Ustawa o uprawnieniach wojennych (War Powers Resolution) z 1973 r. nakłada na prezydenta USA ograniczenia czasowe dotyczące prowadzenia wojny bez zgody Kongresu. Przywódca ma obowiązek powiadomić parlament o rozpoczęciu walk w ciągu 48 godzin. Jeśli Kongres w ciągu następnych 60 dni nie wyda zgody na użycie sił zbrojnych przez prezydenta lub nie wypowie wojny, przywódca zobowiązany jest do natychmiastowego przerwania operacji militarnych i wycofania sił z rejonu konfliktu.
Pierwsze ataki wojsk amerykańskich i izraelskich na Iran rozpoczęły się 28 lutego. Trump powiadomił Kongres o rozpoczęciu operacji 2 marca. 60-dniowy okres, kiedy może on prowadzić wojnę w Iranie bez zgody, minie 1 maja.
Zdaniem amerykanisty z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Bohdana Szklarskiego, Trump wykorzysta przysługujące mu prawo do jednorazowego wydłużenia tego okresu o kolejne 30 dni, czyli do 31 maja. Według litery prawa prezydent musi złożyć pisemny wniosek o przedłużenie tego czasu, który powinien być uzasadniony możliwością bezpiecznego wycofania się wojsk amerykańskich z operacji. Prawo to nie upoważnia go do kontynuowania działań ofensywnych.
- Trump nie jest człowiekiem, który by odczuwał presję ze strony przepisów, prawa, tradycji czy zwyczaju. Jest on politykiem, który tworzy rzeczywistość i tylko to się dla niego liczy, a nie zastane reguły i ograniczenia – ocenił w rozmowie z PAP Szklarski.
Przyznał, że amerykańskiego przywódcę nie ograniczają w tym działaniu żadne sankcje. - Nie ma nikogo, kto by pozwał prezydenta do sądu za złamanie tego prawa. Może go osądzić jedynie historia. Może to być także powód do impeachmentu i w następstwie usunięcia go z urzędu, ale do tego potrzebny jest odpowiedni układ sił w Kongresie, a obecnie zarówno Izba Reprezentantów, jak i Senat są w rękach Republikanów – wyjaśnił Szklarski.
W opublikowanym w środę artykule tygodnika „Time” napisano, że od początku wojny na Bliskim Wschodzie w Kongresie nie zorganizowano żadnej publicznej debaty poświęconej temu tematowi. Politycy, zarówno ze strony Republikanów, jak i Demokratów, przyznali w rozmowach, że brakuje im rzetelnych wiadomości o przebiegu działań wojennych, mimo że kraj odczuwa zarówno polityczne, jak i gospodarcze konsekwencje tej wojny. Magazyn przypomniał, że zaplanowane spotkanie komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów, w której mają uczestniczyć wysocy rangą dowódcy wojskowi, zostało przełożone na koniec maja, co odsuwa w czasie szansę na uzyskanie informacji dotyczących celów i kosztów operacji militarnej.
Sam Trump w czwartek powiedział reporterom w Białym Domu, że nie będzie ulegał presji związanej z terminem zakończenia wojny. – Nie poganiajcie mnie. (...) Byliśmy w Wietnamie jakieś 18 lat, byliśmy w Iraku przez wiele, wiele lat (...), uczestniczyliśmy przez cztery i pół, prawie pięć lat w II wojnie światowej. Ja to robię (prowadzę wojnę w Iranie – PAP) od sześciu tygodni – stwierdził prezydent. Wcześniej poinformował, że przedłużenie zawieszenia broni z Iranem jest bezterminowe.
Magazyn „Foreign Policy” przytoczył wypowiedzi amerykańskich ekspertów z dziedziny prawa przewidujących, że Biały Dom będzie argumentować, iż rozejm, który wszedł w życie 8 kwietnia, oznacza wstrzymanie obowiązującego okresu 60 dni. – Jeśli mamy mówić o jakiejś prawnej gimnastyce (realizowanej przez urzędników Trumpa – PAP) to zapewne stwierdzą, że zawieszenie broni zatrzymało zegar – powiedziała prawniczka Katherine Yon Ebright z amerykańskiego think tanku Brennan Center for Justice, cytowana przez magazyn.
W opinii Szklarskiego ogłoszenie zaprzestania ataków przez USA oznacza, że „Trump jest w kropce”. – Jemu bardziej zależy, żeby zawieszenie broni oznaczało zakończenie wojny, niż Iranowi. Przekładanie daty zakończenia rozejmu o kilka dni, tydzień, czy teraz brak końcowej daty, to oznaka słabości tego przywództwa i samego prezydenta Trumpa. To stawianie czerwonych linii i ich przekraczanie zaczyna budzić sprzeciw nie tylko wśród jego zwolenników z MAGA, ale także u samych Republikanów, którzy widzą, że prezydent ciągnie ich w dół – ocenił amerykanista.
Jego zdaniem wszystko ma to znaczenie w związku z wyborami połówkowymi w USA, które odbędą się 3 listopada. Podczas wyborów przypadających w okolicach środka kadencji prezydenta USA zostaną wybrani wszyscy przedstawiciele Izby Reprezentantów USA, czyli 435 mandatów oraz 33 lub 34 osoby spośród 100 senatorów, czyli jedna trzecia składu Senatu USA.
Marta Zabłocka (PAP)








