Co najmniej 13 osób zostało rannych w piątek w nocy, gdy dwóch napastników otworzyło ogień z SUV-a do dużej grupy ludzi zgromadzonych w Princeton Park na dalekim południu Chicago.
Krótko po godz. 11 p.m w piątek, 19 czerwca funkcjonariusze policji chicagowskiej zostali wezwani do zgłoszenia o strzelaninie w rejonie 200 West 95th Street. Na miejscu ustalono, że czerwony SUV zbliżył się do dużej grupy ludzi, a dwie osoby znajdujące się w pojeździe oddały serię strzałów, po czym odjechały.
Wśród dwunastu rannych znalazł się 26-letni mężczyzna, który doznał wielu ran postrzałowych i trafił do szpitala University of Chicago Medicine w stanie krytycznym. Policja poinformowała później o 13. ofierze – również 26-letnim mężczyźnie, który doznał obrażeń, ale odmówił pomocy medycznej.
Pozostali poszkodowani trafili do okolicznych szpitali. Ich stan określono jako dobry.
Policja prowadzi śledztwo w sprawie okoliczności strzelaniny, a do poniedziałku, 22 czerwca nikogo nie zatrzymano.
Do wydarzeń odniósł się w mediach społecznościowych prezydent Donald Trump. „W Chicago dochodzi do wielu zabójstw. Postrzelono 22 osoby, co najmniej 4 nie żyją. Dlaczego gubernator Pritzker nie prosi mnie o pomoc? Mógłbym uczynić Chicago bezpiecznym miastem w ciągu jednego miesiąca. W ciągu roku byłoby jednym z najbezpieczniejszych w kraju. Waszyngton przeszedł drogę od jednego z najbardziej niebezpiecznych do jednego z najbezpieczniejszych miast w USA” – napisał Trump w niedzielę, 21 czerwca na swojej platformie Truth Social.
W przeszłości, podczas innych okresów wzrostu przemocy, gubernator Illinois JB Pritzker podkreślał, że federalna interwencja nie jest konieczna.
Do strzelaniny odniósł się również burmistrz Chicago Brandon Johnson. Odpowiadając na pytania dziennikarzy podczas sobotniego wydarzenia na Federal Plaza w centrum, nazwał zdarzenie „rozdzierającym serce”.
„Miniona noc była kolejnym przypomnieniem, jak wiele pracy mamy jeszcze do wykonania, aby chronić mieszkańców przed przemocą z użyciem broni” – powiedział Johnson.
„Nie będziemy tolerować tych bezsensownych aktów przemocy i nadal będziemy wprowadzać niezbędne działania, aby pociągać sprawców do odpowiedzialności oraz zapobiegać podobnym tragediom w przyszłości” – dodał.
Podobne stanowisko zajął radny Anthony Beale reprezentujący 9. okręg, na terenie którego doszło do strzelaniny. W niedzielnym oświadczeniu również określił zdarzenie jako „bezsensowny akt przemocy”.
W sumie w długi weekend, połączony z obchodami federalnego święta Juneteenth, upamiętniającego zniesienie niewolnictwa, na terenie Chicago w wyniku przemocy z bronią palną zginęło co najmniej sześć osób, a co najmniej 33 zostały ranne. Tragiczny bilans skłonił lokalnych liderów do ponownego wezwania do utworzenia Departamentu ds. Zapobiegania Przemocy z Użyciem Broni. Zwolennicy jego powołania podkreślają, że Chicago już wcześniej inwestowało w programy przeciwdziałania przemocy, jednak działania te często zmieniały się wraz ze zmianą władz miasta lub źródeł finansowania.
Ich zdaniem powołanie odrębnego miejskiego departamentu pozwoliłoby zagwarantować, że walka z przemocą pozostanie priorytetem niezależnie od tego, kto będzie rządził w City Hall.
Propozycja jest częścią kampanii „Fund Peace”, realizowanej przy współpracy miejskich liderów i organizacji społecznych. Inicjatywa pojawia się także w momencie rozpoczęcia sezonu letniego, kiedy w Chicago tradycyjnie wzrasta liczba strzelanin.
Joanna Trzos

