Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
Reklama KD Market

Deklaracja z tajemniczym „A”

Praca nad Deklaracją Niepodległości – dokumentem, który wraz z konstytucją Stanów Zjednoczonych stanowi fundament amerykańskiej państwowości – od samego początku przebiegała burzliwie. Towarzyszyły jej gorące spory, polityczne napięcia i niekończące się dyskusje nad ostatecznym brzmieniem poszczególnych zapisów. Końcowa wersja została po raz pierwszy podpisana i ogłoszona 4 lipca 1776 roku w Filadelfii. Późniejsze dzieje Deklaracji okazały się jednak nie mniej fascynujące od okoliczności jej powstania. Wokół dokumentu narosły zagadki, które do dziś nurtują historyków i miłośników dawnych tajemnic.
Deklaracja z tajemniczym „A”
"Pisanie Deklaracji Niepodległości" (1776), obraz pędzla Jeana-Léona Gérôme’a Ferrisa z 1900 roku, przedstawiający Franklina, Adamsa i Jeffersona pracujących nad tekstem

Autor: Wikipedia

Ta niezwykła historia zaczyna się w czerwcu 2004 roku. Rosyjski grafik Artemij Lebiediew przeglądał wówczas archiwalne materiały przechowywane w Państwowym Centralnym Archiwum Historii Międzynarodowej w Kijowie. W pewnym momencie podszedł do niego wyraźnie podekscytowany dyrektor placówki, Nikołaj Kislenko. Oznajmił, że natrafił na coś niezwykłego i koniecznie musi mu to pokazać.

Obaj udali się do jednej z mniej uczęszczanych części archiwum. Na zakurzonej półce spoczywała gruba teczka oznaczona napisem „Ameryka Północna – wojna 1775-83”. Wśród listów, szkiców, rycin i plakatów znajdował się również większy arkusz papieru, starannie złożony na trzy części. Po jego rozłożeniu okazało się, że jest to jedna z dawnych kopii amerykańskiej Deklaracji Niepodległości.

Szczególną uwagę Lebiediewa przykuł nagłówek dokumentu. W słowach „United States of America” litera „A” wyglądała bardzo nietypowo. Bardziej przypominała znak cyrylicy niż klasyczną literę alfabetu łacińskiego. To pozornie drobne spostrzeżenie sprawiło, że odnaleziona kopia stała się przedmiotem spekulacji, historycznych dociekań i dyplomatycznych rozważań, w które niespodziewanie zostały uwikłane Ukraina, Rosja, Polska i Stany Zjednoczone.

 

Niejasne okoliczności

Okoliczności powstania Deklaracji Niepodległości oraz późniejsze losy dokumentu od dawna budzą zainteresowanie badaczy. Ostateczny tekst został przyjęty 4 lipca 1776 roku i podpisany przez dwóch urzędników: Johna Hancocka, przewodniczącego Kongresu Kontynentalnego, oraz Charlesa Thomsona, jego sekretarza.

Jeszcze tego samego dnia drukarz John Dunlap przygotował liczne egzemplarze dokumentu przeznaczone do rozesłania władzom kolonii, lokalnym komitetom i zgromadzeniom politycznym. Do naszych czasów zachowały się zaledwie 24 kopie tej pierwszej, drukowanej wersji.

Dopiero 19 lipca Kongres polecił sporządzenie oficjalnej wersji pergaminowej. Dokument miał zostać opatrzony tytułem „The Unanimous Declaration of the thirteen United States of America”. Prace trwały kilka tygodni, a 2 sierpnia 1776 roku gotowy pergamin został podpisany przez członków Kongresu Kontynentalnego.

Za przygotowanie odręcznej wersji odpowiadał Timothy Matlack, asystent Charlesa Thomsona, znany z wyjątkowych umiejętności kaligraficznych. To właśnie jemu powierzono zadanie stworzenia oficjalnego egzemplarza dokumentu.

I właśnie tutaj zaczynają się pierwsze tajemnice.

Po podpisaniu Deklaracji pergamin został zwinięty w rulon i zdeponowany w archiwum. W kolejnych latach wielokrotnie zmieniał miejsce przechowywania, by ostatecznie w 1814 roku powrócić do Waszyngtonu. Zaskakujące jest jednak to, że przez cały ten okres oryginał niemal nigdy nie był publicznie prezentowany. W praktyce posługiwano się wyłącznie kopiami i drukowanymi odpisami.

Dziwi to tym bardziej, że chodziło przecież o najważniejszy dokument młodej republiki.

W latach 1818-1819 podjęto próby wykonania oficjalnych reprodukcji Deklaracji. Rezultaty szybko uznano za niezadowalające, ponieważ autorzy kopii dodali do nich różnego rodzaju ozdobniki i dekoracje, które nie występowały w oryginale. Kongres potrzebował jednak wiernej reprodukcji, którą można byłoby upowszechnić i prezentować obywatelom.

W 1820 roku zatrudniono więc grawera Williama J. Stone’a. Przez trzy lata wykonywał niezwykle precyzyjną kopię dokumentu. To właśnie jego wersja stała się później wzorem dla niemal wszystkich reprodukcji publikowanych w podręcznikach, muzeach i wydawnictwach historycznych.

Podczas pracy Stone zwrócił uwagę na dwie osobliwości.

Po pierwsze, nagłówek „In CONGRESS, July 4, 1776” był nieznacznie przesunięty względem głównej części tekstu. Było to sprzeczne z zasadami kaligrafii stosowanymi w XVIII wieku, według których nagłówek powinien być idealnie wyśrodkowany albo rozciągnięty na szerokość całego dokumentu.

Po drugie, litera „A” w słowie „America” wyglądała wyraźnie inaczej niż pozostałe litery. Stone uznał ją za nietypową i zwrócił na nią uwagę specjalnej komisji Kongresu. Komisja uznała jednak obie kwestie za mało istotne i niegodne dalszego zainteresowania. Uznano, że przeciętny obywatel nigdy nie zwróci uwagi na podobne szczegóły.

 

Klucz do zagadki

Przez niemal dwa stulecia ocena Kongresu wydawała się trafna. Nikt nie interesował się tajemniczą literą „A”. Sytuacja zmieniła się dopiero po odkryciu dokonanym przez Lebiediewa w kijowskim archiwum.

Rosyjski grafik nie był zawodowym historykiem. Fascynowała go jednak kaligrafia i historia pisma. Zaintrygowany niezwykłym kształtem litery postanowił przeprowadzić własne śledztwo.

Według jego teorii kluczem do zagadki miał być Timothy Matlack. Lebiediew wysunął hipotezę, że człowiek ten w rzeczywistości nazywał się Tomisław Matlakowski i pochodził z terenów dzisiejszej Ukrainy.

Miał rzekomo urodzić się w okolicach Winnicy, a następnie wyemigrować do Ameryki jeszcze przed wybuchem wojny o niepodległość. Po przybyciu do Nowego Świata pracował między innymi w browarze, później związał się z kwakrami, by ostatecznie rozpocząć działalność polityczną. Jako uzdolniony kaligraf wykonywał liczne oficjalne dokumenty, w tym między innymi nominację Jerzego Waszyngtona na stanowisko naczelnego dowódcy Armii Kontynentalnej.

Problem polega na tym, że oficjalne źródła podają coś zupełnie innego. Według nich Timothy Matlack urodził się w New Jersey i nie miał żadnych związków z Ukrainą.

Lebiediew twierdził jednak, że odnalazł w ukraińskich archiwach zapis wskazujący na narodziny Matlakowskiego w jednej z miejscowości położonych niedaleko Winnicy. Dokument ten nie rozstrzyga sprawy definitywnie, ale stał się podstawą do budowania kolejnych hipotez.

Najbardziej sensacyjna z nich głosi, że Matlakowski, tęskniąc za ojczyzną, pozostawił w Deklaracji subtelny ślad swojego pochodzenia. Właśnie dlatego miał nadać literze „A” kształt przypominający znak używany w cyrylicy.

Według tej teorii Charles Thomson szybko zauważył nietypowy zapis. Miał uznać go za niezręczność, a nawet kompromitującą pomyłkę. To właśnie dlatego oryginalny pergamin miał zostać niemal natychmiast schowany do archiwum i przez długie lata pozostawać poza zasięgiem opinii publicznej.

Zwolennicy tej hipotezy wskazują również, że Matlack wkrótce potem utracił część swoich wpływów politycznych. Z prestiżowego stanowiska sekretarza Wspólnoty Pensylwanii miał zostać przesunięty do znacznie mniej eksponowanej roli delegata kongresowego.

Czy to właśnie on wysłał jedną z kopii Deklaracji do Kijowa? Tego nie wiadomo. Jeśli rzeczywiście był emigrantem z Ukrainy, taki gest mógłby mieć symboliczne znaczenie. Jeżeli jednak urodził się w New Jersey, cała teoria traci większość swoich podstaw.

 

Problemy dyplomatyczne

Samo odnalezienie kopii Deklaracji w Kijowie nie wywołało wielkiej sensacji medialnej. Zachowało się bowiem kilka egzemplarzy pierwszych wydań dokumentu, więc odkrycie kolejnego nie miało charakteru przełomowego.

Początkowo ukraińskie władze rozważały przekazanie znaleziska Stanom Zjednoczonym. Szybko pojawiły się jednak kwestie natury historycznej i politycznej.

W 1776 roku Winnica i Bracław znajdowały się bowiem w granicach Rzeczypospolitej. Dopiero po II rozbiorze Polski w 1793 roku ziemie te znalazły się pod panowaniem rosyjskim. Jeszcze później weszły w skład niepodległej Ukrainy.

W efekcie pojawiło się pytanie, kto właściwie miałby moralne prawo występować jako depozytariusz dokumentu odnalezionego w Kijowie.

Lebiediew twierdził, że podczas wydarzeń związanych z pomarańczową rewolucją w 2004 roku sprawa była nawet przedmiotem zakulisowych rozmów politycznych. Według jego relacji Wiktor Juszczenko rozważał osobiste przekazanie dokumentu prezydentowi George’owi W. Bushowi. Z kolei Wiktor Janukowycz miał opowiadać się za pozostawieniem go w muzeum w Doniecku.

Autor teorii sugerował również, że stanowisko Janukowycza mogło cieszyć się poparciem Władimira Putina, który w przypadku zwycięstwa prorosyjskiego kandydata liczył na zwiększenie rosyjskich wpływów także w tej symbolicznej sprawie.

Według tych relacji nawet planowane spotkanie Łeonida Kuczmy z Aleksandrem Kwaśniewskim miało zostać przesunięte, aby uniknąć niewygodnych rozmów dotyczących ewentualnych polskich roszczeń do historycznego znaleziska.

Niedługo później do Kijowa przybył Putin, jednak – jak twierdzi Lebiediew – szybko zorientował się, że Ukraińcy nie zamierzają konsultować z Rosją dalszych losów dokumentu.

W listopadzie 2004 roku rosyjski prezydent spotkał się z George’em W. Bushem podczas szczytu w Chile. Według niepotwierdzonych relacji miał wtedy wspomnieć o kijowskiej kopii Deklaracji Niepodległości i nawet zasugerować możliwość osobistego przekazania jej Amerykanom. Nigdy jednak do tego nie doszło.

Później sprawa stopniowo ucichła. Wszystko wskazuje na to, że odnaleziona kopia nadal znajduje się w tym samym kijowskim archiwum, w którym natrafiono na nią w 2004 roku.

 

A może bez sensacji?

Jak często bywa w przypadku historycznych zagadek, istnieje również znacznie bardziej przyziemne wyjaśnienie całej historii.

Badacze zwracają uwagę, że osiemnastowieczni amerykańscy kaligrafowie bardzo często korzystali z europejskich wzorów liternictwa i chętnie eksperymentowali z ozdobnymi formami poszczególnych znaków. Wiele liter występujących w dokumentach z epoki wygląda dziś zaskakująco i bywa mylonych z symbolami innych alfabetów.

Niewykluczone więc, że Timothy Matlack – niezależnie od miejsca swojego urodzenia – po prostu zastosował wyjątkowo dekoracyjną formę litery „A”, która przypadkowo przypomina znak cyrylicy. Jeśli zaś rzeczywiście przyszedł na świat w New Jersey, obecność kopii Deklaracji w Kijowie może być efektem zwykłego zbiegu okoliczności, którego szczegółów nie da się już odtworzyć.

Być może właśnie dlatego historia tajemniczego „A” pozostaje tak fascynująca. Nie ma w niej ostatecznych odpowiedzi, są jedynie poszlaki, domysły i kolejne pytania. A te, jak wiadomo, bywają czasem znacznie ciekawsze od samych rozwiązań.

Andrzej Heyduk


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama