Być może wynika to z przyzwyczajenia, poznania siebie wzajemnie tak dobrze, że już ciężko się czymkolwiek zaskoczyć…? Nie wiem, ale przypominam sobie, że nasz związek, pomimo tego że zgodny, też miał swoje trudniejsze momenty, które wymagały od nas przede wszystkim cierpliwości, zaufania i miłości. Tylko tyle i aż tyle…
Nie zawsze jest łatwo, przyjemnie i kolorowo. Nie zawsze wszystko w naszym życiu układa się dokładnie tak, jak byśmy chcieli, czy też planowali. Nie zawsze to, co wydaje nam się prawdą, tą prawdą jest w rzeczywistości i dziś Drogi Rodzicu, chcę Cię zaprosić do przyjrzenia się bliżej tym skrawkom, maleńkim elementom rzeczywistości, z których próbujemy złożyć cały jej obraz.
Świat nie jest taki zły
Halina Kunicka śpiewała: „Świat nie jest taki zły. Świat nie jest wcale mdły. Niech no tylko zakwitną jabłonie” i okazuje się, że największym wyzwaniem w tym wszystkim jest właśnie oczekiwanie na te jabłonie. Chcemy bowiem bardzo często mieć wszystko jak w życzeniach urodzinowych, najlepsze i natychmiast. Nie zadowalają nas półśrodki, szczególnie w odniesieniu do innych, chcemy wszystko albo nic, teraz albo nigdy. Wszelkie potknięcia, niedociągnięcia, niedoskonałości i porażki traktujemy często jak koniec świata, po którym nie ma już o czym mówić.
W ostatnich dniach ukazała się rozmowa ze znaną polską psycholożką, która wypowiadała się na temat Igi Świątek, że ta po swoich ostatnich porażkach, powinna zrezygnować z tenisa, a przynajmniej od niego odpocząć i pójść na studia. Jest to szczególnie uderzające w odniesieniu do sportowca, który z założenia nie ma szans w ciągu całej swojej kariery wyłącznie wygrywać, bo przecież zarówno droga zawodowa, jak i samo życie nie jest prostą, ale sinusoidą, w której lepsze momenty przeplatają się z gorszymi czasami.
Warto wspomnieć również słowa innego sportowca – siatkarza, Marcina Komendy, który powiedział: „Jak wygrywasz 3:0 to jest super, natomiast jak przełamujesz rywala i wygrywasz 3:2, kiedy rywal gra bardzo dobrze, to jest najlepsze, co może się wydarzyć drużynie.” Nie ma szans jednak doświadczyć tego ktoś, kto odpuszcza przy pierwszych trudnościach, czy nawet porażkach. Nie sztuką bowiem jest wygrać bitwę przegrywając całą wojnę, tutaj warto wybiec nieco dalej myślami i marzeniami.
Stanąć w prawdzie
Jesteśmy wymagający w stosunku do świata, ale niejednokrotnie też do siebie. Kiedy nie jesteśmy w stanie wyrobić się ze wszystkim, co do nas należy, niejednokrotnie wmawiamy sobie (lub słyszymy od kogoś), że nie można na nas liczyć. Kiedy nie uda nam się zadowolić wszystkich, potrafimy obwiniać się, że jesteśmy bezwartościowi, a kiedy poniesiemy porażkę, wmawiamy sobie, że jesteśmy do niczego, że do niczego się nie nadajemy. To o czym piszę to generalizacja, gdzie wyciągamy wyolbrzymione wnioski na podstawie pojedynczego zdarzenia.
Tymczasem, warto pamiętać, że nasze jednorazowe zachowania, to co nam się przydarza, nie określa nas jako ludzi. Życie każdego z nas ma to do siebie, że nierzadko wymusza na nas działania, których wcale nie chcemy podejmować, obdarowuje nas najróżniejszymi niespodziankami, nie zawsze miłymi, w końcu wystawia nas na najróżniejsze próby, z których niektóre kończą się sukcesem, a inne niekoniecznie. To wszystko nadaje życiu smaku i wartości.
Kiedy zatem następnym razem, przyjdzie Ci do głowy Drogi Rodzicu, że jesteś bezwartościowy, bo nie udało Ci się zadowolić wszystkich w domu, rodzinie, czy pracy, to z jednej strony pamiętaj proszę, że nie jesteś zupa pomidorową, a z drugiej, że oznacza to wyłącznie tyle, że nie wszyscy są zadowoleni. Kiedy spóźniamy się z czymś, niezależnie od powodu, nie znaczy to, ze nie można na nas liczyć, ale wyłącznie tyle, że się z czymś nie wyrobiliśmy. Każda porażka natomiast nie jest dowodem na naszą beznadziejność, ale wyłącznie na to, że w tym miejscu i w tym czasie, nie poradziliśmy sobie z jakimś wyzwaniem. Tylko tyle i aż tyle!
A będąc rodzicem, warto to wszystko odnieść również do naszych dzieci. Z jednej strony pamiętajmy zwracając im uwagę, aby krytyka dotyczyła zachowania a nie osoby, z drugiej dobrze zwrócić uwagę, jak sami wyrażamy się o sobie i swoich niedoskonałościach, czy potknięciach. Nasze dzieci uczą się od nas, chłonąc masowo i bezkrytycznie to, co sami mówimy i robimy. Jeżeli nie mamy dla siebie litości i wyrozumiałości, możemy podejrzewać, że nasze dzieci również nie będą jej miały w stosunku do swoich zachowań.
Zostawiam to do przemyślenia!



