Pam Bondi budowała swoją karierę przez blisko dwie dekady jako prokurator w Tampie na Florydzie, zyskując rozgłos dzięki sprawom dotyczącym morderstw i przemocy domowej. Przełom nastąpił w 2010 roku, gdy jako pierwsza kobieta w historii stanu została wybrana na stanowisko prokuratora generalnego Florydy. Przez dwie kadencje pozycjonowała się jako twarda zwolenniczka prawa i porządku, walcząc z plagą nielegalnych punktów dystrybucji opioidów oraz handlu ludźmi.
To właśnie na Florydzie narodziła się jej bliska relacja z Donaldem Trumpem. Bondi wspierała go w kampanii 2016 roku, a po zakończeniu kadencji szybko odnalazła się w jego orbicie. W 2019 roku dołączyła do zespołu prawnego Białego Domu, broniąc prezydenta podczas jego pierwszego procesu o impeachment. Jej medialna charyzma, lojalność i bezkompromisowy styl walki sprawiły, że Trump widział w niej idealne narzędzie do realizacji swojej wizji sprawiedliwości.
Powrót Bondi do wielkiej gry nastąpił w listopadzie 2024 roku, w atmosferze politycznego trzęsienia ziemi. Pierwotnym kandydatem Trumpa na prokuratora generalnego był Matt Gaetz, kontrowersyjny kongresmen z Florydy. Nominacja ta wywołała jednak opór nawet wśród Republikanów w Senacie, głównie ze względu na toczące się wokół Gaetza śledztwa dotyczące przestępstw seksualnych i zażywania narkotyków. Gdy Gaetz wycofał swoją kandydaturę zaledwie osiem dni po jej ogłoszeniu, Trump nie tracił czasu. Zaledwie sześć godzin później mianował Bondi.
Dla Trumpa Bondi była „bezpieczniejszą”, ale równie lojalną wersją Gaetza. Miała doświadczenie prokuratorskie, którego brakowało jej poprzednikowi, a jednocześnie podzielała pogląd prezydenta, że Departament Sprawiedliwości powinien służyć realizacji celów administracji. Została zaprzysiężona 5 lutego 2025 roku, stając się 87. prokuratorem generalnym USA.
Po objęciu urzędu Bondi niemal natychmiast przystąpiła do działania, które krytycy określili mianem „czystki”. Pod jej kierownictwem Departament Sprawiedliwości przeszedł radykalną transformację. Masowe zwolnienia wieloletnich pracowników oraz próby inicjowania śledztw przeciwko przeciwnikom politycznym Trumpa stały się codziennością. Bondi otwarcie deklarowała, że era niezależności Departamentu od Białego Domu dobiegła końca, co wywołało falę protestów w środowisku prawniczym i oskarżenia o niszczenie fundamentów praworządności.
Największe kontrowersje wzbudziły jednak działania wymierzone w organy wyborcze. Pod jej nadzorem FBI dokonało bezprecedensowego nalotu na placówkę wyborczą w powiecie Fulton w stanie Georgia pod koniec stycznia 2026 roku, co zostało odebrane jako próba zastraszenia urzędników i ingerencji w procesy demokratyczne stanów.
Kluczowym momentem, który zachwiał pozycją Bondi, stała się sprawa akt Jeffreya Epsteina. Konserwatywna baza Trumpa oczekiwała, że po przejęciu władzy resort sprawiedliwości ujawni szokujące informacje o elitach powiązanych z pedofilem. Bondi, starając się zadowolić te oczekiwania, zorganizowała głośną akcję przekazywania teczek z dokumentami prawicowym influencerom w Białym Domu.
Szybko okazało się to PR-ową katastrofą. Dokumenty nie zawierały żadnych nowych, przełomowych rewelacji, za to ich chaotyczna publikacja naraziła ofiary Epsteina. Departament Sprawiedliwości udostępnił miliony stron akt z rażącymi błędami – opublikowano nazwiska, zdjęcia i dane wrażliwe kobiet, które miały status pokrzywdzonych. Zamiast uderzyć w tak zwany „układ”, Bondi ściągnęła na siebie gniew zarówno ofiar, jak i własnego zaplecza politycznego, które poczuło się oszukane brakiem obiecanych dowodów na winę oponentów.
Kulminacją upadku było lutowe przesłuchanie przed Komisją Sądownictwa Izby Reprezentantów w 2026 roku. Bondi zaprezentowała postawę skrajnie defensywną i agresywną. Zamiast odpowiadać na pytania o błędy w aktach Epsteina czy podstawy prawne nalotów wyborczych, atakowała kongresmenów, zarzucając im „teatralność”.
W pamięć zapadły jej wypowiedzi, w których na pytania merytoryczne odpowiadała pochwałami pod adresem Trumpa, wspominając o rekordach giełdowych (indeks Dow Jones powyżej 50 000 punktów) zamiast o procedurach prawnych. Odmówiła przeproszenia ofiar Epsteina za ujawnienie ich danych i nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego jej resort nie podjął śledztw przeciwko osobom, które zostały wskazywane w aktach jako potencjalni współpracownicy. Nawet niektórzy Republikanie, w tym Chip Roy z Teksasu, nie kryli irytacji jej niekompetencją i unikami.
Cierpliwość Donalda Trumpa wyczerpała się na początku kwietnia 2026 roku. Choć oficjalnie dymisja została przedstawiona jako decyzja prezydenta o nowej posadzie dla Bondi, jasne było, że stała się ona obciążeniem wizerunkowym, nie dostarczając jednocześnie wyników w postaci skutecznych aktów oskarżenia przeciwko wrogom prezydenta.
Miejsce po Pam Bondi, jako tymczasowy prokurator, objął jej zastępca Todd Blanche. To postać doskonale znana w otoczeniu Trumpa, bo również był jego osobistym prawnikiem w procesach w Nowym Jorku, a od stycznia 2025 roku pełnił funkcję zastępcy prokuratora generalnego. Blanche, w przeciwieństwie do Bondi, uchodzi za technokratę o stalowych nerwach, który zna system od wewnątrz, co czyni go w oczach prezydenta bardziej skutecznym narzędziem.
Wśród nazwisk kandydatów, którzy mogą na stałe objąć resort, pojawiają się obecnie takie postacie jak Ken Paxton – prokurator generalny Teksasu, radykalny zwolennik Trumpa, znany z walki o unieważnienie wyników wyborów w 2020 roku. Matthew Whitaker, który już wcześniej pełnił funkcję p.o. prokuratora generalnego i cieszy się zaufaniem Białego Domu. A także Mike Davis, założyciel Article III Project, znany z agresywnej retoryki dotyczącej obsadzania sądów konserwatystami.
Upadek Pam Bondi to sygnał, że w administracji Trumpa lojalność jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. Bez skuteczności i umiejętności radzenia sobie z ciężarem dowodowym, nawet najbardziej oddani „żołnierze” mogą zostać zastąpieni przez tych, którzy potrafią przekuć polityczną wolę w konkretne wyroki.








