57-letnia Beata Siemionkowicz, która od 30 lat mieszkała w rejonie Chicago, ma już nakaz deportacji, wydany w grudniu ub. r. przez sędzię imigracyjną Kelly Johnson. Wniosek o anulowanie deportacji został odrzucony. Obecnie trwa rozpatrywanie apelacji od decyzji o deportacji, co jest ostatnią szansą na pozostanie Siemionkowicz w kraju. Według córek kobiety, 25-letniej Claudii i 21-letniej Gabi, ostateczna decyzja sądu imigracyjnego ma zapaść w czerwcu lub lipcu.
– Zrobimy wszystko, żeby sprowadzić ją do domu – mówią córki.
Polka została zatrzymana 2 sierpnia ub. r., gdy pracowała w ogródku przy domu córki w Des Plaines na północno-zachodnich przedmieściach. Od tego czasu przebywa w więzieniu powiatu Campbell w stanie Kentucky, gdzie trafiła po krótkim pobycie w ośrodku ICE w Broadview na zachodnich przedmieściach Chicago.
Amerykański sen Beaty rozpoczął się w 1995 r., gdy 25-letnia Białostoczanka przyleciała z mężem do Chicago na wizie turystycznej. Małżeństwo zamieszkało u matki męża w Des Plaines. Po wygaśnięciu wiz turystycznych para rozpoczęła starania o zieloną kartę. Siemionkowicz pracowała przy sprzątaniu domów, mąż zajmował się malowaniem. W 2000 r. urodziła się pierwsza córka, Claudia, a cztery lata później przyszła na świat Gabriela (Gabi). W 2003 r. Beata dostała zieloną kartę.
Jak dowiadujemy się z pisemnego oświadczenia Siemionkowicz, dołączonego do decyzji sędzi imigracyjnej, pogoń za amerykańskim snem zakłócał alkoholizm męża. Były kłótnie, awantury, przemoc fizyczna i znikanie z domu na całe dnie. „Prawie nie mówiłam po angielsku. Mieliśmy dziecko. Nie miałam tutaj rodziny, która mogłaby mi pomóc. Czułam się uwięziona” – napisała kobieta.
Podczas jednej z kłótni, do której doszło podczas zakupów w Jewelu, mąż miał zagrozić Beacie zabraniem dziecka. Świadkowie awantury wezwali policję. Do czasu, kiedy ta przybyła, mężczyzna odjechał zostawiając żonę na parkingu z dzieckiem i koszykiem niezapłaconych zakupów. „Zostałam oskarżona o kradzież sklepową. Zdecydowanie chciałabym, żeby to potoczyło się inaczej, ale byłam wdzięczna, że córka była bezpieczna” – czytamy w oświadczeniu.
Ostatecznie Beata postanowiła odejść od męża. Dwukrotnie uzyskała sądowy nakaz ochrony. W 2009 r. sfinalizowała rozwód. W tym samym roku przystąpiła do egzaminu na obywatelstwo, lecz nie zdała go – jak tłumaczą córki – ze względu na słabą znajomość języka angielskiego.
W 2011 r. Beata została przyłapana na kradzieży dziecięcych ubrań w sklepie Kohls. W oświadczeniu dla sądu kobieta tłumaczy, że jako samotna matka, z dwójką dzieci na utrzymaniu, popełniła błąd, którego szczerze żałuje.
Beata po raz drugi przystąpiła do egzaminu na obywatelstwo w 2024 r., tym razem w języku polskim. Claudia i Gabi wspominają, że matka długo uczyła się do egzaminu. Jak relacjonuje Siemionkowicz w oświadczeniu dla sądu, urzędnicy zaczęli wypytywać ją o polski paszport i dlaczego nigdy nie odwiedza Polski. Niepokój wzrastał, gdy mijały miesiące od egzaminu, a kobieta wciąż nie dostawała wezwania na przysięgę.
2 sierpnia 2025 r. Siemionkowicz pracowała w ogródku za domem Claudii w Des Plaines, gdy na podwórko wbiegła para agentów w cywilnym ubraniu. Nie przedstawili się, nie mieli żadnych odznak, nie reagowali na pytania. Wsadzili kobietę do samochodu i odjechali. Według córek, gdy mąż Siemionkowicz (Beata ponownie wyszła za mąż w 2020 r.) próbował interweniować, agenci zagrozili użyciem paralizatora.
Claudia i Gabi, które do tej pory nie interesowały się sprawami imigracyjnymi, postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce. Zatrudniły prawnika dla mamy, założyły zbiórkę na GoFundMe, nawiązały kontakt z rodzinami w podobnej sytuacji. Poszły ze sprawą do amerykańskich mediów.
Według oświadczenia Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS), wydanego dla stacji CBS po emisji programu, a także według dokumentów sądowych udostępnionych „Dziennikowi Związkowemu” przez córki, oprócz wyroków za kradzieże sklepowe Siemionkowicz ma nakaz aresztowania z Polski w związku z fałszerstwem dokumentów podczas starań o wizę amerykańską.
Zdaniem córek, DHS nie okazał żadnych dowodów na rzekomy nakaz aresztowania z Polski. Córki przesłały „Dziennikowi Związkowemu” zieloną kartę matki, która wygasa w listopadzie br., a także zaświadczenie o niekaralności z pieczątką polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości. Mówią, że matka postarała się o polski dokument za radą prawnika, gdy minęło pół roku od egzaminu na obywatelstwo bez żadnej reakcji ze strony Urzędu Imigracyjnego. Według córek, pismo zostało przedstawione sędziemu, który „nawet na to nie spojrzał”.
DHS nie odpowiedział na naszego emaila z prośbą o kopię nakazu aresztowania z Polski oraz komentarz w sprawie Siemionkowicz. Dotychczasowy prawnik kobiety również nie odpowiedział na naszą wiadomość.
– Owszem, ma zarzuty. Ale to są drobne wykroczenia, a nie ciężkie przestępstwa. Nie była skazana na więzienie. Rząd pozwalał jej kilkakrotnie odnowić zieloną kartę, mimo że wiedział o tych wykroczeniach… Dlaczego teraz ma być inaczej? – pytają retorycznie córki.
Claudia i Gabi przyznają również, że są zszokowane i rozczarowane reakcją polskiej społeczności po ukazaniu się materiału CBS, który powieliły polonijne media.
– Cieszyłyśmy się, że dostaniemy wsparcie od naszej społeczności. Ale komentujący widzą tylko błędy naszej mamy, nie widzą dzieci walczących o matkę. Jestem pewna, że większość komentujących też nie jest bez skazy – mówi Claudia.
– Mama mówi, że cały czas przywożą i wywożą Polaków – dodaje Gabi.
Joanna Marszałek
[email protected]









