Depresja nie zawsze wygląda jak obraz człowieka, który nie wstaje z łóżka i płacze przez cały dzień. Coraz częściej przybiera cichą, ukrytą formę. Osoba chodzi do pracy, opiekuje się dziećmi, odbiera telefony, publikuje zdjęcia z wakacji, a jednocześnie każdego dnia zmaga się z ogromnym wewnętrznym ciężarem.
Badania pokazują, że wiele osób z depresją funkcjonuje społecznie i zawodowo pozornie bardzo dobrze. Według American Psychiatric Association depresja może mieć różne nasilenie i przebieg, a osoby z tak zwaną wysoko funkcjonującą depresją często przez lata ukrywają objawy z powodu poczucia obowiązku, perfekcjonizmu lub lęku przed oceną. Szczególnie dotyczy to kobiet, osób pomagających innym oraz ludzi wychowanych w przekonaniu, że „trzeba być silnym”.
Często słyszę w gabinecie zdania: „Nie mam prawa narzekać”, „Inni mają gorzej”,
„Muszę sobie poradzić”,„Nie mogę się rozsypać”.
Problem polega na tym, że ciało i psychika mają swoje granice. Tłumione emocje nie znikają. Z czasem pojawia się chroniczne zmęczenie, drażliwość, problemy ze snem, napięcie w ciele, brak radości, poczucie pustki i samotności. Człowiek zaczyna działać „na autopilocie”. Na pozór robi wszystko jak dawniej, ale niczego już naprawdę nie czuje.
Pani Anna, 52-letnia matka dorosłych dzieci, przyszła na terapię dopiero wtedy, gdy zaczęła mieć silne bóle w klatce piersiowej i ataki lęku. Wcześniej przez lata była „tą silną”. Opiekowała się chorą matką, wspierała rodzinę, pracowała zawodowo. Nikt nie wiedział, że codziennie budziła się z uczuciem ciężaru i myślą: „Nie mam siły żyć tak dalej”. Sama długo nie nazywała tego depresją, bo przecież funkcjonowała.
W psychologii adlerianowskiej często mówimy o odwadze do bycia niedoskonałym. Wysoko funkcjonujące osoby bardzo często przez lata uczą się, że muszą być silne, odpowiedzialne, perfekcyjne i „dawać sobie radę”, nawet kosztem własnych emocji. Z zewnątrz wszystko może wyglądać dobrze: sukcesy zawodowe, obowiązki dopięte na ostatni guzik, uśmiech i kontrola, jednak wewnętrznie pojawia się zmęczenie, samotność, lęk i poczucie, że nie można sobie pozwolić na słabość. Tymczasem prawdziwa odwaga nie polega na byciu perfekcyjnym, ale na pozwoleniu sobie na autentyczność, proszenie o pomoc, przeżywanie emocji i zaakceptowanie faktu, że człowiek nie musi być idealny, aby mieć wartość. Paradoksalnie to właśnie nasze niedoskonałości najbardziej łączą nas z innymi ludźmi i pozwalają budować głębokie, prawdziwe relacje.
Badania opublikowane w „Journal of Affective Disorders” pokazują, że przewlekły stres i tłumienie emocji zwiększają ryzyko depresji, zaburzeń lękowych oraz chorób psychosomatycznych. Nasz organizm odróżnia „udawane” radzenie sobie od prawdziwego spokoju. Długotrwałe napięcie wpływa na układ nerwowy, hormonalny i odpornościowy.
Najbardziej niebezpieczne w wysoko funkcjonującej depresji jest to, że otoczenie często nie reaguje. Osoba słyszy: „Przecież wszystko masz”, a w środku czuje ogromną pustkę. Dlatego tak ważne jest, abyśmy nauczyli się patrzeć głębiej, nie tylko na sukcesy, uśmiechy i obowiązki, ale także na zmęczenie ukryte za „radzę sobie”.
Proszenie o pomoc nie jest słabością. Czasem największą odwagą jest powiedzieć:
„Już nie daję rady sama”.

.jpg)











