Sprawa przed sądem dotyczyła prawa stanowego w Mississippi, które pozwala na liczenie głosów korespondencyjnych, które zostały nadane przed końcem głosowania, lecz wpływają po zamknięciu urn wyborczych. Stosunkiem głosów 5-4 Sąd Najwyższy zdecydował, że prawo to nie jest sprzeczne z prawem federalnym. Decyzja ta obejmuje w praktyce również 13 innych stanów, gdzie władze pozwalają na liczenie głosów spływających po zakończeniu głosowania.
Najgłośniejszym krytykiem tych regulacji jest prezydent Donald Trump, który popierał pozew złożony przez Komitet Krajowy Partii Republikańskiej (RNC). Przepisy takie jak w Mississippi - a także m.in. w Teksasie, Kalifornii i Nowym Jorku - sprawiają, że rozstrzygnięcie wyborów w niektórych z tych stanów zajmuje wiele dni, a nawet tygodni. Trump wielokrotnie przytaczał to jako przykład wyborczych fałszerstw, nie przedstawił na to żadnych dowodów.
Według NBC News, w wyborach prezydenckich 2024 r. takich późno spływających głosów było ponad 300 tys. w skali całego kraju, lecz tylko w trzech stanach ich liczba stanowiła więcej niż 1 proc. ogółu. Chodzi o Alaskę (4,1 proc.), stan Waszyngton (3,2 proc.) i Illinois (1,9 proc.).
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

