Jej najbardziej kultową postacią była Baśka („Pani Basia”), znana z groteskowych monologów, oraz Hrabina Pączek, którą pokochały miliony Polaków. Ponadto Kołaczkowska występowała w popularnych programach telewizyjnych, takich jak „Dzięki Bogu już weekend” i „Kabaret na żywo”. Współpracowała też z niezależną wytwórnią filmową A’YoY i występowała w improwizowanym serialu telewizyjnym „Spadkobiercy” jako charyzmatyczna Dorin Owens.
Była nie tylko aktorką, ale także autorką tekstów, piosenek kabaretowych i reżyserką. Była zjawiskiem. Dla kolegów z kabaretu Hrabi – niezastąpioną partnerką sceniczną, współtwórczynią wyjątkowego języka humoru i przyjaciółką. Dla publiczności również była kimś więcej niż tylko artystką kabaretową. Była kimś bliskim, niemal jak rodzina. Kołaczkowska miała rzadki dar rozśmieszania bez tanich chwytów, bez ośmieszania ludzkich słabości, bez okrucieństwa, bez mówienia o polityce czy Kościele. Jej humor był czuły, inteligentny i absurdalny jednocześnie.
Kiedy 17 lipca 2025 zmarła na chorobę nowotworową, jej przyjaciele, znajomi i fani nie mogli w to uwierzyć! Byli pewni, że to jakiś ponury żart, że kto jak kto, ale Joanna Kołaczkowska będzie wieczna.
Wychodzenie z traumy
Pochodziła z Dolnego Śląska. Urodziła się w Polkowicach a wychowała w Lubinie. Jak wspominała w rozmowie z magazynem „Zwierciadło”, była bardzo nieśmiałym dzieckiem, które lubiło obserwować ludzi. Być może z tej uważności na codzienność narodziła się jej późniejsza wrażliwość sceniczna.
Dzieciństwo Joanny nie było beztroskie. Miała zaledwie pięć lat, kiedy nagle z jej życia zniknął ojciec. Chorował na serce i zmarł. Mimo dramatycznej sytuacji matka nie przekazała jej oraz rok starszej siostrze, Agnieszce, informacji o jego śmierci. Dziewczynki były pozostawione same sobie. „Kiedy wracałyśmy z siostrą do domu, mama kazała nam szukać taty, który zwykle chował się za firanką. Dość szybko go znajdowałyśmy, bo wystawały mu buty. Miałam pięć lat, kiedy umarł, ale jego buty pod tą firanką zostały. Patrzyłam na nie i przeżywałam horror, bo nie wiedziałam, czy on jest, czy go nie ma” – wspominała w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.
Ucieczką od tych traumatycznych przeżyć był sport i sztuka. Kołaczkowska trenowała łyżwiarstwo figurowe i szybkie, interesowała się teatrem i literaturą oraz występowała w zespole ludowym. Jeszcze w szkole okazało się, że najlepiej czuje się tam, gdzie można mówić, grać i rozśmieszać innych. Po podstawówce poszła do Technikum Ogrodniczego w Głogowie. Był to dla niej sposób na rozpoczęcie częstszych wycieczek autobusowych i zyskanie odskoczni od przedmieść Lubina. Ostatecznie została technikiem ogrodnikiem, ale tylko na papierze.
Z ogrodnictwa do kabaretu
Może byłoby inaczej, gdyby nie jej szwagier, Darek Kamys, oraz Adam Nowak, obecnie wokalista i lider zespołu Raz Dwa Trzy. Kamys był ważną osobą w życiu zawodowym i prywatnym Joanny. Przede wszystkim był jej ukochanym, jedynym szwagrem. W jednym z wywiadów artystka wyznała, że nawet studia wybrała dzięki niemu. „Mój szwagier Darek Kamys, zwany Kamolem, studiował w Zielonej Górze na kierunku pedagogika kulturalno-oświatowa i ja stwierdziłam, że bez sensu wymyślać coś nowego. Pójdę tam, gdzie on” – mówiła dziennikarce „Zwierciadła”.
Kołaczkowska studiowała pedagogikę w Zielonej Górze i mocno zżyła się z tamtejszym środowiskiem akademickim, którego częścią był Adam Nowak. On z kolei zaprosił Joannę do kabaretu Drugi Garnitur. „Adam po jakimś czasie się wycofał, a ja zostałam” – zdradziła w jednym z wywiadów. Ale też nie zagrzała tam miejsca, bo wtedy ponownie pojawił się szwagier. W 1989 roku wziął ją do kabaretu Potem, a od 2002 roku wraz z Łukaszem Pietschem i Tomaszem Majerem założyli Kabaret Hrabi.
O prywatności cichosza
Choć na scenie Joanna tryskała energią, prywatnie była skryta i nie opowiadała szeroko o swoim życiu prywatnym. Z domu nazywała się Chuda. Jeszcze w czasach studenckich poznała swojego pierwszego męża, Mariusza Matysika, ale to małżeństwo szybko się rozpadło. Pod koniec lat 90. poznała i poślubiła Krzysztofa Kołaczkowskiego, kabareciarza i scenicznego partnera. Ale i ten związek nie przetrwał. Choć rozstali się prywatnie, zawodowo jeszcze współpracowali. Kołaczkowska zawsze dobrze wypowiadała się o byłym mężu. „Dużo się od niego nauczyłam. Ma specyficzny, ciepły stosunek do ludzi” – opowiadała w jednym z wywiadów.
Łączyła ich przyjaźń, ale przede wszystkim córka, która urodziła się około 2000 roku. Dokładna data narodzin Hanny nie jest znana właśnie dlatego, że artystka zawsze chroniła sferę prywatną. Dbała, by jedynaczka mogła dorastać z dala od medialnego szumu. O córce wspomniała publicznie zaledwie kilka razy, ale kiedy już to robiła – nie ukrywała, że łączy je wyjątkowa więź. „Mamy bardzo zdrową relację. Kiedy coś omawiamy, jesteśmy do bólu poważne. Czasami jest kompletny luz, wygłupiamy się i przerzucamy pomysłami. Uwielbiam to w niej. Rozwijamy każdą śmieszną sytuację i ryczymy z niej potem do łez” – opowiadała w wywiadzie dla „Dobrego tygodnia”.
Po śmierci artystki o Hannie opowiedziała wieloletnia przyjaciółka Kołaczkowskiej, Beata Harasimowicz, reżyserka telewizyjna. Jak zdradziła, Joanna pozwalała córce być sobą i nigdy nie próbowała nawet wtłaczać ją w jakieś schematy. Kabarecistka nigdy też nie wykorzystywała córki do kreowania swojego wizerunku. Wręcz przeciwnie – chroniła Hannę przed zainteresowaniem mediów, wierząc, że największym prezentem, jaki może da dziecku, jest prawo do normalnego życia.
Walka z glejakiem
Wiosną 2025 roku świat Joanny Kołaczkowskiej zatrzymał się na chwilę. W kwietniu Kabaret Hrabi poinformował, że artystka zmaga się z chorobą nowotworową i dlatego wycofuje się z działalności scenicznej. Komunikat był krótki, ale poruszył tysiące osób. Koledzy z kabaretu prosili o uszanowanie prywatności Joanny. Wiedzieli, że ona nie chciałaby, żeby jej zdrowie stało się tematem medialnym.
Środowisko okazało Kołaczkowskiej ogromne wsparcie. Kabaret Hrabi zorganizował specjalną trasę „Potemowe piosenki”, z której dochód przeznaczono na jej terapię. Na scenie pojawili się przyjaciele artystki, bilety wyprzedawały się błyskawicznie. Niestety, mimo leczenia i ogromnej pomocy otoczenia glejak okazał się silniejszy. 17 lipca koledzy z grupy wydali oświadczenie, że artystka „odeszła spokojnie, bez bólu, otoczona najbliższymi i przyjaciółmi”.
Co ciekawe, Kołaczkowska nie ukrywała, że już od najmłodszych lat rozmyślała o śmierci i o własnym odejściu. Zainicjowała nawet rozmowy w swojej grupie kabaretowej o tym, co stanie się z formacją w sytuacji, gdy ktoś odejdzie. Trzy lata przed śmiercią w podkaście „Mówi się”, który prowadziła wraz z Szymonem Majewskim, powiedziała: „W kabarecie cały czas o tym [śmierci – przyp. red.] rozmawiamy. Ja kolegów do tego namawiam, mam potrzebę rozmawiania o tym, bo wtedy mam wrażenie, że okiełznam ten temat, że go kontroluję. A tego nie da się kontrolować. Nie da się kontrolować śmierci. Ale ja w ten sposób się przygotowuję”.
Niezastąpiona
Choć koledzy twierdzili, że bez niej zespół nie powinien istnieć, ona sama zaproponowała dwie osoby, które mogłyby ją zastąpić. Nie chciała wówczas zdradzać, kto to jest. „Mamy to wszystko obmyślone. (…) Oni powiedzieli, że jeżeli ja odejdę, to nie będzie już Hrabi, że jestem za silnym czynnikiem. Natomiast ja wskazałam dwie osoby, które powinny mnie zastąpić” – zdradziła Majewskiemu.
Minął już rok od jej śmierci i wciąż nie wiadomo, kogo artystka miała na myśli. Początkowo zespół zawiesił działalność, jednak ostatecznie podjął decyzję o kontynuowaniu występów i tworzeniu nowych projektów pod nazwą hrAbi. Z początkiem tego roku do współpracy zaprosili Wojciecha Kamińskiego, znanego m.in. z kabaretu Jurki. Nie ma wśród nich jednak nowej kobiety.
Są osoby, po których pustki nie da się nikim zastąpić. Kimś takim na pewno była Joanna Kołaczkowska.
Małgorzata Matuszewska

