Podkreśliła ona, że choć Chiny długo zaprzeczały, by miały wielkomocarstwowe ambicje, to jest jasne, iż celem Xi jest postrzeganie Chin jako ważnego gracza na światowej scenie i traktowanie ich jako równego Ameryce.
„Jakiż jest na to lepszy sposób niż przybycie do Pekinu amerykańskiego prezydenta w otoczeniu wianuszka prezesów największych firm Ameryki, których obecne i przyszłe sukcesy również zależą od Chin” – zaznaczyła McCarthy.
Według niej taką optykę potwierdził wkrótce sam Trump, który powiedział Xi, że przybył do Pekinu, „by przekazać wyrazy szacunku Panu i Chinom”, a także określił Xi jako „wielkiego przywódcę”.
„Zdaniem Xi taka optyka dobrze się prezentuje w oczach krajowego audytorium. Pomaga jednak również wzmacniać wizerunek, o który chińscy przywódcy coraz bardziej zabiegają za granicą: Chin jako znaczącego gracza na scenie światowej i lidera alternatywnego wobec słabnących Stanów Zjednoczonych” – podkreśliła McCarthy. (PAP)









