FIFA ogłosiła we wtorek, że zamierza powołać nową, dodatkową organizację - FIFA Forward Enterprise (FFE), która przejmie prawa komercyjne związane z turniejami organizowanymi przez FIFA, czyli m.in. mistrzostwami świata czy klubowym mundialem i będzie prowadzić wszelkie „operacje eventowe”. 20 procent udziałów w niej miałaby sprzedać prywatnym inwestorom, a wartość tej transakcji wyceniono na ok. 4,2 miliarda dolarów. Ich łączną wartość oszacowano na 20 miliardów dolarów.
Jako pierwsza pomysł skrytykowała Europejska Unia Piłkarska (UEFA), która nazwała go „przekroczeniem granicy, której żadna instytucja zarządzająca piłką nożną nigdy nie powinna przekroczyć”.
„Dusza i zarządzanie piłką nożną to nie są towary na handel, zwłaszcza przy braku jawności, kto na tym korzysta finansowo. Nikt z nas nie jest właścicielem piłki nożnej. To nie jest coś, co FIFA może sprzedać” - napisano w oświadczeniu UEFA.
Jak przekazały w środę m.in. stacje BBC i ESPN, UEFA planuje w najbliższych dniach zorganizować nadzwyczajne spotkanie online z przedstawicielami 55 federacji członkowskich, aby omówić propozycję FIFA i uzgodnić wspólne stanowisko.
Krajowe federacje, m.in. francuska i angielska, zwróciły uwagę, że FIFA z nikim nie konsultowała swojego projektu.
- Brakuje nam szczegółowych informacji potrzebnych do zajęcia stanowiska w kwestiach, które są niewątpliwie fundamentalne dla przyszłości piłki nożnej - powiedział w wywiadzie radiowym szef francuskiego związku Philippe Diallo.
Angielski związek (FA) w swoim stanowisku podkreślił, że „nie miał pojęcia o tej propozycji i nie zna żadnych istotnych szczegółów, w tym jej faktycznego charakteru i warunków”. Wyrażono jednocześnie „głębokie zaniepokojenie” brakiem procedur i zarządzania.
W podobnym duchu odniosły się do pomysłu konfederacje azjatycka (AFC) i CONCACAF.
„AFC jest głęboko przekonana, że wszyscy interesariusze powinni otrzymać wystarczające informacje i wystarczająco dużo czasu na pełną ocenę propozycji, w tym jej konsekwencji w zakresie zarządzania, prawa, handlu i strategii. Taki proces jest niezbędny, aby zapewnić, że każda decyzja odzwierciedla wspólne interesy globalnej społeczności piłkarskiej i wzmacnia zaufanie do sposobu zarządzania FIFA” - napisano w środowym komunikacie.
Federacja skupiająca kraje Ameryki Północnej, Środkowej i Łacińskiej wskazała, że dowiedziała się o tej sprawie z mediów, a następnie z oświadczenia FIFA.
„Jesteśmy głęboko zaniepokojeni brakiem należytego procesu. Podzielamy rozczarowanie wielu osób w naszym regionie i w świecie piłki nożnej, że tak szczegółowy dokument został opracowany i udostępniony publicznie przed jakąkolwiek dyskusją z odpowiednimi organami zarządzającymi i interesariuszami” - zaznaczono.
Jak dodano, obowiązkiem FIFA, kontynentalnych konfederacji i związków krajowych jest bycie „strażnikami futbolu” i działanie w „najlepszym interesie tego sportu”.
W słowach nie przebierał natomiast szef hiszpańskiej La Ligi Javier Tebas, który nawiązał do szefa FIFA Gianniego Infantino.
„Rozgrywki FIFA i prawa komercyjne nie są osobistą, prywatną własnością. Każdy, kto miesza politykę, sport, pieniądze i władzę bez przejrzystości, nie nadaje się do kierowania czymkolwiek. Infantino nie jest rozwiązaniem problemów FIFA z zarządzaniem” - przekazał Tebas za pośrednictwem platformy X.
W powszechnej opinii projekt FIFA to otwarcie kolejnego etapu walki o panowanie nad globalnym rynkiem piłkarskim między FIFA a UEFA, ale też walki o władzę.
Infantino, który zamierza po raz kolejny startować w wyborach na sternika FIFA, określił nową propozycję jako objaw demokratyzacji, gdyż - zgodnie z zapowiedzią - wszystkie środki pozyskane ze sprzedaży mniejszościowego pakietu akcji FFE zostałyby zainwestowane w rozwój piłki nożnej. FIFA obiecuje m.in. zwiększenie finansowania dla każdej federacji członkowskiej z ośmiu do 20 mln dolarów w latach 2027-2030, do 22 mln w latach 2031-2034 i do 24 mln w latach 2035-2038. Do tego dochodzi po 20 mln USD jednorazowej dotacji na „projekty specjalne”. Dla mniejszych i uboższych krajów, których w FIFA nie brakuje, to bardzo łakome kąski.
- Jeśli jesteś krajem z globalnego południa, którego rozgrywki piłkarskie nie mają takiej żyły złota, jak np. europejskie, to może być to bardzo kuszące – powiedział w środę agencji Reuters Eric Windholz, adiunkt na Wydziale Prawa Uniwersytetu Monash w australijskim Melbourne.
FIFA generuje olbrzymie zyski ze sprzedaży praw do transmisji, sponsoringu i innych umów komercyjnych, które w cyklu czteroletnim 2023-2026 mają przekroczyć 13 miliardów dolarów. Jednak ta liczba wygląda inaczej w zestawieniu z 4,4 mld euro (ok. 5 mld USD), jakie zarobiła UEFA na jednym sezonie (2024/25) europejskich pucharów, a krajowe rozgrywki ligowe na Starym Kontynencie w okresie 2023-2026 przyniosły 40 mld euro zysku, z czego połowa należy do tzw. Wielkiej Piątki, czyli angielskiej Premier League, niemieckiej Bundesligi, hiszpańskiej La Ligi, włoskiej Serie A i francuskiej Ligue 1.
FIFA nie od dziś próbuje przenieść generowanie zysków poza Europę, czemu mają służyć m.in. kolejne rozszerzania stawki drużyn uczestniczących w mistrzostwach świata, na których więcej niż UEFA zyskują inne konfederacje, a jakie są forsowane przez koalicje mniejszych krajów z Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej. To federacje z tych części świata mogą się okazać kluczowe również przy forsowaniu projektu prywatyzacyjnego.
Z doniesień międzynarodowych mediów, m.in. Reutersa, wynika, że głównym inwestorem zewnętrznym ma być należący do firmy Thrive Capital strategiczny fundusz Thrive Eternal, założony przez Joshuę Kushnera, brata Jareda, który jest zięciem prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. W tym roku Thrive Eternal pozyskał już mniejszościowy pakiet akcji występującego w baseballowej lidze MLB klubu San Francisco Giants.
- Ale to nie baseball. Mistrzostwa świata pozostają najważniejszym turniejem sportowym na świecie, choć FIFA wykorzystuje je komerycyjnie maksymalnie. Ale dość tego. Nieustająca komercjalizacja piłki nożnej stała się destrukcyjna. Zagraża temu, co uczyniło piłkę nożną najpopularniejszym sportem na świecie - skomentował komisarz Unii Europejskiej ds. Sportu Glen Micallef.
W ostatnich miesiącach światowa centrala i kierujący nią Infantino są coraz mocniej krytykowani, m.in. za zaangażowanie polityczne i - zdaniem wielu - zbyt bliską relację z prezydentem USA.
„Bliskie relacje między prezydentem FIFA a prezydentem USA osiągnęły wymiar finansowy, który głęboko szkodzi piłce nożnej. Nikt nie ma prawa sprzedawać naszej gry” - skomentował najnowsze doniesienia były szef FIFA Joseph Blatter.
Mimo wszystkich obaw i niejasności, FIFA zapewniła, że „zachowałaby kontrolę nad FFE i wyłączne prawa do zarządzania piłką nożną, rozgrywkami, kalendarzem meczów i wszystkimi decyzjami regulaminowymi i sportowymi”, a wprowadzenie nowego pomysłu zależy od „poparcia większości federacji członkowskich i odpowiednimi zgodami Rady FIFA”.
Na razie jako jedyny pozytywnie do propozycji światowej centrali odniósł się prezes czeskiej federacji David Trunda.
- Dostrzegam pragmatyczne korzyści dla czeskiej piłki nożnej płynące ze ścisłej współpracy z Giannim Infantino i jego zespołem. Oczywiście, potrzebujemy więcej szczegółów, ale osobiście dostrzegam pozytywny wpływ zamiarów FIFA - zaznaczył Trunda w wypowiedzi dla Sky Sports. (PAP)

