Marokańczycy przeważali. Mieli 70 procent posiadania piłki, oddali więcej celnych strzałów i wykonali więcej podań od rywali. Świetnie w bramce spisywał się jednak Bart Verbruggen. Holendrzy objęli prowadzenie w 72. minucie, gdy Cody Gakpo skutecznie wykończył kontratak. W doliczonym czasie Chemsdine Talbi dośrodkował w pole karne, a strzałem głową wyrównał Issa Diop.
- Zdominowaliśmy mecz, a bramkarz rywali popisał się kilkoma wyjątkowymi interwencjami. Nasz awans jest w pełni zasłużony. Czasami trzeba pogodzić się z wygraną w takim stylu w meczach fazy pucharowej – skomentował Ouahbi na antenie telewizji beIN Sports.
W dogrywce nie padły bramki, a w rzutach karnych Marokańczycy wygrali 3-2. Decydującą „jedenastkę” wykorzystał Ismael Saibari, a wcześniej Yassine Bounou obronił strzał Crysencio Summerville’a.
- Chcieliśmy zachować spokój i grać swój futbol. Wiedzieliśmy, że jeśli dojdzie do rzutów karnych, możemy liczyć na wyjątkowego bramkarza. Nie zamieniliśmy meczu w chaotyczną bitwę. Kontrolowaliśmy go. Maroko zyskało teraz szacunek wszystkich. Nie dzięki temu, co mówiliśmy, lecz po tym, co pokazaliśmy na boisku - podkreślił selekcjoner.
Nie krył zaskoczenia defensywnym podejściem Holandii, ale odebrał to jako wyraz uznania dla rosnącej pozycji Maroka.
- Naprawdę nie spodziewałem się tak niskiego bloku, ponieważ Holandia lubi być przy piłce i jest wtedy bardzo silna. To, że zagrała w ten sposób, postrzegam jako formę szacunku wobec nas – ocenił.
Ouahbi prowadzi reprezentację od marca, a wcześniej przez cztery lata trenował kadrę Maroka do lat 20.
- Ten zespół i wszystkie marokańskie drużyny młodzieżowe walczą o coś więcej niż wygranie meczu. Wiedzą, że za nimi stoją miliony kibiców. Jesteśmy pewni, że większość ludzi w Maroku nie spała tej nocy. To daje energię, by się nie poddawać, iść naprzód i wierzyć w siebie – oznajmił szkoleniowiec.
Dla Marokańczyków zwycięstwo w Monterrey to rewanż za porażkę w mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku, gdy Holendrzy w fazie grupowej wygrali 2:1.
Ouahbi uważa, że awans do półfinału mistrzostw świata w Katarze cztery lata temu całkowicie zmienił mentalność Marokańczyków.
- Przez ostatnie kilka lat marokańscy piłkarze zaczęli wierzyć w siebie, a kibice również w nas wierzą – podkreślił.
W 1/8 finału Maroko zmierzy się ze współgospodarzami turnieju - Kanadą.
- Nikt nas nie powstrzyma, jeśli będziemy grać w naszym stylu. Jednak z drugiej strony nikt nie jest niepokonany. Jeśli popełnimy błąd, wrócimy do domu – podsumował Ouahbi.
Trener Holandii Ronald Koeman tłumaczył natomiast, że drużyna postawiła na bardziej defensywne podejście, aby zwiększyć swoje szanse na zwycięstwo, a nie z obawy przed rywalem. Uważał, że gra z pięcioma obrońcami to właściwa strategia na pokonanie Maroka.
- Dzięki takiemu defensywnemu podejściu rzadziej traciliśmy piłkę niż w meczach grupowych. Straciliśmy jedną bramkę grając przeciwko drużynie znacznie silniejszej niż Szwecja czy Tunezja. Gdybym miał ustalać taktykę jeszcze raz, zrobiłbym to samo – oświadczył Koeman, na którego szybko spadła krytyka za odejście od tradycyjnej „holenderskiej szkoły” ofensywnego futbolu.
- Gdyby Maroko nie wyrównało w samej końcówce, to nawet jako holenderski trener usłyszałbym mnóstwo komplementów, ale teraz prawdopodobnie będę besztany za to, że wybrałem pięciu obrońców. Jednak uważam, że było to konieczne. Będziecie mnie krytykować i macie do tego prawo, ale oglądacie piłkę nożną z boku - powiedział dziennikarzom na konferencji prasowej i dodał, że decyzję o swojej przyszłości w reprezentacji podejmie po namyśle i całościowej analizie występu drużyny w mistrzostwach świata. (PAP)
mg/ pp/

