W północnej Florydzie podczas akcji gaśniczej zmarł ochotniczy strażak James „Kevin” Crews. Jak poinformował dziennik „Los Angeles Times”, przyczyną śmierci był nagły problem medyczny, który wystąpił w trakcie działań operacyjnych.
– Kevin był uosobieniem odwagi i poświęcenia. Jego ofiara nigdy nie zostanie zapomniana” – powiedział szef miejscowej straży Jerry Johnson, na którego powołał się „Los Angeles Times”.
Największe zniszczenia odnotowano w południowo-wschodniej Georgii, gdzie dwa potężne pożary strawiły ponad 120 domów, a kolejne setki budynków pozostają bezpośrednio zagrożone. Z powodu dynamicznej sytuacji władze zarządziły natychmiastowe ewakuacje w najbardziej zagrożonych sektorach.
Według danych przekazanych przez Federalną Agencję Zarządzania Kryzysowego (FEMA) oraz lokalne władze, tylko w hrabstwie Brantley nakaz opuszczenia domów objął co najmniej 800 osób. W całym regionie ewakuowano setki kolejnych mieszkańców.
Gubernator Georgii Brian Kemp ocenił, że skala zniszczeń może okazać się największa w historii stanu. Jeden z pożarów, który według śledczych mógł zostać wywołany przez aluminiowy balon dotykający linii energetycznych, objął obszar około 12 950 hektarów, czyli teren ponad dwukrotnie większy niż Manhattan. Drugi żywioł, w hrabstwie Brantley, rozprzestrzenił się na około 2 070 hektarów i został opanowany jedynie w 15 proc.
– Nie ma sposobu, by zatrzymać ten pożar – przyznał gubernator Kemp. W jego opinii, w obecnych warunkach atmosferycznych strażacy mogą jedynie ograniczać jego rozprzestrzenianie i liczyć na nadejście deszczu.
Według dziennika „USA Today”, w całym regionie odnotowano co najmniej 20 dużych, nieopanowanych pożarów, a tylko w ciągu jednej doby pojawiło się 90 nowych ognisk. Gazeta podkreśliła, że służby ratunkowe pracują w ekstremalnie trudnych warunkach, priorytetowo traktując zabezpieczenie korytarzy ewakuacyjnych dla ludności cywilnej.
Największy pożar w Georgii – Pineland Road Fire – objął ponad 12 550 hektarów i został opanowany w zaledwie 10 proc., podczas gdy inny, Highway 82 Fire, spalił ponad 2 000 hektarów.
– To wciąż dynamiczna sytuacja pożarowa – ostrzegł lokalny urzędnik Joey Cason, cytowany przez amerykańskie media. Apelował do mieszkańców o natychmiastowe podporządkowanie się nakazom ewakuacji i opuszczenie zagrożonych terenów.
Na Florydzie aktywnych było w piątek co najmniej 134 pożarów obejmujących łącznie ponad 10 500 hektarów. Ogień zmusił władze do zamykania kluczowych dróg i wydawania ostrzeżeń dotyczących jakości powietrza, ponieważ dym przemieszcza się setki kilometrów od źródeł ognia.
Eksperci wskazują, że za skalę katastrofy odpowiadają dotkliwa susza, silny wiatr oraz martwe drzewa powalone wcześniej przez huragan Helene, które stanowią doskonałe paliwo dla płomieni.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)








