Joanna Marszałek: Gratulujemy świetnego filmu „Amazing Story, czyli historia Juliana S. Krupy”, który ukazał się w maju na kanale Otwarte Komiksy na YouTube. Miło było zobaczyć w nim archiwalne wydania „Dziennika Związkowego” i zaprzyjaźnione z nami Muzeum Polskie w Ameryce. Wyjaśnijmy Czytelnikom, którzy jeszcze nie widzieli tego filmu: kim był Julian Krupa?
Tomasz Kołodziejczak: Julian Krupa (1913-1989) urodził się w Polsce, ale jako kilkumiesięczny bobas w 1914 r. został przywieziony statkiem do Stanów Zjednoczonych. Wedle wiedzy, którą mamy, odebrał edukację muzyczną, ale w pewnym momencie zorientował się, że gra na skrzypcach nie dostarczy mu źródła dochodu. Czuł, że ma też inny talent artystyczny i zaczął brać lekcje rysunku. Pamiętajmy, że w latach 30. praca grafika nie polegała tylko na rysowaniu ilustracji, lecz obejmowała mnóstwo pracy rzemieślniczej, jak skład książek, projektowanie winiet, layout stron w gazetach itp. W 1936 r. Krupa dostał pracę w „Dzienniku Związkowym” jako dyrektor artystyczny. Jak każda duża amerykańska gazeta, Dziennik drukował wówczas komiksy, najczęściej w formie stripów (pasków komiksowych – red.). Mieliście też Państwo wtedy cotygodniowy kolorowy dodatek, gdzie również ukazywały się komiksy. Krupa zaproponował, że będzie rysował w gazecie komiks fantastyczny pt. „Przygody Ryszarda Arnolda”. To pierwszy polski komiks fantastyczno-naukowy w znanej nam historii, a zarazem jeden z najdłuższych. Ukazywał się w „Dzienniku Związkowym” codziennie przez około dwa lata. To świadczy o tym, że musiał się podobać.
O czym był ten komiks? Kim był tytułowy Ryszard Arnold?
– Ryszard Arnold to syn bogatego biznesmena. Jest zamożny, dobrze wykształcony i posiada wiele umiejętności, w tym pilotażu. W czasach przed podbojem kosmosu pilot uchodził za postać budzącą powszechny podziw, także wśród kobiet. Chcąc wyjaśnić zagadkę okrętów tajemniczo tonących na Atlantyku, Ryszard Arnold bierze udział w akcji ratunkowej i spotyka ekscentrycznego naukowca, przekonanego, że na dnie oceanu spoczywa Atlantyda. Naukowiec buduje łódź podwodną, a nasz bohater wraz z przyjaciółmi wyrusza do świata ukrytego pod dnem oceanu. Odkrywają sieć gigantycznych jaskiń z własną biosferą, królestwami, cywilizacjami i naukowcami dokonującymi odkryć. Trwają tam wojny z użyciem nowoczesnej broni, a po jaskiniach latają niezwykłe pojazdy. Arnold przeżywa liczne przygody i intrygi, walczy z wrogami, zawiera sojusze, ratuje porwaną ukochaną i zostaje poddany różnym eksperymentom.
Jak odkryliście Ryszarda Arnolda?
– Napisał do nas fan i kolekcjoner, Wojciech Kawalec, który miał w swoich zbiorach strony tego komiksu z „Dziennika Związkowego”. Podważył zupełnie naszą teorię, zaprezentowaną w jednym z odcinków kanału Otwarte Komiksy, że w przedwojennej historii polskiego komiksu nie było komiksów science fiction. Odkrycie Juliana Krupy jest naprawdę sensacyjne i zmienia historię polskiego komiksu. Zaczęliśmy prowadzić research, który ostatecznie doprowadził do powstania filmu dokumentalnego.
Jak kończą się te przygody Ryszarda Arnolda?
– Niestety byliśmy trochę zawiedzeni, że nie poznaliśmy końca tej historii. Komiks ukazywał się w „Dzienniku Związkowym” przez około dwa lata. Z różnych źródeł – między innymi od rodziny Juliana Krupy i z fanowskich przeszukiwań – wiedzieliśmy, że było około 600 odcinków, ale nie wiedzieliśmy dokładnie ile. Dopiero gdy skontaktowaliśmy się z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, gdzie trwają prace nad digitalizacją Waszej gazety, ustaliliśmy, że ostatni odcinek, który ukazał się w gazecie, miał numer 655. W tym odcinku Atlantyda tonie, ale nie ma tam słowa „koniec” i fabularnie historia nie jest zakończona. Czytelników Dziennika zostawiono z dnia na dzień, bez informacji, że seria jest zakończona i bez porządnego finału. W Muzeum Polskim w Ameryce, które również bierze udział w naszym filmie, zachował się 656 odcinek w wersji szkicu. Jednak nigdy nie został on wykończony tuszem i nigdy nie ukazał się w gazecie. W 1938 r. Julian Krupa dostał pracę w „Amazing Stories” – najważniejszym amerykańskim piśmie science fiction tamtych czasów. Wygląda na to, że odejście Krupy z Dziennika odbyło się dość nagle, ale chyba w dobrych okolicznościach, bo w gazecie ukazywały się później artykuły o jego dalszych sukcesach.

Julian Krupa miał dwadzieścia parę lat, gdy zatrudniał się w „Dzienniku Związkowym” jako dyrektor artystyczny. To musiała być niezła posada dla tak młodego człowieka.
– To bardzo ciekawy wątek tej historii. Próbowaliśmy zrobić film nie tylko o komiksie i ilustracjach, ale także o ciekawej postaci zupełnie nieznanej w Polsce i chyba trochę zapomnianej przez Polonię. To człowiek, który robił bardzo ciekawe rzeczy w latach 30., 40., lecz zniknął z horyzontu fanów komiksu i fantastyki. To również opowieść o fanie i miłośniku popkultury, ponieważ w Julianie Krupie odnajduję zarówno samego siebie, jak i wielu moich kolegów i przyjaciół. To dość charakterystyczne, że miłośnicy komiksów i sci-fi podejmują próby twórczości. Jako dwudziestoparolatek siadł do rysowania komiksu, który w moim przekonaniu jest na podobnym poziomie co komiksy amerykańskie. Poziom graficzny tych komiksów jest typowy dla dobrych komiksów z tamtej epoki. Choć pisany i drukowany po polsku, absolutnie mieści się wśród dobrych, porządnych, klasycznych komiksów amerykańskich. Wiemy też, że był zauważonym twórcą podczas Worldcon – konwencji science fiction w Chicago w 1940 r., w której wziął udział.
Jak wyglądała praca rysownika w tamtych czasach? Czy Julian Krupa rysował komiksy na miejscu, w redakcji „Dziennika Związkowego”? Czy może po godzinach? Co wynika z Waszego researchu?
– Nie wiemy, jak dokładnie pracował w redakcji „Dziennika Związkowego”. Zgaduję, że ponieważ był jednocześnie dyrektorem artystycznym gazety, przychodził normalnie do pracy, wykonywał różne zadania związane z projektowaniem, layoutem i przy okazji rysował te paski. Wiemy ze zdjęć, że kiedy dostał etat w „Amazing Stories”, tam wszyscy rysownicy siedzieli przy biurkach i rysowali po kilka godzin dziennie na zadane tematy. Kto wie, może u Państwa w piwnicach redakcji zachowały się dokumenty z końca lat 30., które kryją więcej ciekawych informacji…
Jak długo trwało narysowanie jednego odcinka? Wygląda na to, że była to dość mozolna i czasochłonna praca.
– Widzieliśmy zdalnie oryginalne paski w Muzeum Polskim w Ameryce. Są znacznie większe niż paski komiksów rysowane dzisiaj. Pracy było więcej, bo rysunki powstawały w dużym formacie, a po pomniejszeniu na potrzeby gazety mieliśmy znacznie więcej detali. Strip ukazywał się 6 razy w tygodniu przez 2 lata. Wynikałoby z tego, że Julian Krupa musiał co tydzień narysować 6 takich pasków. Być może wystartował z jakimś wyprzedzeniem i miał jakąś rezerwę. To była bardzo regularna, wymagająca ogromnej dyscypliny praca. Musiał rysować tak naprawdę jeden pasek dziennie.
W filmie jest też mowa o tym, że komiks miał zachęcać do kupna gazety. Wygląda na to, że robił to skutecznie. W jednym wydaniu „Dziennik Związkowy” chwali się, że dzięki komiksowi zyskał prenumeratorów w Polsce.
– Rzeczywiście, w jednym wydaniu był artykuł dotyczący „Przygód Ryszarda Arnolda” i parę zdań, które mogłyby sugerować, że pojawili się prenumeratorzy z Polski. Warto pamiętać, że nawet jeśli Wasza gazeta jakoś docierała do Polski, to wojna i zmielenie popkultury przedwojennej przez komunistów sprawiły, że ta pamięć się nie zachowała. Czytelnikami Przygód Ryszarda Arnolda byli więc przede wszystkim Polonusi w Stanach. Fakt, że komiks ukazywał się przez dwa lata z hakiem oznacza, że musiał się podobać i przyciągać ludzi do gazety. Gdyby tak nie było, zamknięto by go znacznie wcześniej. Pamiętajmy, że drukowanie komiksu w odcinkach było w tamtych czasach standardem amerykańskiej prasy. Również polonijna prasa to robiła. Wiemy też, że w dodatkach u państwa w gazecie były drukowane komiksy amerykańskich twórców, tłumaczone na język polski. Myślę, że każdy nastoletni polski chłopak, którego rodzice przynosili do domu „Dziennik Związkowy”, biegł, otwierał stronę z Ryszardem Arnoldem i czytał. Dokładnie tak samo zachowywali się fani komiksów w Polsce, w tym ja,

Odwiedził Pan archiwum IPN-u, przeglądał Pan stare roczniki „Dziennika Związkowego”, widział Pan oryginały komiksów. Jakie były Pana wrażenia?
– Dopuszczono nas do gazety w białych rękawiczkach, pozwolono nam w zasadzie tylko na nią popatrzeć. IPN bardzo dba o to, żeby stare roczniki się nie rozpadły. Oprócz komiksu, Dziennik jest wypełniony reklamami, obwieszczeniami, zabawnie brzmiącymi ogłoszeniami. Wyobrażam sobie, że „Dziennik Związkowy” był gazetą, która była osią funkcjonowania polskiej społeczności w Chicago. Wiemy, że Julian Krupa rysował tam nie tylko komiksy. Trafiliśmy na okładkę Dziennika z jego wielką ilustracją do informacji, że Polonia jest dominującą mniejszością etniczną w Chicago. Sądzimy, że Krupa rysował też inne rzeczy. Dalszy research będzie możliwy, kiedy IPN zakończy digitalizację.
Po emisji Waszego filmu pojawił się pomysł, żeby wydać „Przygody Ryszarda Arnolda”. Czy to jest do zrobienia?
– Moim zdaniem, tak! Historyczny komiks sprzed 90 lat być może nie przyciągnie masowej publiczności, ale na pewno przyciągnie ludzi zainteresowanych historią polskiego komiksu, popkultury i historią Polonii. Ładna, kolekcjonerska edycja komiksu, powiększona o grafiki Juliana Krupy z „Amazing Stories”, na pewno znalazłaby nabywców. Sam bym taki komiks chętnie postawił na półce. Nasz kanał Otwarte Komiksy będzie takie wydania wspierał. Pani Małgorzata Kot z Muzeum Polskiego w Chicago rzuciła nawet pomysł, że Ryszard Arnold mógłby stać się popkulturowym bohaterem dla Polonii w Chicago.
Gdyby miał Pan przed sobą Juliana Krupę, o co by go Pan zapytał?
– Dlaczego nie dokończył „Przygód Ryszarda Arnolda” i jakie miał kolejne plany na komiksy. Wiemy, że miał, bo zachował się jeden pasek w języku angielskim, w którym zapowiada pojawienie się nowej serii, tym razem kryminalnej, ale nie mamy żadnych śladów, że ten komiks gdziekolwiek się ukazał.
Jak długo trwała realizacja filmu?
– Pierwotnie planowaliśmy, że to będzie zwykłe nagranie, w którym opowiem widzom o odkryciu. Potem okazało się, że Muzeum Polskie w Chicago ma oryginały komiksów. Udało nam się dotrzeć do rodziny Juliana Krupy, która udostępniła nam mnóstwo prywatnych zdjęć i dokumentów. Córka Juliana Krupa, Mary Ann Krupa Stickler, okazała się wspaniałą gawędziarką. Wtedy zdecydowaliśmy, że to nie może być kolejny odcinek na kanale. De facto we dwóch zrobiliśmy film dokumentalny, bez żadnej dotacji z Ministerstwa Kultury czy funduszu wspierania współpracy z Polonią. Realizacja filmu zajęła nam 4 miesiące. Premiera filmu odbyła się w 90 rocznicę ukazania się w „Dzienniku Związkowym” zapowiedzi „Przygód Ryszarda Arnolda”.

Kto by pomyślał, że to Wy, rodacy w Polsce, odkryjecie i przypomnicie nam historyczną polonijną postać. To świadczy o niezwykłej łączności między Polską a amerykańską Polonią.
– Prawda jest taka, że Polska przez wojnę i komunizm straciła łączność z ogromną częścią kultury, która powstawała poza Polską. Mamy pisarzy, którzy wyemigrowali albo uciekli przed Niemcami, a potem przed Sowietami. Drukowali w Anglii, w Stanach, ale ich literatura nie docierała do Polski. Ta wyrwa jest ogromna i z mojego punktu widzenia możliwość zalepienia chociaż jednej dziury, postawienia chociaż jednego mostu jest bardzo ważna i postrzegam to jako sukces.
Pozostaje nam zaprosić polskich fanów komiksów do Chicago, gdzie powstał pierwszy w znanej nam historii polski komiks fantastyczno-naukowy, stworzony przez naszego byłego pracownika, Juliana Krupę!
– A ja chciałbym serdeczne pozdrowić z Warszawy wszystkich miłośników starych komiksów i popkultury w Stanach. Jeśli interesuje Państwa historia polskiego komiksu, zapraszam na kanał Otwarte Komiksy w YouTube. I jeszcze jedna prośba. W jednym z artykułów w „Dzienniku Związkowym” znaleźliśmy informację, że redakcja ogłosiła konkurs dla prenumeratorów i że nagrodami w tym konkursie były oryginalne rysunki Juliana Krupy z Ryszardem Arnoldem. Jeżeli wśród Państwa czytelników są osoby, których rodzice, dziadkowie, bądź pradziadkowie takie rysunki wygrali i przekazali, to byłoby super, gdybyście zawiadomili redakcję.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Joanna Marszałek
[email protected]
Zdjęcia: archiwum rodzinne Juliana Krupy
Tomasz Kołodziejczak – jeden z największych znawców komiksu w Polsce, fan, kolekcjoner, wydawca i autor. Gospodarz kanału Otwarte Komiksy, gdzie prezentuje fakty, ciekawostki, interpretacje, a także osobiste wspomnienia z 30 lat pracy w branży.

