Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

Jak upolować tornado

Zwykle żyją zaledwie dziesięć minut. Potrafią jednak uwolnić energię porównywalną z wybuchem bomby atomowej i nadal pozostają jedną z największych zagadek współczesnej meteorologii. Każdego roku przez Stany Zjednoczone przetacza się około 1200 tornad, zamieniając całe miejscowości w rumowiska. Choć naukowcy coraz lepiej rozumieją mechanizmy powstawania burz, wiele pytań dotyczących narodzin tornad wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Aby poznać ich tajemnice, nie wystarczy obserwować żywiołu z bezpiecznej odległości. Trzeba wjechać w samo jego serce.
Jak upolować tornado

Autor: Adobe Stock

Doktor Reed Timmer należy do najsłynniejszych łowców tornad na świecie. Meteorolog i bohater serialu dokumentalnego Storm Chasers od ponad dwóch dekad ściga najpotężniejsze burze Ameryki, dostarczając naukowcom bezcennych danych i ostrzegając mieszkańców zagrożonych terenów. Każda wyprawa oznacza jednak ryzyko śmierci.

Niebo gwałtownie ciemnieje. Pierwsze krople deszczu szybko zamieniają się w ścianę wody, a po chwili grad zaczyna uderzać w szyby samochodu z siłą kamieni. Tak właśnie Reed Timmer opisuje początek kolejnych spotkań z tornadem. Kilkadziesiąt metrów od jego pojazdu wirująca masa chmur opuszcza się ku ziemi. W ciągu kilku chwil z leja kondensacyjnego rodzi się w pełni rozwinięte tornado. Meteorolog obserwuje je tylko przez moment, po czym wciska pedał gazu. Wie, że najmniejszy błąd może oznaczać śmierć. Zbyt późny skręt, zbyt długie spojrzenie na wir zamiast na drogę albo źle wybrana trasa ucieczki mogą zakończyć się tragedią. Mimo to jedzie dalej.

 

Strategia przetrwania

Polowanie na tornado bardziej przypomina partię szachów niż szaloną pogoń za żywiołem. Najważniejsza jest właściwa strategia. Czasem doświadczeni łowcy decydują się na przejazd przez sam rdzeń burzy, przebijając się przez strefę ulewnego deszczu i gradu, aby wydostać się na jej suchą stronę. To jednak manewr zarezerwowany wyłącznie dla profesjonalistów. Równie ryzykowne jest wjeżdżanie pod ścianę opadów tylko po to, by sprawdzić, czy we wnętrzu superkomórki właśnie nie rodzi się tornado.

Podczas pogoni obowiązuje kilka żelaznych zasad. Najważniejsza to zawsze mieć przygotowaną drogę odwrotu. Większość amerykańskich tornad przemieszcza się z południowego zachodu na północny wschód, dlatego możliwość ucieczki na południe lub zachód często decyduje o przeżyciu. Nigdy nie należy zbliżać się do ściany chmur od strony intensywnych opadów. Widoczność spada tam niemal do zera, a właśnie za zasłoną deszczu ukrywa się mezocyklon – wirujący prąd wstępujący, który napędza całą burzę. Równie nierozsądna jest próba wyprzedzenia tornada.

Paradoksalnie największym zagrożeniem podczas polowania na tornada często nie jest sam wir, lecz inni ludzie. W czasie gwałtownych burz na drogach pojawiają się spanikowani mieszkańcy oraz dziesiątki łowców burz próbujących znaleźć najlepszy punkt obserwacyjny. Wypadki drogowe należą do najczęstszych przyczyn śmierci podczas takich wypraw. Niebezpieczne są również powodzie błyskawiczne. Superkomórka potrafi uwalniać ponad osiem tysięcy ton deszczu na minutę, zamieniając niewielkie strumienie w rwące rzeki.

 

Mobilne laboratorium

Swoje życie Reed Timmer powierza własnoręcznie skonstruowanemu pojazdowi SRV Dominator 3 – mobilnemu laboratorium stworzonemu specjalnie do badań nad tornadami. Z zewnątrz przypomina niewielki czołg. Wzmocniona karoseria, pancerne wielowarstwowe szyby oraz kevlarowe panele mają chronić załogę przed gradem i odłamkami pędzącymi z ogromną prędkością. Konstrukcja została zaprojektowana tak, aby wiatr mógł oddziaływać na możliwie najmniejszą powierzchnię.

Gdy pojazd znajdzie się w samym sercu burzy, hydrauliczny układ obniża go niemal do ziemi, a dwudziestocentymetrowe stalowe kolce wbijają się w podłoże niczym kotwice. Dzięki temu ważący około 4,5 tony Dominator ma większą szansę oprzeć się potężnym podmuchom, choć nawet on nie gwarantuje bezpieczeństwa.

Wnętrze pojazdu bardziej przypomina laboratorium niż samochód. Znajdują się tam radary, stacje meteorologiczne, komputery oraz liczne kamery rejestrujące rozwój burzy. Timmer nie ogranicza się jednak do biernej obserwacji. Gdy znajdzie się bezpośrednio pod superkomórką, wysyła w jej wnętrze specjalne sondy. Za pomocą dronów dosłownie wystrzeliwuje je w głąb wirującej kolumny powietrza. Urządzenia mierzą temperaturę, wilgotność i ciśnienie, jednocześnie przekazując swoją dokładną pozycję. Dzięki temu naukowcy mogą śledzić ich ruch wewnątrz wiru i obserwować zachowanie prądów powietrznych z dokładnością, o jakiej jeszcze kilkanaście lat temu można było tylko marzyć.
 

Narodziny potwora

Choć mechanizm powstawania tornad jest dziś znacznie lepiej poznany niż dawniej, wiele szczegółów nadal pozostaje tajemnicą. Wszystko zaczyna się od uskoku wiatru. W dolnych trzech kilometrach atmosfery gwałtownie zmieniają się zarówno kierunek, jak i prędkość wiatru. Powstaje poziomy wir powietrza, który silny prąd wstępujący przechyla do pionu. Wznoszące się ciepłe i wilgotne powietrze skrapla się, uwalniając ogromne ilości ciepła utajonego, co jeszcze bardziej wzmacnia burzę.

W rezultacie rodzi się superkomórka – najbardziej zorganizowany i najgroźniejszy typ burzy. W jej wnętrzu powstaje mezocyklon, czyli potężny wirujący prąd wstępujący, nieustannie zasysający kolejne porcje ciepłego i wilgotnego powietrza. Jeśli rotacja mezocyklonu opadnie aż do powierzchni ziemi, pojawia się tornado.

Choć przeciętne tornado istnieje zaledwie około dziesięciu minut, potrafi osiągać wysokość nawet 20 kilometrów i szerokość dwóch kilometrów. Rekordowy wir, który przeszedł w 2013 roku przez El Reno w Oklahomie, miał aż 4,2 kilometra średnicy. Najsilniejsze tornada rozwijają prędkość wiatru dochodzącą do 500 kilometrów na godzinę. W ich wnętrzu unoszone są samochody, wagony kolejowe, fragmenty domów i drzewa, zamieniając się w śmiercionośne pociski.

Dzięki relacjom Reeda Timmera i danych zbieranych przez jego mobilne laboratorium system ostrzegania przed tornadami stał się znacznie dokładniejszy. Meteorolodzy potrafią precyzyjniej określać kierunek przemieszczania się superkomórek i szybciej ostrzegać mieszkańców zagrożonych terenów. Cena tych odkryć pozostaje jednak ogromna. Każda wyprawa oznacza ryzyko utraty życia. Nawet najlepiej opancerzony pojazd nie daje pełnej ochrony przed siłą natury. Mimo to łowcy tornad wciąż ruszają w drogę, bo tylko zaglądając w samo serce żywiołu można zrozumieć jedno z najbardziej fascynujących i najgroźniejszych zjawisk naszej planety.

Jacek Hilgier


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama