Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 9 kwietnia 2026 18:13
Reklama KD Market

Ze wzgórz Częstochowy

Ze wzgórz Częstochowy

Autor: Adobe Stock

Piękny mam wielkanocny tydzień na stoku Jasnej Góry w Częstochowie! Lepiej bym sobie tego nie wymarzył, żeby po latach móc tutaj być i przy okazji prowadzonych rekolekcji dla Zgromadzenia Sióstr Betanek, rozpoczynać i kończyć poszczególne dni w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze. Ranki są chłodne i rześkie. Idę pod górę na mszę św., która jest transmitowana każdego dnia przez Telewizję Polską. Bogu dzięki, że tak jest! Dla setek starszych i chorych osób jest to duchowe przeżycie modlitwy każdego poranka. Wiem, że tak jest, gdyż słyszę to od ludzi. W tej wspólnocie jest też od lat moja mama. Katolicy potrzebują tego, jest to dla nich wielkie wsparcie i pomoc. Podobnie jak popołudniowa transmisja Koronki do Miłosierdzia Bożego z Łagiewnik. Często rytm życia starszych i chorych wyznaczają także te duchowe punkty.

Dzisiaj rano na mszy w jasnogórskiej Kaplicy zatrzymał mnie pewien mocny obraz. W tych dniach do Częstochowy przyjeżdżają grupy młodych, maturzystów z różnych terenów Polski. Tradycyjnie, jak co roku, katecheci proponują takie wyjazdy przed maturą, żeby poprosić Boga o pomoc i światło nie tylko na czas egzaminów, ale także na życiowe wybory. Do dziś pamiętam dobrze moją pielgrzymkę. Było to ciekawe doświadczenie, kiedy ze szkolnymi kolegami i koleżankami stanęliśmy w nieco innej, bardzo osobistej sytuacji, na modlitwie. Dla mnie było to wielkie przeżycie. To wtedy potwierdziłem w sobie ostateczną decyzję, że po maturze idę do zgromadzenia zakonnego. Dzisiaj, po wielu latach wciąż w tym miejscu czuję wagę tamtych chwil, mojego „tak”, którym odpowiedziałem na zaproszenie Boże. Spotykam tych młodych na ulicach Częstochowy. Zachowują się jak wszyscy młodzi w ich wieku. Są radośni, lubią się nawzajem zaczepiać, w grupie może nawet bardziej dziecinni i naturalni, bez masek. Są też między nimi oczywiście młodzi „twardziele”, tacy, co to już wszystko wiedzą i mają potrzebę błyszczenia i dominowania w grupie. Kiedy jednak weszli do sklepu z pamiątkami, łapczywie wybierali obrazki, magnesy, przypinki i różańce. Miało to dla nich znaczenie, także chcąc ofiarować jakąś drobną pamiątkę swoim bliskim.

Jednak dziś rano, to był dla mnie prawdziwy szok. Spora grupa maturzystów uczestniczyła we mszy św. o godzinie 6:30 rano, a po niej… ruszyli na kolanach wokół jasnogórskiego ołtarza! Tak, tak! Na kolanach, tak jak to dzieje się od pokoleń. Posadzka kaplicy jest już powycierana i wyżłobiona tym pokutnym marszem pokoleń. Oni, młodzi roku 2026 nie wstydzą się, a może przełamują wstyd, żeby to zrobić! Uklęknąć przed Bogiem, z nieukrywanym trudem posuwać kolana do przodu w postawie uniżenia i pokory. Wzruszyłem się i błogosławiłem im na tej drodze. Pokazali mi, jacy są tak naprawdę, jeszcze nie ukąszeni jadem nowoczesności, który niestety pewnie niejedną i niejednego z nich prędzej czy później dosięgnie. Mam jednak nadzieję, że to doświadczenie gdzieś w nich zostanie i wróci zwłaszcza wtedy, kiedy w życiu poczują się osamotnieni i kiedy na nowo zapragną odnaleźć Boga. Wierzę też, że w wielu z nich to doświadczenie spotkania z Bogiem na Jasnej Górze zostawi ślad, który wzmocni ich wiarę i nie pozwoli odejść. Wierzę, że potwierdzą także swoje autentyczne życiowe wybory. Tylu młodych na kolanach! Nikt ich przecież do tego nie zmusił.

Jasna Góra trwa. Jest jak dom, do którego przyjeżdżają ludzie z całego świata, zwłaszcza Polacy i polskiego pochodzenia. Zauważyłem na planie, że jedną z przedpołudniowych mszy będzie dziś odprawiał bp Thomas J. Paprocki ze Springfield, Illinois, syn polskich emigrantów, urodzony w Chicago. Nie pierwszy raz na Jasnej Górze. To także jest pięknym świadectwem polskości i przywiązania do tego miejsca, które naprawdę jest naszą duchową stolicą. Jasnogórska strzelista wieża jest ważnym punktem odniesienia dla nas, polskich katolików. Jest świadkiem dziejącej się i często trudnej historii naszego narodu i Ojczyzny. Jest jak latarnia morska na szalejących wodach tejże historii. A przecież dzisiaj znowu gromadzą się nad świtem groźne i niepewne chmury. Czy to ma być rzeczywiście zapowiadany „koniec cywilizacji”? Oby nie! Tak nie wolno nawet myśleć, a co dopiero zapowiadać. W imię czego? Ponoć biskupi polscy myślą także o ewentualnym zagrożeniu wojennym i jak współpracować z Ministerstwem Obrony Narodowej. Papież Leon XIV bije na alarm i wzywa Kościół do intensywnej modlitwy o pokój.

W tym czasie na Jasnej Górze młodzi, przed którymi całe życie, klękają przed Bogiem i proszą o opiekę Matkę Bożą. „’Niezależnie od rozbiorów, okupacji, terroru stalinowskiego czy komunistycznego zniewolenia, tutaj [na Jasnej Górze] zawsze czuliśmy się wolni jako dzieci Boga, a jednocześnie jako Polacy’. Tutaj odzyskiwaliśmy naszą tożsamość, tutaj modlimy się po polsku, mówimy po polsku, tu otrzymujemy łaskę rozgrzeszenia, stajemy się na nowo dziećmi Boga”. W tych słowach, nawiązując do słów św. Jana Pawła II, metropolita częstochowski abp Wacław Depo wskazuje na miejsce Jasnej Góry w życiu naszego narodu. Jest to jakaś niezwykła tajemnica tego świętego miejsca, której każdy może doświadczyć. I oby doświadczyli tego młodzi maturzyści i wszyscy pielgrzymujący tutaj. Bo to rzeczywiście buduje i wzmacnia polską tożsamość, daje nadzieję i wiarę na zwycięstwo dobra w świecie i w każdym człowieku dobrej woli!

ks. Łukasz Kleczka SDS

Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Był przełożonym wspólnoty zakonnej salwatorianów w Veronie, New Jersey.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama