Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

117 Race to Mackinac – wszystkie polonijne jachty na mecie

Zakończyła się 117. edycja największych na świecie śródlądowych regat Chicago Yacht Club Race to Mackinac. W tegorocznych zawodach rywalizowały 44 jachty w Cruising Division oraz 208 w Racing Division. W wyścigu liczącym 290 mil morskich, wzięło udział ponad dwa tysiące żeglarzy z całego świata, którzy wystawili na próbę swoje umiejętności, strategię i wytrzymałość. Z czterech polonijnych łódek biorących udział w regatach, wszystkie dopłynęły do mety.
117 Race to Mackinac – wszystkie polonijne jachty na mecie
W regorocznym Rade to Mackinac wzięło udział ponad 200 jachtów

Autor: Facebook/Chicago Yacht Club Race to Mackinac

Regaty odbywają się bez względu na warunki atmosferyczne. Nieprzewidywalna pogoda i zmienne wiatry na jeziorze Michigan stanowią dla żeglarzy spore wyzwanie.  Rejs podzielony był na trzy dywizje. Łódki startujące w Cruising Division wystartowały w piątek o godz. 3 pm, natomiast szybsze i bardziej smukłe jednostki rywalizujące w Mackinac Cup i Mackinac Trophy w sobotę o godz. 11 pm.

Jak co roku załogi musiały zmierzyć się z niezwykle zróżnicowaną pogodą: od nagłych zmian wiatru, po gwałtowne nocne burze. Początkowa żegluga pod wiatr zepchnęła znaczną część floty w stronę brzegu stanu Michigan, jednak później zmienił on kierunek o niemal 180 stopni, przekształcając wyścig w rywalizację z wiatrem w plecy.  Następnie, w nocy z niedzieli na poniedziałek, nad akwenem przeszła linia burz. Silne podmuchy wiatru przekraczające 35 węzłów spowodowały  uszkodzenia kilku jednostek, w tym złamanie steru na jednej i awarię masztu na innej. Z wyścigu wycofało się 15 jachtów. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń. 

Tegoroczne regaty pokazały wszystko to, co czyni Race to Mackinac tak wyjątkowym. Uczestnicy doświadczyli wspaniałych warunków żeglarskich, musieli podejmować trudne decyzje taktyczne i mierzyć się z nieprzewidywalną pogodą, która wymagała od każdej załogi pokazania pełni swoich umiejętności.

Jako pierwszy linię mety przekroczył jacht Mockingbird pod dowództwem Chrisa Duhona, zdobywając Mackinac Trophy przyznawane zwycięzcy w klasyfikacji generalnej wśród większych jednostek w klasie Racing. Stało się to tuż po zachodzie słońca w niedzielę.  Klasyfikację ogólną mniejszych jachtów Mackinac Cup wygrał Rambler Jamesa Nachtmana, a Whitehawk Trophy w grupie turystycznej Cruising łódka Sociable Roberta Arzbaecheara.

W tegorocznych regatach startowały cztery polonijne jachty. Erizo de Mar reprezentujący Joseph Conrad Yacht Club, którego właścicielem jest Kamil Wójcik w klasie Beneteau 36.7 zajął 11 miejsce, a w klasyfikacji generalnej Macinac Cup 44 na 100 sklasyfikowanych łódek. Grytviken, należący do Piotra Mądrzyka z Polish Yacht Club. startował w klasie Tartan 10 i dopłynął do mety na szóstym miejscu. Nieźle zaprezentowały się jachty rywalizujące w Cruising Division. Freedom, którego właścicielem jest Mirosław Owczarek z Wilmette Harbor Club, zakończył rywalizację na 22 miejscu, a Phrometheus Krzysztofa Malornego na 36. Obie jednostki w swoich klasach zajęły dziesiąte miejsca.

“To były moje 20. regaty do Mackinac” – powiedział po ich zakończeniu Piotr Mądrzyk. “Kiedyś udało nam się wygrać swoją klasę. Dwukrotnie też zajmowaliśmy czwarte miejsca. W tym roku było nieco gorzej, ale czujemy satysfakcję nie tylko dlatego, że dopłynęliśmy do mety, również z udanej końcówki. Przez ponad 20 mil rywalizowaliśmy z łódką, która płynęła przed nami. Dobrze wybrać sobie przeciwnika, walczyć z nim i na koniec go pokonać. To nam się udało, dzięki czemu zajęliśmy szóste miejsce. Byłoby ono pewnie jeszcze lepsze, ale nie trafiliśmy z wyborem trasy, Można płynąć najkrótszą drogą środkiem jeziora. Ale można też podpłynąć pod jego brzeg od strony Wisconsin lub Michigan, licząc na lepsze wiatry. O tym trzeba zadecydować na początku, późniejsza zmiana kursu jest już niemożliwa. Wybraliśmy najkrótszą drogę środkiem jeziora. Miał tam być wiatr, niestety trafiły na niego łódki szybsze płynące przed nami. Nam nie udało się go spotkać, w efekcie czego staliśmy w niedzielę podczas  dużego upału sześć godzin. Te łódki, które podpłynęły pod brzeg Michigan lepiej wypadły, bo trafiły nie tylko na wiatr, również wiejącą z brzegu bryzę. W przeszłości uczestnicy regat zmagali się z burzami. W tym roku były tylko dwie, na szczęście je ominęliśmy” – dodał czołowy polonijny żeglarz, który w sezonie zimowym, reprezentując Tatry Ski Club, równie dobrze radzi sobie na narciarskich stokach.

Dariusz Cisowski
[email protected]

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama