Prokuratura utrzymuje, że oskarżony, będący również współwłaścicielem rodzinnego biznesu, chciał zyskać finansowo na śmierci partnera i uniknąć podziału majątku.
Jak podała Associated Press, pierwszym świadkiem w procesie była emerytowana farmaceutka Angela Liriano, blisko związana z małżeństwem. Zeznała, że podczas rozmowy telefonicznej w grudniu 2023 roku Daniel Sikkema, dowiedziawszy się o planowanym wyjeździe męża do Brazylii, powiedział: „naprawdę mam nadzieję, że nie żyje, że umrze”. Według świadka oskarżony był wówczas „bardzo zły”.
Brent Sikkema, założyciel i główny właściciel nowojorskiej galerii sztuki współczesnej Sikkema Jenkins & Co., został znaleziony z 18 ranami kłutymi. AP przypomniała, że galeria reprezentowała przez blisko 30 lat artystów o międzynarodowej renomie, między innymi Karę Walker, Vika Muniza i Arturo Herrerę. W Brazylii zatrzymano domniemanego wykonawcę zabójstwa, który pozostaje tam w areszcie.
Daniel Sikkema został aresztowany w Nowym Jorku w kwietniu 2024 roku. Odpowiada przed sądem federalnym za zorganizowanie morderstwa na zlecenie.
Prokurator federalny Nicholas Pavlis powiedział ławie przysięgłych, że śledczy przedstawią zeznania świadków oraz dane cyfrowe, finansowe i lokalizacyjne, mające dowodzić częstych kontaktów oskarżonego z domniemanym zabójcą przed śmiercią Brenta Sikkemy i po niej. Według prokuratury Daniel Sikkema miał przekazać sprawcy ponad 10 tysięcy dolarów i obiecywać kolejne wypłaty. Pavlis twierdził również, że oskarżony przekonywał osoby trzecie, iż na śmierci męża zyska więcej niż na rozwodzie.
– Po brutalnym zabójstwie męża oskarżony próbował zatrzeć ślady i wykorzystać sytuację finansowo – cytuje prokuratora AP.
Obrona Daniela Sikkemy przekonywała, że oskarżenie opiera się głównie na poszlakach i domysłach, a nie na bezpośrednich dowodach. Adwokat Florian Miedel podkreślał, że domniemany płatny zabójca nie będzie zeznawał w procesie, a jego klient w trakcie trudnej separacji wypowiadał jedynie emocjonalne, skrajne słowa. Jak argumentował, Daniel Sikkema wspólnie z mężem wychowywał 13-letniego syna i „nigdy nie odebrałby dziecku rodzica, którego kochał”.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)









