Mark Zandi z firmy doradczej Moody's Analytics powiedział w rozmowie z amerykańską gazetą, że na wywołany wojną wzrost wydatków składają się wyższe ceny benzyny, oleju napędowego i paliwa lotniczego.
Także z opublikowanych w środę oficjalnych danych USA wynika, że inflacja w kraju wzrosła w maju o 4,2 proc. w stosunku do maja ubiegłego roku. Ceny energii wzrosły w tym samym czasie o 20 proc., a ceny benzyny - o 40,5 proc.
W orędziu o stanie państwa, wygłoszonym w lutym, tj. przed wojną z Iranem, prezydent USA Donald Trump wskazał niższe ceny paliwa jako dowód postępu gospodarczego i zapowiedział pewne ulgi podatkowe.
Ulgi te nie zrekompensowały jednak późniejszego wzrostu cen paliwa, bo „zwiększyły one przeciętny zwrot podatku o niespełna 350 dolarów” – zauważył Zandi, dodając, że obciążenia nie rozkładają się równo we wszystkich grupach społeczeństwa. Jego zdaniem najmocniej ucierpieli Amerykanie o niskich i średnich dochodach, ponieważ w ich przypadku wydatki na energię pochłaniają większą część budżetu domowego niż w grupie zamożniejszej.
Rezultatem jest nie tylko zwiększona presja na finanse gospodarstw domowych, ale też pogłębiający się podział na tych, którzy są w stanie ponosić rosnące koszty, oraz tych, którzy nie są w stanie ich udźwignąć - podkreślił „Newsweek”.(PAP)

