Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 26 kwietnia 2026 11:11
Reklama KD Market

Ekstraklasa - Raków nie rezygnuje z walki o najwyższe laury

Piłkarze Rakowa Częstochowa wygrali w Gdańsku z Lechią 2:1 w jednym z sobotnich meczów 30. kolejki ekstraklasy i nie rezygnują z walki o najwyższe laury. W pojedynku czołowych snajperów ligi remis - Tomas Bobcek i Jonatan Braut Brunes zdobyli po bramce, ale ta Norwega była decydująca.
Ekstraklasa - Raków nie rezygnuje z walki o najwyższe laury
Piłkarz Lechii Gdańsk Camilo Mena (L) i Marko Bulat (C) z Rakowa Częstochowa oraz sędzia Koki Nagamine (P) z Japonii podczas meczu Ekstraklasy

Autor: PAP/Adam Warżawa

Prowadzenie gospodarzom dał z rzutu karnego Bobcek i było to 16. w sezonie trafienie Słowaka, który dogonił najskuteczniejszego do tej pory Karola Czubaka z Motoru Lublin. Niedługo później wyrównał Oskar Repka, który zrehabilitował się za sprokurowanie „jedenastki”.

Rozstrzygnięcie nastąpiło w trzeciej minucie doliczonego czasu drugiej połowy. Po rzucie rożnym i strzale Abrahama Ojo stojący tuż przed linią bramkową Brunes wykazał się refleksem i skierował piłkę do siatki, już po raz 15. w sezonie.

Ekipa z Częstochowy z dorobkiem 46 punktów dogoniła trzecią w tabeli Jagiellonią. Przed nimi są z 49 Górnik Zabrze, który w piątek wygrał w Białymstoku 2:1, oraz Lech Poznań, który w niedzielę w ligowym klasyku podejmie Legię Warszawa.

- Czuć w klubie, także u zawodników, optymizm. Myślę, że to dobry moment – ocenił trener „Medalików” Łukasz Tomczyk, który przyznał, że po jego zawodnikach widać było już w sobotę, że za tydzień czeka ich ważny mecz - finał Pucharu Polski.

Świadkami jeszcze bardziej emocjonującej końcówki byli kibice w Białymstoku, gdzie Jagiellonia najpierw doprowadziła do remisu, a następnie straciła gola na 1:2 z rzutu karnego. Odpowiedzialność wziął na swoje barki kapitan Rafał Janicki, który chwilę wcześniej dał się przepchnąć w swoim polu karnym Afimico Pululu.

- Końcówka meczu była imponująca i długo będziemy ją pamiętać - zaznaczył trener Zabrzan Michal Gasparik, a szkoleniowiec „Jagi” Adrian Siemieniec podkreślił, że w jej szeregach „rozczarowanie jest ogromne”.

Z drużyn czołówki przegrało także Zagłębie Lubin. 1:2 na własnym stadionie jest tym bardziej zaskakujące, że rywalem była Bruk-Bet Termalica, a zespół z Niecieczy zamyka tabelę i jedną nogą jest już w 1. lidze.

Gospodarza prowadzili po trafieniu Marcela Reguły. Po przerwie kibice najpierw zobaczyli gola na 1:1, później czerwoną kartkę dla Reguły i w końcu w doliczonym czasie bramkę Ivana Durdova, które dały trzy punkty przyjezdnym.

- Przegraliśmy na własne życzenie - skomentował trener Zagłębia Leszek Ojrzyński. Jego drużyna, która w marcu była krótko liderem, doznała czterech porażek w ostatnich pięciu występach i spadła na siódmą lokatę.

Wyprzedził ją m.in. GKS Katowice, który także ma 44 pkt po sobotnim remisie w Kielcach z Koroną 1:1. Na trafienie Arkadiusza Jędrycha dla gości w pierwszej połowie, po przerwie odpowiedział Marcel Pięczek.

- Nie wiem, czy zdobyliśmy punkt, czy straciliśmy dwa - przyznał po meczu trener Korony Jacek Zieliński. Takich wątpliwości nie miał opiekun przeciwnika Rafał Górak, który uznał punkt wywieziony z Kielc za „cenny”.

W ostatnim rozegranym do tej pory spotkaniu 30. kolejki Cracovia - już pod wodzą nowego trenera Bartosza Grzelaka, który zastąpił Lukę Elsnera - zremisowała z Pogonią 1:1.

Gola dla Szczecinian uzyskał w 18. minucie Kellyn Acosta. To pierwsze trafienie na polskich boiskach byłego reprezentanta USA, który do tej pory wyróżniał się głównie brutalnymi zagraniami. Wyrównał w piątej minucie doliczonego czasu gry jego rodak Kahveh Zahiroleslam, któremu asystował mający za sobą trzy lata występów za oceanem Mateusz Klich. Obaj w sobotę zaczęli na rezerwie.

Gospodarze zdobyli gola, gdy obie drużyny grały w dziesiątkę. Kilka minut wcześniej boisko przedwcześnie, wskutek czerwonej kartki, musiał opuścić Oskar Wójcik, ale sfaulowany przez niego Jan Biegański także nie był w stanie kontynuować gry.

Po tym remisie obie ekipy mają po 38 punktów, podobnie jak Korona i Lechia. Do spokoju daleko, ale po tej kolejce na pewno nie znajdą się w strefie spadkowej.

Z pięciu dotychczasowych meczów tej serii w trzech górą byli goście, a dwa zakończyły się remisem.

W niedzielę, poza hitem w Poznaniu, Wisła Płock, która w przypadku zwycięstwa awansuje na trzecie miejsce, podejmie broniącego się przed spadkiem Radomiaka, a przedostatni w tabeli Widzew Łódź zagra z Motorem Lublin, który także nie może jeszcze czuć się bezpiecznie.

Ważna potyczka sąsiadów z dołu tabeli odbędzie się na zakończenie tej serii - w poniedziałek 15. Piast podejmie plasującą się tuż za nim Arkę Gdynia. (PAP)

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama