Oczywiście w sprawach kluczowych w świetle nauki i moralności chrześcijańskiej nie wycofuję się, tylko staram się zawsze zajmować możliwie jasne stanowisko. A takich sytuacji nie brakuje.
W dzisiejszym świecie dzieje się bardzo źle. Wojny, śmierć niewinnych, zniszczenia na całe lata, by je odbudować, ale także to wszystko, co uderza w ludzką psychikę, ducha. Ludzie bardzo cierpią. Trudno jest wobec tego być obojętnym. Jak można żyć „normalnie”, kiedy każdego dnia tak wielu ludzi na świecie ginie w bezsensownych wojnach, za którymi stoją rozgrywki mocarstw kierowanych przez „mocarzy”. Wielkie pieniądze, chęć zdobywania, kontrolowania, przy użyciu wojsk, a to przecież ludzie, najczęściej młodzi, wystawiani na śmierć. W imię czego?
W ostatnich tygodniach obserwujemy konflikt między prezydentem Donaldem Trumpem a papieżem Leonem XIV. Konflikt ten rozgrywa się na oczach całego świata. Media od skrajnie prawej do skrajnie lewej strony relacjonują i analizują poszczególne zdania wymieniane pomiędzy prezydentem USA i głową Kościoła katolickiego. Kiedy jeden zarzuca papieżowi rodem z Chicago, że jest słaby w kwestii przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej oraz że właściwie to nie jest jego fanem, drugi odpowiada, że „nie boi się administracji waszyngtońskiej”, zwracając uwagę na to, że jest następcą Piotra, powołanym do służby Ewangelii, prawdzie i pokojowi. Wobec tej otwartej wymiany zdań, nie tylko przedstawiciele Kościoła katolickiego, ale także wielu polityków opowiedziało się jednoznacznie po stronie Leona XIV. A papież, kontynuując swoją pielgrzymkę po krajach Afryki mówi odważnie: „Ci, którzy okradają waszą ziemię z jej zasobów, zazwyczaj znaczną część zysków inwestują w broń, w spiralę destabilizacji i niekończącej się śmierci. To świat odwrócony na opak, wypaczenie Bożego stworzenia, które każde uczciwe sumienie musi potępić i odrzucić”. Wskazuje, że trzeba raczej wybrać nawrócenie. „Świat jest niszczony przez garstkę trzymających władzę, a wspierają go w istnieniu niezliczone rzesze solidarnych braci i sióstr!” – mówił jeszcze Leon XIV w Angoli. Bardzo potrzeba takiej jednoznacznej postawy papieża!
Niewątpliwie dla administracji Trumpa papież Leon XIV stanowi bardzo ciężki orzech do zgryzienia. Papież pytany w trakcie podróży po krajach afrykańskich odpowiedział dziennikarzom, że nie chce polemizować z Trumpem, ale umacniać w wierze katolików w Afryce. Papieskie przemówienia zostały przygotowane wcześniej i nie stanowią polemiki z prezydentem USA. „W ogóle nie jest to moim zamiarem” – zaznaczył Ojciec Święty. „Nie postrzegam swojej roli jako roli polityka, nie jestem politykiem, nie chcę wchodzić z nim w dyskusję” – mówił Leon XIV już na początku podróży do Afryki odpowiadając na pytanie dziennikarzy. Było to jednoznaczne i definitywne wyjaśnienie, choć prezydent i wiceprezydent Stanów Zjednoczonych formułowali w kolejnych dniach dalsze komentarze.
Osobiście stoję oczywiście po stronie papieża Leona XIV. Nie dlatego, że jestem księdzem katolickim, ale ponieważ opowiadam się za tym, jak to wyraził kard. Ryś, że „postawa papieża pokazuje konieczność głoszenia prawdy, nawet jeśli nie spotyka się ona z powszechną akceptacją”. Mamy żyć w prawdzie i głosić ją za wszelką cenę! Jedno jest pewne: w napięciu pomiędzy Waszyngtonem a Watykanem nie chodzi o różnice osobiste, choć one są oczywiste. Tu chodzi o coś dużo ważniejszego. Zapytam słowami pana redaktora Bartosza Bartosika: „Może jednak ponowne postawienie na rozpoznanie etyczne i moralne w polityce, o co apeluje Leon XIV, jest nie tylko słuszne, ale długofalowo politycznie skuteczne?”. Czy nie o to właśnie chodzi papieżowi Leonowi XIV, głoszącemu i wzywającemu do pokoju i zaprzestania działań zbrojnych oraz wszelkiego rodzaju przemocy? Czy nie chodzi tu o zupełnie nową politykę, według koncepcji, o której przypominał mocno papież Franciszek? Chodzi tu o politykę, która się orientuje wokół wizji powszechnego braterstwa. „Bardzo pragnę, abyśmy w tym czasie, w którym przyszło nam żyć, uznając godność każdej osoby ludzkiej, byli w stanie na nowo ożywić wśród wszystkich światowe pragnienie braterstwa” – pisał papież Franciszek w encyklice „Fratelli tutti”. I dodawał: „Snujmy marzenia jako jedna ludzkość, jako wędrowcy stworzeni z tego samego ludzkiego ciała, jako dzieci tej samej ziemi, która wszystkich nas gości, każdego z bogactwem jego wiary czy jego przekonań, każdego z jego własnym głosem, wszystkich jako braci!”.
Warto przemyśleć te sprawy, zanim w emocjach, będzie się wyrażało swoje stanowisko za lub przeciw.









