek próbujący wypłynąć na morze zostanie namierzony i zniszczony” - głosi komunikat. Źródła, na które powołuje się Reuters, potwierdzają, że szlak wodny pozostaje zamknięty.
W nawiązaniu do najnowszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie, stacja CNN przypomniała wtorkowy wpis Trumpa w internecie, który zagroził Iranowi zniszczeniem wszystkich elektrowni i mostów oraz „całej cywilizacji”. Trump nie zrealizował tej zapowiedzi, ale wysuwanie podobnych gróźb przez przywódcę najpotężniejszego państwa świata rodzi poważne pytania natury konstytucyjnej o amerykański system kontroli władzy - oceniła telewizja. Według niej grożąc, że „cała cywilizacja zginie dziś w nocy i nigdy się nie odrodzi”, Trump przekroczył granicę, do której żaden amerykański prezydent wcześniej nie odważył ani nie chciał się zbliżyć - i niewiele zmienia tutaj dodanie przez Trumpa, że „nie chce, by tak się stało”.
Zdaniem Carlo Masali z Uniwersytetu Bundeswehry w Monachium strategicznym zwycięzcą wojny na Bliskim Wschodzie jest Iran, a Trump nie osiągnął swoich głównych celów wojennych. W rozmowie z portalem Focus Online ekspert ocenił, że władze w Teheranie są osłabione, ale nie „na tyle, by stać na krawędzi upadku”. Jego zdaniem do zawieszenia broni doprowadziła wygłoszona przez Trumpa „apokaliptyczna groźba zniszczenia cywilizacji”, po której Pakistan szybko zaczął zabiegać o rozejm. Także „Chińczycy nagle zaczęli aktywnie naciskać na Iran, aby zgodził się na zawieszenie broni”.
Izraelskie media oceniają, że dzięki zawarciu rozejmu z Iranem Trump kupił sobie czas kosztem Izraela. Podkreślają, że nie zlikwidowano głównych zagrożeń, a reżim w Teheranie nadal posiada wzbogacony uran i nie zobowiązał się do przerwania programu nuklearnego i rakietowego.
Lider izraelskiej opozycji Jair Lapid oświadczył w serwisie X po ogłoszeniu rozejmu, że nigdy w historii Izraela „nie było takiej katastrofy dyplomatycznej”. „O ile armia wykonała wszystko, o co ją proszono, a społeczeństwo wykazało niezwykłą odporność”, o tyle premier Izraela Benjamin Netanjahu „zawiódł dyplomatycznie, strategicznie i nie osiągnął żadnego z celów, które sam sobie wyznaczył” - napisał Lapid.
W ramach zawieszenia broni między USA a Iranem wspierane przez Teheran libańskie ugrupowanie Hezbollah wstrzymało w środę rano ostrzał północnego Izraela i izraelskich sił w Libanie. Netanjahu oświadczył jednak, że popiera dwutygodniowe zawieszenie broni, ale nie obejmuje ono działań wojennych w Libanie.
Trump powiedział telewizji PBS, że rozejm zawarty z Iranem nie dotyczy Libanu i ataków Izraela na cele Hezbollahu. To „oddzielna potyczka” - podkreślił.
Zgodnie z zapowiedzią Netanjahu siły zbrojne Izraela przeprowadziły intensywną falę nalotów na blisko 100 celów terrorystycznej organizacji Hezbollah. Izraelski minister obrony Israel Kac powiedział, że „setki bojowników Hezbollahu padły ofiarą niespodziewanych ataków na kwatery główne w całym Libanie”, co według niego stanowiło „największy, skoncentrowany cios zadany Hezbollahowi od czasu operacji z wykorzystaniem pagerów”. Odniósł się w ten sposób do izraelskiej akcji z 2024 roku, która wywołała eksplozję pagerów wśród wielu członków Hezbollahu.
W reakcji na izraelskie ataki premier Libanu Nawaf Salam wezwał sojuszników do pomocy w powstrzymaniu izraelskich ataków. Libański prezydent Joseph Aoun oświadczył, że jego kraj będzie kontynuował wysiłki na rzecz zapewnienia sobie udziału w trwałym pokoju w regionie.
Irańska państwowa agencja Tasnim podała, powołując się na anonimowe źródło, że Iran wycofa się z zawieszenia broni, jeśli ataki Izraela na Liban nie ustaną. Według tego źródła zakończenie działań wojennych na wszystkich frontach, w tym w Libanie, stanowiło część porozumienia o rozejmie. (PAP)








