Kiedy dzieci mają więcej wolnego, więcej luzu, bo w końcu szkoła przestaje organizować im codzienność, a i rodzice przymykają trochę oko, mogłoby się wydawać, że wykorzystają ten dostępny czas, aby w końcu być dziećmi, trochę poleniuchować, ale też wzmocnić więzi ze znajomymi, czy też zwyczajnie korzystać z czasu, przestrzeni i wolności, jakie oferują im wakacje właśnie.
Tymczasem dzieje się coś innego. Niejednokrotnie zamiast korzystania z dzieciństwa możemy zobaczyć, jak dorośli odbierają dzieciom samodzielność…
Danuta Rinn śpiewała kiedyś: „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy…?” Dziś można zaśpiewać „Gdzie są te dzieci, takie samodzielne…?”, ale warto pamiętać, że za tymi dziećmi zawsze stoją rodzice ze swoimi strachami, wątpliwościami i obawami.
Dawniej było… inaczej
Przypominam sobie własne dzieciństwo, kiedy niemal całe wakacje spędzałam na dworze z koleżankami i kolegami. Organizowaliśmy mistrzostwa w siatkówce, graliśmy w najróżniejsze gry podwórkowe, skakaliśmy w gumę, gotowaliśmy obiady z trawy, a wszystko poprzedzone było krótkim: „Ewelina/Piotrek/Agnieszka…, wyjdziesz? Nasi rodzice niekiedy przywoływali nas na obiad, choć bardzo często zjadało się coś na szybko u sąsiadki lub zapominało o głodzie aż do kolacji. Do domów wracaliśmy, kiedy już robiło się ciemno i kiedy mamie w końcu udało się nas dowołać.
Trochę więcej problemu było kiedy najlepsza koleżanka wyjechała na wakacje lub nie mogła wyjść z innego powodu, ale wtedy szłam do kogoś innego, a w najgorszym razie musiałam sobie sama coś wymyślić. W tym też miałam wprawę – w końcu byłam jedynaczką i do dyspozycji miałam: psa, rower, wrotki, trzepak, skakankę, piłkę, lalki i głowę pełną pomysłów.
Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo się wszystko zmieniło. Jako dziecko miałam naprawdę dużo swobody, która pociągała za sobą budowanie samodzielności i odpowiedzialności. Ganialiśmy z innymi dziećmi przez całe dnie, bez kontroli rodziców, bez wcześniejszych ścisłych ustaleń i nieustannych telefonów od rodziców kontrolujących naszą lokalizację i samopoczucie. Nie było harmonogramu, który wyznaczałby kolejność aktywności, aplikacji liczących zrobione kroki i spalone kalorie, nie było w końcu dorosłego, który organizowałby czas wolny.
Czy było idealnie? Absolutnie nie, szczególnie że niejednokrotnie spotykaliśmy się z sytuacjami, na które nie byliśmy gotowi, z którymi nie wiedzieliśmy co zrobić i radziliśmy sobie po swojemu, niektóre rzeczy ukrywając przed rodzicami. Z drugiej strony jednak, uczyliśmy się radzić sobie w relacjach z innymi, gdzie ktoś chciał grać w piłkę, podczas gdy ktoś inny wolał jeździć na rowerze, ktoś oszukiwał, ktoś inny się obraził i poszedł do domu, a później wrócił, żeby nie tracić dobrej zabawy. Z tymi wszystkimi wyzwaniami, radziliśmy sobie sami, każdego dnia poszerzając swoje kompetencje.
Dziś nie jest jak dawniej
Dziś zdecydowanie częściej widzę dzieci bawiące się z rodzicami i ukradkiem spoglądające w kierunku innych. Kiedy chcą się pobawić, najpierw muszą dogadać się rodzice i ustalić, co dzieci będą robiły. W trakcie zabawy niemal każdy krok jest kontrolowany, aby nic się nie stało, a rodzic czuwa w pobliżu, aby zareagować natychmiast po wezwaniu. Dzieci bawią się razem, ale „nad sobą” mają wciąż zarządzających ich światem dorosłych, którzy zabierają głos i interweniują na początku, w trakcie i na końcu zabawy. To „góra” wyznacza kiedy zabawa się zaczyna, rozwiązuje możliwe konflikty pojawiające się w trakcie i zarządza koniec, kiedy trzeba wracać na obiad.
Skąd ta samodzielność?
Czy pojawia się ona magicznie w dniu osiemnastych urodzin? Nie. Nie jest ona również aktualizacją systemu, która instaluje się w nocy tuż przed osiemnastymi urodzinami, a jednak obserwując rodziców, czasem mam wrażenie, że mają oni taką nadzieję.
Przez kilkanaście początkowych lat, chcemy mieć dziecko wygodne, które nie będzie nam robić pod górkę, które będzie słuchało, co do niego mówimy i realizowało nasze zalecenia, proponowane przecież z miłości. Nie możemy jednak później się dziwić, że spod naszych skrzydeł wychodzi młody człowiek, który potrzebuje wskazówek, a najlepiej całej instrukcji życia i dnia codziennego.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze Internet, gdzie algorytm podpowiada, co chcemy oglądać, czego słuchać, na czym się skupić, aby nie było nudno, bo kiedy pojawia się czas wolny, bez Internetu, to nie tylko dorośli, ale również dzieci czują się zagubieni i nie wiedzą, co z tym czasem zrobić.
Przez lata świat się zmienił i nie przeniesiemy współczesnych dzieci na podwórka sprzed trzydziestu lat, czy odwrotnie. Współczesność to również wiele zagrożeń, których nie było kiedyś, ale dbanie o bezpieczeństwo dzieci nie może być tożsame z odbieraniem im możliwości rozwijania własnych kompetencji i samodzielności. Jeżeli nie pozwalamy dzieciom się nudzić, samodzielnie rozwiązać konfliktu, podjąć niekiedy ryzyka, czy popełnić błędu, nie możemy się dziwić, że mają problem z samodzielnością.
Dzisiejsze dzieci mają zajęcia dodatkowe, mają komputery, Internet, plany i atrakcje, ale brakuje im świata, gdzie nie decydowałby o wszystkim dorosły. Może właśnie teraz warto pozwolić naszemu dziecku, aby samo znalazło sobie kolegę, pokłóciło się z kimś i pogodziło, aby się nawet ponudziło. Samodzielność zaczyna się od takich właśnie najprostszych rzeczy.
Powodzenia!



