Agencja Reutera informowała w piątek, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, wypowiadających się anonimowo, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Z kolei CNN podał, powołując się na źródła w resorcie wojny USA, że decyzja szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha o wstrzymaniu planowanej rotacji amerykańskiej brygady pancernej była częścią serii ruchów mających zredukować liczbę sił USA w Europie.
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, który towarzyszy prezydentowi Karolowi Nawrockiemu podczas wizyty we Włoszech, został zapytany na poniedziałkowym briefingu, czy kwestia stacjonowania w Europie i wstrzymania rotacji amerykańskich żołnierzy będzie też tematem rozmów z włoskimi politykami i czy prezydent zamierza skontaktować się osobiście w tych kwestiach z Białym Domem.
Według Przydacza, kluczowe obecnie zadanie ma Ministerstwo Obrony Narodowej, które w jego ocenie, przez ostatnie miesiące „nie zawsze zbyt aktywnie uczestniczyło w tej dyskusji”, czego efektem było jego zdaniem „pewne zaskoczenie” decyzjami podjętymi przez USA.
– Będziemy na pewno współdziałać (…), ale liczymy ma to, że w pierwszej kolejności to zamieszanie i chaos komunikacyjny zostanie w odpowiedni sposób przecięty i wyjaśniony na poziomie Ministerstwa Obrony Narodowej – powiedział. Podkreślił, że jeśli to nie przyniesie skutku, to zarówno prezydent, jak i jego zaplecze zaangażują się w sprawę bardziej i intensywnie, gdyż jest ona rzeczywiście ważna.
- W pierwszej kolejności trzeba opanować chaos, w drugiej kolejności przeciwdziałać możliwym zapowiadanym potencjalnym decyzjom. Trzeba to najpierw zrobić w relacji bezpośredniej z Pentagonem, z Departamentem Wojny, przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Jeśli to nie przyniesie pozytywnego skutku w perspektywie następnych godzin, maksymalnie dni, to oczywiście będziemy realizować także zadania na poziomie politycznym – powiedział szef BPM.
- Z jednej strony Pentagon, urzędnicy Pentagonu i Departament Wojny mówili jedne rzeczy, z drugiej strony politycy, także i w Kongresie prowadzili ten dialog w pełni zaskoczenia w samym dyskursie wewnątrzamerykańskim, więc widać tutaj pewnego rodzaju niekonsekwencję wewnętrzną, ale przede wszystkim - w moim przekonaniu - niepełną informację zgromadzoną przez MON, przynajmniej na pierwszym etapie - powiedział Przydacz. Ocenił, że premier Donald Tusk zapewniając w minionym tygodniu o stabilności sytuacji zapewne opierał się o informacje przekazane mu przez MON.
Przydacz został też zapytany, kiedy i od kogo prezydent Nawrocki dowiedział się o wstrzymaniu relokacji i czy dowiedział się o tym przed pierwszymi doniesieniami na ten temat, które pojawiły się w ubiegłą środę.
- Pan prezydent jest w bezpośredniej relacji zarówno z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, bo jest to mu podległe biuro, ale także z Ministerstwem Obrony Narodowej (…). Informacje dopłynęły w zasadzie w zbieżnym terminie z tymi publikacjami medialnymi. Wcześniej nie było takich sygnałów, przynajmniej ja nic nie wiem o tym, aby prezydent wcześniej posiadał takie informacje – powiedział Przydacz. Dodał jednak, że strona prezydenta słyszała „o pewnej psującej się atmosferze w Pentagonie” w kontekście, jak mówił, kwietniowego wywiadu premiera Donalda Tuska dla „Financial Times”.
Przypomniał również, że prezydent Nawrocki nie tak dawno rozmawiał z prezydentem USA Donaldem Trumpem i ustalenia z tamtej rozmowy „absolutnie pozostają w mocy”. Podkreślił też, że prezydent pozostaje w kontakcie z szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesławem Kukułą. – Rząd absolutnie może liczyć na wsparcie ze strony pana prezydenta, bo to jest sprawa absolutnie priorytetowa, kwestia polskiego bezpieczeństwa – podkreślił.
Dodał jednak, iż ma przekonanie, że „pewne działania amerykańskie”, wynikają „nie tylko z ich własnych decyzji”, ale także i „z pewnej narracji, którą sączono przez ostatnie tygodnie i miesiące”. Składają się na nią - mówił Przydacz - negatywna wobec Amerykanów narracja i „często nieprzemyślane, niepotrzebne wypowiedzi”, które „dają asumpt tym, którzy chcieliby ograniczania wojsk amerykańskich w Europie”.
Podkreślił, że prezydent oraz jego administracja starają się przekonywać stronę amerykańską co do wartości obecności wojsko USA w Europie. Zaapelował, aby premier Tusk i marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty „powstrzymali się od tych fałszywych, niepotrzebnych i antyamerykańskich narracji”, które „nie pomagają sprawie”. Zaznaczył, że kontakty z USA będą utrzymywane, a on sam, jako szef prezydenckiego BPM, był w kontakcie z departamentem USA i Narodową Radą Bezpieczeństwa przy Białym Domu oraz z samym Białym Domem. – Stanowisko Polski jest znane - powtórzył.
Również szef kancelarii prezydenta, Zbigniew Bogucki zapewnił w poniedziałkowej rozmowie w Kanale Zero, że „wszystkie działania prezydenta Karola Nawrockiego są ukierunkowane na to, by żołnierze US Army pozostali w Polsce”. Dodał również, że obecnie nie ma „żadnych informacji” ze strony Waszyngtonu, które wskazywałyby na zmianę tego stanowiska.
- Rządzący nie zrobili w tej sprawie nic pozytywnego. Jedynie przeszkadzali. Gdyby nie przeszkadzali panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, to już by był sukces. I o to proszę w imieniu Polski, żeby nie przeszkadzali - dodał.
Po doniesieniach o wstrzymaniu rozmieszczenia w Polsce kolejnej zmiany amerykańskiej brygady podczas piątkowej konferencji prasowej premier Tusk zapewnił, że on i wicepremier Kosiniak-Kamysz są w kontakcie m.in. z dowodzącym wojskami USA w Europie gen. Alexusem Grynkewichem i sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte. - Te decyzje mają charakter logistyczny i nie wpłyną na bezpieczeństwo Polski - zapewniał szef rządu.
Kosiniak-Kamysz poinformował w piątek wieczorem, że w środę spotka się z gen. Danem Caine'm, przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów wojsk USA. Dzień wczesniej Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła spotka się z dowódcą wojsk USA i NATO w Europie gen. Alexusem Grynkewichem. (PAP)









